KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 15 paĽdziernik 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Aukcje i kolekcjonerzy
2012.02.07 / Aleksandra Junga
TAGI:
Share |
Londyn słynie z wielkich domów aukcyjnych, takich jak Christie’s czy Sotheby’s. To tutaj sprzedaje się dzieła najsłynniejszych malarzy, rzeźbiarzy, wszelkiej maści artystów z górnej półki, zarówno tych współczesnych jak i tych znanych z kart historii. Przechodząc wieczorową porą New Bond Street w holu domu Sotheby’s można ujrzeć panów i panie w eleganckich strojach. Portierzy we frakach pilnują wejścia. To tutaj sprzedano dzieła Picassa, Rembrandta, Leonarda da Vinci, Vincenta van Gogha, samochody Eltona Johna czy najdroższe wylicytowane kiedykolwiek skrzypce Stradivariusa. Przy South Kensington, w siedzibie Christie’s można wziąć udział w aukcji biżuterii, mebli czy starych plakatów. Na korytarzach porozstawiane wycenione przedmioty, uczestnicy aukcji siedzą spokojnie na salach i obserwują na monitorze rosnącą liczbę zer. Jedni kupują na miejscu, inni śledząc aukcję przez internet, jeszcze inni telefonicznie poprzez swoich przedstawicieli.

Telefonicznie również kupuje dzieła kolekcjoner polskiego malarstwa XIX wieku i zbroi, mieszkający w Londynie, który chce pozosatć anonimowy. – 40 lat temu można było stanąć na aukcji, podnieść rękę, w razie sukcesu dostać numer, pójść zapłacić i zabrać. To wszystko. Dzisiaj, w epoce prania pieniędzy, unijnych praw i komputerów, sytuacja się zmieniła. Nowi klienci muszą się wylegitymować, pokazać paszport i referencje banku lub innych domów aukcyjnych i dostaną obiekt po otrzymaniu pieniędzy przez bank akcjonariusza. Trzeba pamiętać – o czym mało kto wie – że fotokopia każdej transakcji powyżej tysiąca funtów jest przesyłana do urzędu skarbowego, żeby ten mógł policzyć Capital Gains Tax lub podatki spadkowe.

Dla marszandów z XIX wieku zakupy telefoniczne bądź internetowe byłyby nie do pomyślenia. Technika poszła do przodu. Ciekawe co z samą ideą kolekcjonowania i wspierania artystów? Czy kolekcjonerami, gdy decydują się na zakup określonego dzieła sztuki, dalej kierują podobne pobudki co kilkadziesiąt lat temu? W XVII-XVIII posiadanie obrazów w domach arystokratów staje się obowiązkiem. Powstają wielkie kolekcje, jak w Ermitażu carycy Katarzyny czy w Wersalu Ludwika XIV. Władcy wspierają sztukę i kulturę, gdyż jak twierdzi Ludwik XIV: „twierdza sztuki broni się głośniej i donośniej niż jakakolwiek inna”.

W 1616 roku w Holandii wydano pierwszy katalog aukcyjny. W Londynie, Amsterdamie, Paryżu odbywają się pierwsze aukcje. Pojawiają się marszandzi. W XIX wieku Albert C. Barnes – jeden z największych amerykańskich kolekcjonerów obrazów malarzy przełomu XIX i XX wieku, wyznaje koledze ze studiów: „Pragnę zarobić możliwie szybko jak najwięcej pieniędzy, aby móc poświęcić się temu, co najbardziej mnie w życiu interesuje – sztuce”.

Marszandzi to ludzie pochodzący z różnych środowisk. Barnes majątek zdobył jako chemik, wywodził się z biednej rodziny amerykańskiej. Victor Chocquet, marszand Paula Cezanne’a i innych impresjonistów, był celnikiem. Inni znowu dostają geny kolekcjonerskie w spadku, jak znany francuski marszand Paul Durand-Ruel, który jako jeden z pierwszych wspierał artystów i organizował im indywidualne wystawy. Niektórzy zaczynają się interesować kolekcjonowaniem z bardziej prozaicznych powodów. – Kupowałem nowy dom w latach 60. Pracowałem jako menadżer od marketingu w wielkich firmach międzynarodowych i trzeba było go stylowo urządzić –mówi londyński kolekcjoner. – Zawsze interesowałem się antykami, a szczególnie malarstwem, więc progresja była automatyczna. Pierwszy obraz, Wojciecha Kossaka, kupiłem od niedawno zmarłego Romualda Wernika, który wtedy prowadził antykwariat z polskim malarstwem na potrzeby Polonii. W moim przypadku impulsem też był może fakt, że oprócz ekonomii, jako dodatkowy przedmiot studiowałem polityczną historię Europy w XIX wieku.

Natomiast londyńskie domy aukcyjne mówią obecnie o tzw. nowych Medyceuszach. To ludzie bogaci, kupcy głównie z Bliskiego Wschodu. Coraz częściej pojawiają się wśród nabywców również nazwiska chińskie czy rosyjskie (jak np. oligarcha Roman Abramowicz, wobec którego toczy się obecnie proces w londyńskim sądzie). W „The Independent” pisano: „Na aukcjach czuć, jak powietrze drga od sum, jakimi operują super bogaci kolekcjonerzy”. Ci kolekcjonerzy tworzą nowe muzea, które chcą zapełnić sztuką najwyższej klasy.

Podobno kolekcjonerzy kupują z dwóch powodów. – Pierwszy, przyziemny, to zakupy dla dekoracji mieszkania, wystarczy kupić to, co się podoba i chce się oglądać na ścianie przez wiele lat. Drugi to połączenie z inwestycją w (zwykle) poważne dzieła sztuki. Do tego może dojść motyw bardziej szlachetny niż inwes
tycja, np. chęć zostawienia po sobie śladu na tej ziemi, ufundowanie instytucji (np. Tate Gallery przez bogatego importera cukru w czasach wiktriańskich) – ulubiony motyw emigracyjnych kolekcjonerów.

– Wszyscy, oprócz prywatnej pasji, byliśmy przekonani, że robimy dobrą robotę dla Polski, ocalając poloniki dla kraju, by zapomniane nie wsiąkły w rynek międzynarodowy: byliśmy wszyscy pewni, że z czasem nasze zbiory wrócą do kraju. I tak się dzieje – wspomina londyński kolekcjoner. Kilka lat temu wielka kolekcja malarstwa, rycin, mebli, broni została przekazana z Londynu do Muzeum Stołecznego m. Warszawy przez Jana i Barbarę Schiele, gdzie utworzono salę ich imienia. Niektórzy kolekcjonerzy stawiają sobie poprzeczkę bardzo wysoko próbując kształtować i wyrabiać gusty swoich rodaków, jak czynił Brytyjczyk Samuel Courtauld, którego kolekcja znajduje się od 1989 roku w londyńskim Somerset House. Obok tak spektakularnych działań, jak przekazanie Tate Gallery w 1923 roku 50 tys. funtów na zakup dzieł malarstwa impresjonistów oraz postimpresjonistów francuskich, prowadził również mniej spektakularne działania edukacyjne wśród własnych znajomych. W holach swojego domu wywieszał obrazy impresjonistów w taki sposób, by powoli przyzwyczajać swoich gości do tego, co i w jaki sposób owe obrazy przedstawiają.

Inni starają się przybliżyć brytyjskiemu odbiorcy malarstwo ekspresjonistyczne twórców emigracyjnych, jak np. wspominany na łamach „Nowego Czasu” Brytyjczyk Matthew Bateson. Matthew posiada kolekcję ok. 600 obrazów, większość stanowią polscy artyści, jak np. Marian Bohusz Szyszko, Henryk Gotlib, Zdzisław Ruszkowski, Jósef Herman, Stanisław Frenkiel czy Feliks Topolski. W przyszłości swoją kolekcję chciałby przekazać muzeum, które uzna artystów emigracyjnych za część brytyjskiej historii sztuki.

– Polscy kolekcjonerzy, od połowy XIX wieku, zawsze najbardziej interesowali się swoistym malarstwem, podnoszącym piękno i walory poturbowanej ojczyzny i wskrzeszającym jej walkę o wolność. I tak jest do dzisiaj. A w powojennej emigracji, gdzie byliśmy wychowani w duchu patriotycznym, nie mogło być inaczej – wspomina znajomy kolekcjoner. Polacy mogą poszczycić się znanymi na całym świecie kolekcjami bądź nazwiskami marszandów, którzy wspierali artystów, nie tylko tych polskich. Warto wspomnieć tutaj kolekcję króla Stanisława Augusta, znajdującą się w Dulwitch Picture Gallery w Londynie– jest to pierwsza państwowa galeria sztuki w Anglii. Leopold Zborowski, polski marszand żydowskiego pochodzenia stworzył w Paryżu galerię, w której promował takich artystów jak Marc Chagall, Paul Klee. Opiekował się również chorym Modiglianim, wspierał białoruskiego malarza Soutina. Wspomniany wcześniej marszand Barnet kupił od Zborowskiego, zafascynowany twórczością Soutina, bez zastanowienia kupił 60 obrazów tego białoruskiego artysty.

Inny znany polski kolekcjoner to Feliks Jasieński, który w XIX wieku szokował Warszawę swoim gustem i zamiłowaniem do sztuki japońskiej. Dzięki ogromnemu uporowi i wiedzy artystycznej zebrał niesamowitą kolekcję, którą później podarował Muzeum Narodowemu. Jak wspominali znajomi Jasieńskiego, wizyty w jego mieszkaniu niezwykle pobudzały wyobraźnię: „Różnobarwne kimona z odpowiednimi wiązanymi w kunsztowne pukle szarfami, szlafroki, czyli chałaty bucharskie, przetykane srebrem i złotem, wąskie pasy tkanin dekoracyjnych, tworzące, gdy się je zawiesiło na ścianie, zaczarowany ogród, pełen rajskich ptaków z czającym się niekiedy groźnym smokiem”.

A jak obecną sytuację na kolekcjonerskim rynku polskim widzi kolekcjoner, z któŸym udałó nam się porozmawiać?: – Jeśli chodzi o dzisiejszych kolekcjonerów w Polsce, sytuacja jest odmienna. Mało jest prawdziwych zbieraczy tworzących kolekcje starych obrazów z potrzeby ducha i intelektu: tzw. tradycyjna inteligencja nie ma na to pieniędzy. Większość dzieł sztuki była w ostatnim XX-leciu kupowana na dekoracje okazałych rezydencji nowobogatych i była traktowana jak meble: po zakupie kilku płócien o „dobrych” nazwiskach do salonu, zainteresowanie spadło, jak również chęć kontaktu z innymi kupcami. Drugi powód to rozsławiane przez media kradzieże i częstotliwość prymitywnego gangsterstwa. W Polsce, w przeciwieństwie do krajów zachodnich, typowy właściciel dzieł sztuki boi się ujawniać, dyskutować o swoim stanie posiadania w obawie przed wizytą nieproszonych gości.

Kolekcjonowanie obrazów to pasja, ale również dobra inwestycja, która może się szybko zwrócić. Posłuchajmy na koniec, co o inwestycjach w sztukę mówi nasz kolekcjoner. Może warto samemu zacząć wspierać rodzimych artystów?

– Do inwestycyjnego zakup trzeba mieć oko, przeczucie i przede wszystkim większą wiedzę o artyście, temacie i o rynku na ten obiekt, niż dom aukcyjny i inni uczestnicy aukcji. Taką wiedzę zdobywa się przez bardzo wiele lat, trzeba śledzić rynek, ceny i przede wszystkim czytać, czytać i czytać wszystko, co się pokazało o wybranej dziedzinie sztuki. Wtedy można mieć nie tylko wielką przyjemność wypełniania życiowej pasji i relaksu w otoczeniu ukochanych przedmiotów – podobnego do relaksu w ramionach kochanki –z dużo lepszym zarobkiem niż np. na giełdzie. Ci, co kupowali sztukę rosyjską lub chińska kilkanaście lat temu, porobili fortuny. Np. dwa obrazy Siemiradzkiego, ulubieńca rosyjskich kolekcjonerów, które ofiarowano mi za 5-70 tys. funtów ok. 1985 roku, zostały niedawno sprzedane na aukcjach po 500 tys. od sztuki. Niestety, ja w tych latach kupowałem tematy „partiotyczne”.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29388
Tak

24438
83%
Nie

4950
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |kamieniarstwo wodzisław | pierścienie nierdzewne | biuro rachunkowe rydułtowy | ekogroszek Żory | suplementy diety produkcja
zespół muzyczny jastrzębie zdrój | pręty gwintowane nierdzewne | szkolenia energetyczne sandomierz | badania sanitarne Radlin | botox gdańsk