KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 18 paĽdziernik 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Szwarc, mydło i powidło
2012.01.25 / Krystyna Cywińska
TAGI:
Share |
Przeczytałam, że książkę Ewy Winnickiej Londyńczycy, czyta się jednym tchem. Kilku osobom ze starej emigracji nawet dech zaparło. I tchu im zabrakło. Z irytacji. Mówiąc językiem potocznym, tak ich o nich ta książka wkurzyła. Książka, a raczej broszura Ewy Winnickiej o tzw. londyńczykach jest oparta głównie na rozmowach. Utrzymana w stylu uprawianym przez dziennikarskich domokrążców.
Przyjeżdżają z kraju, wydzwaniają do starych emigrantów, wyrażają ogromne zainteresowanie ich życiem i przeżyciami, pragną się spotkać. Zaintrygowany stary emigrant nawet w wózku na kółkach czy emigrantka o lasce serdecznie do domu zapraszają. I zacierają ręce, że nareszcie będzie można mówić o sobie. Do upadłego. O swoich wyczynach i życiu wojną i pokojem steranym. Częstują dziennikarkę czym chata bogata, no i tym, co im na myśl przychodzi zanim zapadnie w niepamięć. Niejedna stara emigrantka i niejeden stary emigrant dał się skusić dziennikarzom z kraju na wylewne wywody. A kiedy je zobaczył w druku, czarno na białym, oczom wierzyć nie chciał. Nie to, co miał na myśli, nie to, co powiedział, nie tak było w rzeczywistości. Manipulacja, konfabulacja i tyle!

Nieco podobnie sprawa ma się z rozmowami w Londynie dziennikarki krajowej „Polityki” Ewy Winnickiej, zebranymi w tzw. reportaż. Reportaż ma być o polskich londyńczykach inaczej niż w telewizyjnym serialu. Dociekliwy, dogłębny, miejscami pseudohistoryczny. Ale czy jest? Jest wybiórczy i bezładny. A po to, żeby się książeczka sprzedawała, na okładce chodliwa fotografia Renaty Andersowej z obciętą o połowę głową z mężem, też z obciętą głową do połowy, trzymającą córkę Andersów Annę. Jej głowy jakoś się nie udało obciąć. Generał i jego rodzina wciąż fascynują ludzi w kraju. I każdy artykuł, każda książka, każda opowieść o tej rodzinie intryguje. Ale kto Ewie Winnickiej powiedział, że pierwsza żona generała pani Irena sprzątała ubikacje w londyńskim Ognisku? Nie musiała. Zarabiała szyciem. Były mąż jej pomagał, zajmowała się nią tutejsza opieka społeczna itd. – Czy to jakiś stary ubek to powiedział? – jak ktoś zapytał. Czy to odgrzewanie starych metod obsmarowania generała? I czy Ewa Winnicka musiała to napisać nie sprawdzając? Musiała. Bo podnosi to poczytność reportażu, a przy okazji obniża godność generała. I czy autorka musiała ironizować, wymieniając takie same przypadkowo imiona obu żon. A na dodatek jego córek? Widocznie musiała, bo to też podnosi poczytność reportażu. Czy może pani Ewa żyje w światku resentymentów i frustracji ideologicznych? – że zapytam, bo nie wiem.

Odbrązawiać, obsmarować i obnażać do bólu tych, którzy z PRL-em zdalnie walczyli. Jeśli uczciwie, jeśli rzetelnie – prosimy. Ale kłamliwie, tendencyjnie, arogancko? Winnicka pisze, że po wojnie Polacy na uchodźstwie marzyli o powrocie generała Andersa do Polski na białym koniu. I tu widać wychowanie dziennikarki w PRL-u. Bo to propaganda komunistyczna wymyśliła ten szyderczy slogan o generale. No cóż, ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Jeśli autorce wywiadów chodziło o obalanie mitów, to sama je stworzyła. A jeśli podświadomym celem było zamącenie pamięci o generale, nie musiała przyjeżdżać do Londynu. Ani nachodzić starych emigrantów. Mogła sięgnąć do gazet i wydawnictw z okresu PRL-u. Olbrzymi to asortyment oszczerstw, konfabulacji i tendencyjności. Jest w czym wybierać. Wybiórczo przytoczę fragment z książki pt. W niewoli u Andersa (autorstwa K. Sidory i M. Grabca wydanej w PRL-u). Piszą, że okrzyk: Niech żyje Anders „towarzyszył pogromom antysemickim, zbrodniczym zamachowcom na życie prawdziwych Polaków”. To Anders miał zdalnie inspirować pogrom w Kielcach po wojnie. A znany kiedyś publicysta Karol Małcużiński, komentator spraw międzynarodowych w telewizji PRL w latach 1961-1976 pisze o generale „watażka, kondotier”, i „sługus zachodni zabraniający swoim żołnierzom powrotu do kraju”. Byli mu potrzebni na wysługiwanie się Amerykanom i Brytyjczykom kosztem Polski. W archiwum Radia Wolna Europa jest duży zbiór wycinków z PRL-owskiej prasy. Jeśli ta długoletnia i zaciekła kampania propagandowa nie wykreśliła Andersa ze świadomości Polaków ani nie skazała go na historyczne śmietnisko to rozdział o nim i jego rodzinie w Londyńczykach tym bardziej tego nie dokona. Nie imputuję, że taki był zamiar, ale tak to może się wydawać. Przy okazji przypominam wnikliwe reportaże Ewy Berberyusz o generale, jego życiu i rodzinie pt. Anders spieszony (Aneks, 1992). Świetna książka, czyta się jak dobry kryminał.

Jeszcze nie jedno takie czy inne dzieło ukaże się o emigracji czy tzw. londyńczykach. Nazwa notabene przesadna i bezpodstawna.

W jednej z recenzji o Londyńczykach przeczytałam, że ta książka odziera strupy, które przyschły. Strupy po ranach zadawanych przez tubylców (?) – bo nie zrozumiałam. A czy w naszym kraju nie zadają sobie wzajemnie ran ukochani rodacy? Publicznie i w zaciszu? Reportaż jest trudną sztuką. Niewielu mamy w tej sztuce mistrzów łączących talent pisarski, wnikliwość obserwacji a przy tym dokładność i rzetelność w przedstawianiu faktów. W książce pani Ewy Winnickiej niestety roi się od błędów i przekręceń. Jako jedna z tych tzw. londyńczyków posłużę się londyńskim slangiem na określenie tej książki: blah, blah, blah, ykikkity, schmakitt, czyli szwarc mydło i powidło. A dziennikarzy z Polski nie przyjmuję.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29408
Tak

24451
83%
Nie

4957
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |usługi kamieniarskie wodzisław | śruby kwasoodporne | dom opieki Rybnik | węgiel Rybnik | suplementy diety produkcja kontraktowa
prawnik wodzisław śląski | cyklinowanie Żyrardów | Lekarz rodzinny Radlin | badanie do prawo jazdy Rybnik | fassadenreinigung wien