KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 12 grudzień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Basta! Kryzys – czerwona płachta na byka
2012.01.24 / Marta Kazimierczyk
TAGI:
Share |
Dotychczas zakochani w swoim kraju Hiszpanie mówią basta i masowo szukają pracy za granicą. Jak sobie radzą w Wielkiej Brytanii i czy możemy mówić o hiszpańskiej inwazji na Wyspach?

Jeszcze pięć lat temu, jeśli usłyszałam na ulicy kogoś mówiącego po hiszpańsku, to był to najpewniej turysta. Teraz napotykam Hiszpanów wszędzie, pracują w kawiarniach, szkołach językowych, call centre. To niewiarygodne – mówi María z Bilbao, od pięciu lat mieszkająca w Londynie.

Hiszpanie na niespotykaną dotychczas skalę szturmują pozostałe kraje Europy w poszukiwaniu pracy. Największe oblężenie przeżywają Niemcy (w 2011 roku wzrost aż o 40 proc.) i Wielka Brytania, która pierwszy raz plasuje Hiszpanię w pierwszej piątce pod względem przyrostu liczby imigrantów (tuż za Pakistanem, Sri Lanką, Litwą i Irlandią) – w minionym roku przybyło ich 25 tys., czyli aż o 85 proc. więcej niż w ubiegłym.

Kolumb, pierwszy imigrant świata

Hiszpania to kraj szczególny pod względem wszelkich ruchów migracyjnych. Nie były one może spektakularne, ale na pewno znaczące. To stąd w 1492 roku wyruszył Krzysztof Kolumb na podbój Nowego Świata. Za nim podążyły rzesze innych kolonizatorów, gotowych rozpocząć nowe życie na zachodniej półkuli. Całkiem zrozumiale, kilka stuleci później, już po zdobyciu niepodległości przez państwa amerykańskie, Ameryka Środkowa i Południowa pozostanie głównym ośrodkiem hiszpańskich emigrantów. To przecież oni jako kolonizatorzy tworzyli podwaliny nowego ładu społeczeństw – od Chile aż po Meksyk. Łączy ich wspólny język i historia.

Po 1857 roku najwięcej Hiszpanów osiedli się w Argentynie, a nieco później w Wenezueli, gdzie boom naftowy lat 50. przyciągnie uciekających przed reżimem generała Franco. Sam reżim spowodował exodus, często przymusowy, prawie 220 tys. ludzi – głównie wojskowych, polityków oraz intelektualistów – którzy na przestrzeni lat emigrowali też do Francji, USA czy Rosji Sowieckiej. Śmierć Franco w 1975 roku i stopniowa demokratyzacja kraju spowodowały zmianę o 180 stopni – wielu Hiszpanów mieszkających za granicą wróciło do ojczyzny. Nawet po przyjęciu do Unii Europejskiej w 1980 roku jedynie garstka zdecydowała się wyjechać do stojącej otworem Europy. Zaczął dominować inny trend: Hiszpanie przeistoczyli się w gospodarzy imigrantów, którzy przybywali z targanej niepokojem Ameryki Łacińskiej, niedalekiego Maroka czy pogrążonych w chaosie krajów afrykańskich jak Senegal czy Nigeria.

Kryzys jak tsunami

AD 2008. Kryzys ekonomiczny szczególnie dotkliwie uderza w Hiszpanię. W sektorze nieruchomości pęka bańka cenowa, a kraj jest przecież wielkim placem budowy – wiele firm deweloperskich działających globalnie ma rodowód hiszpański. Rynek pracy nie umie poradzić sobie z tym tsunami – rośnie bezrobocie. Gazety codziennie odmieniają przez przypadki słowo „kryzys” – rodzi się psychoza. Czas mija, inne kraje powoli wychodzą na prostą, Hiszpania nadal spada w dół – budzi się sprzeciw. Ruch Indignados (Oburzeni), który sprzeciwia się polityce finansowej państwa i postuluje całkowitą reorganizację systemu.

AD 2011. W wyborach socjaliści z Zapatero na czele przegrywają sromotnie, a nowym premierem zostaje lider Parti Ludowej, Mariano Rajoy. Tymczasem bezrobocie osiąga magiczne 20 proc., wśród młodych ludzi wynosi aż 45 proc. Hiszpanie są zmęczeni i pozbawieni złudzeń. Nadal wynoszą swój kraj pod niebiosa, ale zgodnie twierdzą, że dla wielu to jałowa ziemia albo Titanic, przynajmniej na razie. Kto może, ucieka.

Czy naprawdę jest tak źle? Zapytaliśmy kilkoro Hiszpanów mieszkających w Wielkiej Brytanii o to, jak widzą przyszłość swojego kraju, co podoba im się w Wielkiej Brytanii i co sądzą o swoim nowym premierze...

Adrián, lat 26, od roku w Bristolu

– Wyjechać, to nie była trudna decyzja. Jestem z wykształcenia inżynierem, kilka lat temu, tuż po studiach dostałem pracę w zawodzie, przy budowie autostrady. Niby wszystko fajnie, ale zakres obowiązków nie był w ogóle adekwatny do mojej pensji (ok. 1100 euro miesięcznie). Zostawałem w pracy po godzinach codziennie, za co mi nie płacono. Telefon musiałem mieć włączony zawsze, w weekendy też, bo mogłem być potrzebny. Odpowiadałem za projekty warte miliony euro, to wywierało dużą presję, a szefowie nie pomagali. W Hiszpanii kultura pracy jest na bardzo niskim poziomie, nie ma szacunku dla pracownika, który musi pracować ponad normę, by utrzymać posadę. Kryzys jeszcze te tendencje zaostrzył. Wiem, że budownictwo ucierpiało najbardziej, ale zmiana była olbrzymia, obniżano pensje, wielu moich kolegów straciło pracę. Moja umowa kończyła się w 2010 roku, wiedziałem, że mi jej nie przedłużą, więc nie negocjowałem. I tak miałem zamiar wyjechać. Zawsze chciałem pomieszkać w innym kraju i, przede wszystkim, nauczyć się angielskiego. Anglia była naturalnym wyborem – dołączyłem do znajomego, który pracował już wtedy w Bristolu. Od razu zapisałem się na kurs angielskiego dla imigrantów, dofinansowany przez rząd brytyjski. Pracę w kawiarni znalazłem po miesiącu. Lubię Bristol i Anglików, podoba mi się ich opanowanie, dobre maniery, system gospodarczy (tu nikt nie boi się próbować nowych rzeczy, w Hiszpanii odwrotnie). Ale tęsknię za domem, przede wszystkim za stylem życia: wyjść po pracy na piwo, zjeść kolację o 22, wypić porządną kawę. Sjesta. Dobra tortilla de patatas (omlet z ziemniakami). Obowiązkowe żaluzje w oknach. Na pogodę nie narzekam, bo jestem z Asturias na północy Hiszpanii, gdzie pada częściej niż w Bristolu. Czy chcę wrócić? Ja już wracam. Właśnie uzyskałem certyfikat z angielskiego FCE (ledwo, ale udało się!), a w Hiszpanii dofinansują mi dyplom z BHP. Mission accomplished.

Lorena, 27 lat, od siedmiu miesięcy w Leeds

– Pewnego dnia siedzę w swoim biurze w Madrycie, na zewnątrz gorąco, wspaniała pogoda, aż chce się wyjść. Dzień wcześniej w internecie widziałam dokument o plantacjach palmowych na Borneo. Patrzę na moje koleżanki, też księgowe, jak mróweczki, patrzę na przeklęty klimatyzator. I myślę – ja tu nie chcę być. Nie chcę do końca życia siedzieć w czterech ścianach, od 9 do 18, czekać na dwa tygodnie wakacji jak na zbawienie. Razem z Pepe, moim narzeczonym, postanowiliśmy wyjechać. Stacja pierwsza – rzucić pracę w biurze rachunkowym. Nienormalna jesteś, w środku kryzysu rezygnować z dobrej posady! – koleżanki pukały się w czoło. A ja po cichu myślałam, to wy jesteście nienormalne. Teraz myślę, że trochę mi zazdrościły. Stacja druga – Wielka Brytania. Koniecznie muszę podszkolić angielski. W Hiszpanii poziom nauki języków obcych kuleje, wpaja gramatykę, wszyscy ledwo dukają, a wszechobecny w telewizji i kinie dubbing nie pomaga. Pracuję jako sprzątaczka kilkanaście godzin w tygodniu, Pepe w swoim fachu – jako kucharz w knajpie hinduskiej. Znajomych mamy głównie wśród Hiszpanów, nie mam okazji, by ćwiczyć język, dlatego teraz szukamy współlokatorów z innych krajów. Anglia da się lubić, ludzie są znacznie bardziej otwarci i nowocześni niż w Hiszpanii. Ale my chcemy podróżować. Przystanek docelowy – Nowa Zelandia. Mamy już wizy pracownicze. Hurra! Nie lada to wyczyn, bo rząd Nowej Zelandii wydaje jedynie 500 rocznie dla obywateli Hiszpanii. W tym roku pula zniknęła w 30 minut.

Antonio, 29 lat, od czterech miesięcy w Bristolu

– Pochodzę z Sewilli, stolicy Andaluzji, jednego z najmniej rozwiniętych regionów Hiszpanii. Tam kryzys uderzył szczególnie mocno, bo większość przedsiębiorstw żyje z turystyki, a turystów znacznie ubywa. W niektórych kurortach są hotele czterogwiazdkowe, gdzie za noc zapłacisz teraz jedynie 8 euro! Jeśli jesteś młody i jakimś cudem masz pracę, będą cię traktować jak niewolnika, jakby łaskę robili. To właśnie odróżnia Anglię od Hiszpanii na plus – ludzie. Teraz, w Bristolu, szkolę mój angielski w domu, bo chciałbym pracować jako asystent w szkole dla dzieci ze specjalnymi potrzebami. W Wielkiej Brytanii o taką pracę znacznie łatwiej. Jak widzę przyszłość Hiszpanii? Musi upłynąć sporo czasu, zanim sytuacja się poprawi. Hiszpanie stali się bardziej nieufni, szczególnie wobec polityków. Rajoya wybrano z przekory, większość ludzi nie podziela jego poglądów, ale Zapatero trzeba było ukarać. Gdy zapytałem właściciela baru w Sewilli, na kogo głosował, odparł: – Na partię, w której logo była ręka wrzucająca kartę do głosowania do kibla. Dużo moich znajomych oddało pusty głos. W takiej atmosferze powstanie ruchu Oburzeni wydają się naturalną opcją. Ja aktywnie uczestniczę w każdym marszu, chciałbym też wydawać dwutygodnik, który zdawałby rzetelną relację z prac ruchu, bo prasę hiszpańską dogłębne relacje nie interesują – chcą nas widzieć jako jednorazowy zryw bez planu działania.

María, lat 27, od pięciu lat w Londynie

– Przyjechałam na Wyspy tuż po studiach z zarządzania i administracji w Bilbao w 2007 roku. Zaoferowano mi fajną posadę w dużej firmie inwestycyjnej. Do Anglii jeździłam często jako dziecko na obozy językowe, więc adaptacja nie była trudna. Brakuje mi jednak łatwości, z jaką w Bilbao mogłam umówić się z przyjaciółmi, kultury bycia na zewnątrz. W ostatnich dwóch latach większość emigrujących to inżynierowie, którzy wyjeżdżają do Niemiec, gdzie warunki pracy są o niebo lepsze. Myślę, że emigrować będzie coraz więcej, ale w końcu zdecydują się na powrót – Hiszpanie bądź co bądź uważają swój kraj za najlepszy na świecie. Ten trend bardzo wzbogaci nasz kraj, wrócą ludzie bardziej otwarci, z poszerzonymi horyzantami, lepszą znajomością języków. Co myślę o Oburzonych? Mają sporo racji wytykając korupcję politykom i błędy systemu, ale nie podoba mi się forma, w jakiej protestują. Robią dużo hałasu, a za mało w tym rzeczowych postulatów. Właśnie teraz, po wyborach, kiedy powinniśmy usłyszeć od nich coś konkretnego, milczą.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29871
Tak

24782
83%
Nie

5089
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |nagrobki wodzisław | pręty nierdzewne | osteopatia wodzisław | transport ekogroszek Rybnik | prasa krawędziowa
Zespół muzyczny Opole | cyklinowanie Sochaczew | okna Rybnik | medycyna tropikalna Jastrzębie Zdrój | industrieklettern wien