KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 20 paĽdziernik 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Jeszcze Anglia nie zginęła
2011.11.21 / Krystyna Cywińska
TAGI: felieton krystyna cywińska
Share |
W czasach przedpotopowych, czyli przed II wojną światową świętowanie 11 Listopada w Polsce było konieczne. Przymusowe w szkołach. Spontaniczne na ulicach. Na kilka dni przed tym narodowym świętem prało się przybrudzoną poprzednimi przejściami flagę, osadzało ją na drzewcu i wywieszało na balkonie. Domowa pomocnica zmuszona była trzepać dywany na podwórzowym trzepaku, a ordynas pucować podłogi.
Moja babcia zaszywała się na kilka dni przedtem w swoim pokoju i czytała namiętnie francuskie powieści. Od czasu do czasu uchylała drzwi, lustrowała sytuację w domu i burczała: – Mon Dieu, znowu im się na patriotyzm zbiera. – A co mama przez ten patriotyzm rozumie? – pytał mój mój ojciec. – Ora at labora – graserowała moja babcia. – Modlić się i pracować! A nie flagami wymachiwać i konie dętą orkiestrą płoszyć w paradach, ot, co! – i znikała z hukiem za drzwiami.

A ja na skrzydłach pędziłam na zbiórki. Prężyłam się w szeregach z dumy, że będę defilować. Maszerować przed miejscowym starostą! Boże, co za figura. I odbijać stopami na zmarzniętej ziemi rytm orkiestry. Przed szkołami szły oddziały pułków piechoty, saperów, konnej artylerii i różnych sił pomocniczych. Kawalerzyści w dłoniach lance, chorągiewki furkoczą na proporczykach, konie rżą, i w ciszy słychać miarowy stukot podkutych butów i końskich kopyt. Zdawało się, że całe miasto zastygło. Zapatrzone z dumą w swoje prężne wojsko i swoją młodzież. O żadnych burdach, przepychankach, mordobiciach, bijatykach i awanturach się nie słyszało. Może i były gdzieś w Warszawie. Ale telewizji nie było, radia mało kto słuchał, a prasa podobno mało co donosiła, bo sama się cenzurowała. Życie wydawało się sielskie i anielskie na prowincji w wolnej ojczyźnie.

Dopiero po latach okazało się, jak złudna była ta sielskość. A teraz się okazuje, że prawie wszystkie złe nawyki polityczne przeczekały po wojnie PRL i odezwały się z impetem po wyzwoleniu. Mamy znów ten sam obóz narodowo-radykalny, mamy znowu lewaków, postpiłsudczyków i różne inne odnogi polityczne, targające się za szczęki. – No patrzcie – powiedziałaby moja babcia. Tym się dopiero zebrało na patriotyzm. I patrzcie, gdzie go ulokowali? W pałach, kijach w kamieniach i kominiarkach.

Oj tak, tak, babciu. Miałabyś rację. Reporterzy, publicyści, komentatorzy i różni specjaliści mieli nowe pole do popisowych wyłuszczeń. Do relacjonowania zadymy i analizowania zadymiarzy. Usłyszeliśmy z znowu, nie bez pewnej przyjemności dla niektórych, że „nie będzie Niemiec pluł nam w twarz!”. Bo jak się okazuje, jakiś Niemiec właśnie się nawinął i komuś napluł. Usłyszeliśmy jeszcze parę zaleceń pod adresem Żydów, gdzie ich wysłać. Chodziło albo o Madagaskar, albo o komory gazowe naturalnie. Słyszeliśmy też parę sugestii pod adresem gejów. Gdzie im dokopać. W tym patriotycznym uniesieniu czy kontekście geje prześcignęli już Żydów.

A tymczasem na Placu Piłsudskiego odbyła się defilada, która potem przeszła dużym marszem ulicami Warszawy z orkiestrą. Tak jak za dawnych lat przedwojennych. Podobno upływ czasu jest tylko miarą naszej ignorancji. I może dlatego tak łatwo przenosimy się przez lata myśląc, że to było wczoraj. A ja przeniosłam się telewizyjnie z Placu Piłsudskiego na londyński Whitehall. I tu nie pierwszy raz cywilizacyjny szok! Nie defilada wojskowa, nie pokazywanie szabel, nie parada wojskowych sprawności, nie wirtualny sen o potędze. Tak jak u nas. Tutaj przemarsz weteranów wiekiem i służbą steranych. Przekrój wiekowy w marszu historii stoczonych walk i bitew. Świadectwo oddania ojczyźnie i koronie wymagającej poświęceń na obcych ziemiach i dalekich kresach. Można by kwestionować celowość, a nawet rozsądek takiej polityki za cenę takiej ofiarności. Ale 11 listopada nie jest w tym kraju dniem politycznych porachunków i rozliczeń. Dniem burd ulicznych i bijatyk. Jest to dzień oddania hołdu poległym i okazania wdzięczności i podziwu tym, którzy przeszli przez piekło walk i przeżyli. Szli w tym marszu, jechali na wózkach, byli prowadzeni przez wnuków starzy obrońcy tego kraju i młodzi, pełniący niebezpieczną służbę choć daleko, ale w imię tego kraju. Szli ociemniali ze swymi psami przewodnikami. Szedł nawet oddział psów żołnierzy. Szły wdowy po poległych. Szły dzieci, sieroty po poległych. Szły wszystkie służby mundurowe i orkiestry grające im do marszu. Policji nie było widać, bo nie była potrzebna. Widać było gęsto zbite tłumy z chorągiewkami, oklaskujące maszerujących, wycierające łzy wzruszenia.

Szli też nasi weterani. Z opaskami biało-czerwonymi na rękawach. Szli dziarsko, w szumie oklasków i słów uznania komentatora BBC Davida Dimbleby. Mówił on o słynnym polskim bohaterstwie. O wkładzie naszych wojsk w wojnach i o naszych asach lotnikach, którzy skrzydłami ochronili Wielką Brytanię.

Trochę sobie popłakałam. Tym naszym starym weteranom, moim koleżankom, paniom i panom biorącym co roku udział w tym długim marszu dziękuję. Dziękuję im za te chwile wzruszenia. Gdyby nie oni, nie padłyby w telewizji takie słowa uznania dla naszych żołnierzy, o które prawie bezskutecznie walczymy od lat.

Różnice kulturowe czy cywilizacyjne między Polską a Wielką Brytanią są wciąż bardzo widoczne. W tym kraju mniej się zachłystuje słowami o miłości do ojczyzny. I nie ględzi się tu o patriotyzmie. Nosi się te uczucia w sobie. A jak się na ten patriotyzm zbiera – jak mawiała moja babcia – to jednomyślnie i zbiorowo, bez kłótni. Patrząc na to wspaniałe widowisko z kwiatami maków na Whitehall a potem w Albert Hall, na te rzadkie tu uniesienia – nazwijmy je patriotyczne – pomyślałam: jeszcze Anglia nie zginęła. No a przy sprzyjającym tu przyroście naszych rodaków jeszcze Anglia nie zginęła kiedy mu tu żyjemy.

Krystyna Cywińska

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29432
Tak

24470
83%
Nie

4962
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat rozbój warszawa | śruby nierdzewne | dom opieki Żory | Immunolog śląsk | gabinet terapii Cieszyn
kuchnie na wymiar rybnik | liny nierdzewne | lekarz rodzinny Wodzisław Śląski | pierścienie nierdzewne | fassadenreinigung wien