KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 23 lipiec 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Wujek, kurde, podaj!
2011.10.23 / Krystyna Cywińska
TAGI: felieton krystyna cywińska
Share |
Regularnie chadzam z Kajtkiem na spacerki. On prowadzi, a ja za nim podążam. Kajtek ma swoją ulubioną trasę i nie daje się od niej odwieść. A trasa przebiega obok dwóch katolickich szkół podstawowych. O kreślonej godzinie popołudniowej wysypują się z nich dzieciaki. Kajtek je obszczekuje, a ja podsłuchuję. Bo w większości mówią i wrzeszczą po polsku.

– Jak cię kopnę, to zobaczysz! – krzyczy maluch, któremu spodnie spadają. – A jak ci dołożę, to się zamkniesz! No i: – Spadaj gnoju.

Ten akurat epitecik padł z ust czarnoskórego malucha. – Pojętny chłopczyk – mówi jedna z rajcujących przed szkołą matek. – Szybo się polskiego uczy. A jak grają w piłkę – wie pani – z moim mężem, to ten czarnulek krzyczy: – Wujek, kurde, podaj! Słyszałam – mówi – na własne uszy. Rzeczywiście, pojętne dziecko.

Obok na murku siedzi niezadowolona starsza pani. To babcia sprowadzona z Polski, żeby się dziećmi zajmować, bo rodzice pracują. – A jak się pani w Anglii podoba? – pytam. Babcia patrzy na mnie spode łba i mówi: – Wcale mi się nie podoba. Okropny kraj. Brudny, no i jakiś dziwaczny język. I wiecznie sorry i sorry. No i jakieś same kolorowe tutaj przebierańce.

Jedna z matek wtrąca się i tłumaczy, że babcia pochodzi spod Konina i nigdy za granicą nie była. – A pani to tu od dawna? – pyta, a inne matki nadstawiają uszu. – Od bardzo dawna, mówię. – No, to widać – któraś burknęła. – A za Polską pani nie tęskni? – Nie, nie tęsknię. Ani za Polską, ani za Warszawą, gdzie się urodziłam. Babcia odwróciła się do mnie tyłem z odrazą. A jedna z matek konstatuje, że widocznie lubię Anglię.

Lubię. Mimo wszystkich zmian, których nie lubię. Etnicznych, kulturowych, obyczajowych itp. Mimo nadużyć na różnych szczeblach. Mimo niekontrolowanej, przesadnej opieki społecznej. Mimo brudnych ulic i brudnych szpitali, lubię ten kraj.

Panie zgarnęły rozwrzeszczane dzieci do samochodów, trzasnęły drzwiami i odjechały. – Do jutra! – krzyknęły jeszcze na pożegnanie.

A babcia mi się jednak przedstawiła i oświadczyła, że to dlatego, bo mimo wszystko mówię nieźle po polsku. Po czym odeszła, pchając wózek z wrzeszczącą wnuczką: – I want ice cream!

Kajtek tymczasem zawarł znajomość z suczką wątpliwej maści. No, jak multi kulti, to multi kulti. Niech tam. A ja w domu zrobiłam rachunek przyczyn, dla których mimo wszystko kocham tę Anglię. Rachunek pi razy oko. Nie socjologiczny, nie psychologiczny, ani nie statystyczny. Ale taki mój, powierzchowny. Więc kocham, lubię i szanuję ten kraj za poczucie humoru. Brak poczucia humoru uważam za przykre kalectwo. Za dolegliwość. W tym kraju nawet kaleki potrafią żartować same z siebie. Zaczynam dzień od poprawienia sobie humoru karykaturą Matta w „Daily Telegraph”. Po czym doprawiam mój ranny humorek przeglądając „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza”. Czasem jest z czego się śmiać. A przed snem oglądam sobie raz jeszcze odcinek serialu That’s Army albo Hallo, hallo. Moje pokolenie, mój świat, moje poczucie humoru. W Polsce humorystyczne spojrzenie na wojenne przeżycia, na groteskę z najbardziej groteskowych przejawów wojny spotkałoby się ze świętym oburzeniem. Polska jest pełna świętego oburzenia i świętych ogni patriotycznych. Anglia święci ogniście swój patriotyzm raz do roku na letnich koncertach Proms w Albert Hall. Ludzie wtedy dają upust patriotyzmowi w hymnach Rule Britannia i Jerusalem.

I lubię też Anglię za objawy skrajnej ekscentryczności. Niemal we wszystkich dziedzinach. Nie tylko w kapeluszach i innych częściach garderoby – letnich sandałkach do futra i kozakach do balowej sukni. Kocham też Anglię za dystans do wielkości tego świata. Z okazji koronacji obecnej królowej do Londynu zjechała potężnej tuszy królowa Tonga. Jechała w królewskiej karecie z chudym dworzaninem. – A to kto taki? – spytał ktoś w tłumie. – To jej lunch. I cały kraj to usłyszał. A słynny kiedyś dyrygent sir Thomas Beecham wychodząc z koncertu natknął się na młodą, przystojną pannę. – Wydaje mi się, że my się znamy? – spytał Beecham. – O tak, znamy się – usłyszał. – A gdzieśmy się poznali? – W domu moich rodziców. – A jak się czuje pani ojciec? – Dziękuję, dobrze się czuje i dalej jest królem – odparła księżniczka Margaret.

Lubię i cenię Anglię także i za to, a może przede wszystkim, że kocha, lubi, szanuje i dba o zwierzaki. Nieraz widziałam jadąc autobusem, jak policjant zatrzymywał ruch na ulicy, bo jej środkiem kroczyła kacza mama z korowodem swoich kacząt. Przeprowadzał je z jednego jeziorka do drugiego po przeciwnej stronie parku. I chyba tylko w Anglii przyprowadza się psy na pogrzeby ich towarzyszy broni. Siedzą na trasie pogrzebowego orszaku z odznakami jednostek, w których służyły. Niektóre z orderami na piersiach. Za bohaterstwo. Czy w Polsce nadaje się odznaczenia za męstwo psom policyjnym? Czy wojskowym? I czy w sejmie urządza się konkursy psiej piękności? Tak jak w tym kraju, gdzie co roku odbywa się pokaz urody psów należących do posłów? Ale nie posłów należących do psów. Nie ma się czym popisywać. Winston Churchill miał ukochanego czarnego pudla. Nazywał się Rufus i wszędzie towarzyszył swemu panu. Razem też oglądali w domu filmy. A jeśli dochodziło w filmie do drastycznych scen, Churchill zakrywał ręką oczy Rufusowi. – Nie denerwuj się, wszystko dobrze się skończy. O kotach i o ich ludzkich pieszczochach nie wspomnę, bo to olbrzymia byłaby saga. Nie wspomnę też o plejadzie egzotycznych zwierzaków i ptaków hołubionych w domach. Wspomnę tylko, że niejaka Celestyna Collins sypiała z przepiórką, szczurkiem i kogutem. Kogut ich budził rano, szczurek wylatywał na śniadanie, a przepiórka przeważnie składała jajko. Za prawdziwość tej anegdoty jednak nie ręczę.

Czas kończyć. Kajtek już czeka, żeby mi założyć na szyję obrożę i wyprowadzić na spacerek. – To tym spacerkom pewnie pani zawdzięcza swój podeszły wiek – ktoś mi niedawno powiedział. Swój podeszły wiek zawdzięczam po pierwsze temu, że nie umarłam. Po drugie temu, że jeszcze żyję. A po trzecie… Zaraz, ale o czym to ja? Zresztą Kajtek mnie woła. Idziemy!

Krystyna Cywińska

Komentarze:
YL (21.12.2011) Podpisuje sie rekoma i nogami pod tym Pani felietonem. Calkowicie sie z Pania zgadzam i komentarz ml mnie jeszcze w tym utrwala, niestety. Moze nie mieszkam tu tak dlugo, jak Pani, bo tylko 40-ci lat, ale tez, z tych samych \"wad\" ten kraj pokochalam. Serdecznie pozdrawiam

Franek Stępień (05.11.2011) Pani Krystyno ! Kiedyś, dawno, dawno \"skrzyżowałem z Panią miecze\". To nic nie zmieniło ! Pani felietony mie \"zachwycają\" ! Gratuluję !

Taki jeden (01.11.2011) Dobre

ml (25.10.2011) W Polsce tez kocha się zwierzaki, ma się poczucie humoru (choć nie zawsze człowiekowi do śmiechu, np. obecnie, gdy Polska powoli - już oraz szybciej - traci swoją suwerenność). Co do ekscentryczności, to chyba, jak i moda, nie jest najważniejsza w życiu. Pewnie je jakoś ubarwia, ale może najpierw zbudujmy to co oczywiste, konieczne, niezbędne… „Dystans do wielkości tego świata” – cóż, patriotyzm to nie jest postawa, wartość, którą się żyje raz do roku, jak np. Dzień Kobiet. Jest to nasz stosunek do wszystkiego, co Polskę stanowi, i od święta i na co dzień. W Polsce nie urządza się w Sejmie konkursów psich piękności, urządza się je gdzie indziej. I niech tak zostanie. Za dużo emocji w ławach poselskich, konfliktów, za dużo spraw nie pozałatwianych… A teraz dwa jeszcze linki, ciekawe myslę, na te własnie tematy: http://1maud.salon24.pl/355789,wscieklosc-i-rozpacz http://chris.schol.nowyekran.pl/post/31242,czym-dla-mnie-jest-polskosc Pozdrawiam Mieszkałam sporo lat poza Polska, wróciłam, wróciliśmy cała rodziną i jestem szczęśliwa, ze jestem znów w Polsce, u siebie.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 28674
Tak

23915
83%
Nie

4759
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |kamieniarstwo wodzisław | nakrętki nierdzewne | dom opieki Rybnik | pellet Żory | produkcja kontraktowa suplementów diety
meble na wymiar rybnik | weryfikacja uprawnień spawaczy | geodeta Rybnik | medycyna tropikalna Wodzisław Śląski | Kontrola SOI