KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 22 wrzesień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Popularność to nie jest moja choroba…
2008.11.28 / Gabriela Ułanowska
TAGI:
Share |
Dywersant , oszust, ateista, renegat, degenerat, anarchista… Europejczyk Roku, Człowiek „Wprost”, Kreator Kultury, który otrzymał Paszport „Polityki”, laureat Wiktorów , Super Wiktora, posiadacz Medalu św. Jerzego… Kto ma rację? – pyta Jerzego Owsiaka Gabriela Ułanowska
Ci pierwsi bujają w obłokach, kompletnie mnie nie znają. Polacy mają szybki język, a ja do niewybrednych epitetów jestem przyzwyczajony i mogę z nimi polemizować w spokojnej rozmowie. Ci drudzy doceniają wyrazistość mojej osoby. Mam wady, nie wszyscy muszą mnie lubić. Ale jedno jest pewne: nie ma w mojej działalności ściemy, jest szczerość i czystość intencji. Nauczyłem się , że wroga trzeba szanować. Dzięki jego istnieniu wystawiamy się na ocenę innych. Dlatego po ataku trzeba poczekać, jak zareagują ludzie. Na głupotę lekarki, która uważała, że krew pobierana na „Przystanku” może być niebezpieczna, najlepiej było odpowiedzieć ubraniem koszulki z napisem „Mam Woodstock we krwi”. Ale czasami idziemy do sądu. Różnorodność opinii na mój temat wynika z tego, że nie lubię być i nie jestem letni.

wodospad Jurka Owsiaka” odpowiada na pytanie, jaki jesteś? To swoisty portret duszy, ale wydany w
A czy książka Bartłomieje Dobroczyńskiego „Orkiestra Klubu Pomocnych Serc czyli monolog-wodospad Jurka Owsiaka” odpowiada na pytanie, jaki jesteś? To swoisty portret duszy, ale wydany w 1999 roku. Jak dziś wyglądałaby taka „psychodeliczna książka” o Tobie?
- Tak samo. Niewiele się zmienia. Pewne rzeczy stały się tylko bardziej wyraziste. Spotkałem Majkę Jeżowska, która zapytała mnie czy żółta koszula z ostatniego finału to ta sama co przed laty. Bo jeśli tak, to dostałem ją od jej pierwszego męża Toma Logana.
Mam trzy takie same żółte koszule. W tym roku ubrałem tę z pierwszego finału. Spotkanie z Majką uzmysłowiło mi , że po 16 latach chodzę w tej samej koszuli. Nie zmieniam się. Żyję w swoim świecie. Moja żona nie cierpi tego, że chodzę w bojówkach, dlatego czasami ubieram jeansy, a do nich kupioną siedem lat temu marynarkę, chyba Laurenta. Mam też kilka krawatów. Nie jestem sztywny, chcę ubrać krawat, to ubieram. Ale w mercedesie klasy lux siebie nie widzę. Moje preferencje się nie zmieniają. Do książki Dobroczyńskiego dodałbym najwyżej kilka przykładów.
Budzisz coraz mniej emocji. Mit Owsiaka nie prysnął, jak prorokował Jerzy Robert Nowak. Opluwają Cię rzadziej. Z czego to wynika? Czy ludzie stali się bardziej tolerancyjni, czy się przyzwyczaili?
- Pewne ataki będą trwały cały czas, np. te w Radiu Maryja. W tych atakach jest niestety obraz Polski. Mnie można dyskredytować, bo nie znam języków, ale nie wolno dyskredytować młodych Polaków, którzy robią tyle dobrego.
Uczysz ich tolerancji. Czy potrafiłbyś spokojnie porozmawiać ze słuchaczką Radia Maryja, taką, do której przylgnęło określenie „moherowy beret”?
- Oczywiście. Próbowaliśmy porozmawiać z ojcem Rydzykiem. Pojechałem do Torunia. Zadzwoniłem do furtki. Przedstawiłem się. Zapadła cisza. Tupot. Kolejna osoba. Mówię kim jestem. Cisza. Znowu tupot… I tak kilka razy. W końcu na pytanie, jak mogę skontaktować się z Ojcem-dyrektorem usłyszałem odpowiedź, że mailem. Pukam do drzwi, chcę rozmawiać. Obowiązkiem duchownego jest rozmowa z drugim człowiekiem. Nie rozumiem, dlaczego boi się rozmowy ze mną. Spotkałem w Australii lekarzy, starsi ludzie, emigracja z lat 60. Zapytali mnie, dlaczego na Woodstock handluje się narkotykami. Dowiedzieli się o tym z Radia Maryja. Wytłumaczyłem im, że to nieprawda. Zrozumieli. Na sprawie sądowej z o. Rydzykiem w Kostrzyniu były „moherowe berety”. Nikt na mnie nie skoczył. Panie się uśmiechały, a jakiś pan powiedział: „Panie Jurku, my nie chcemy tylko, żeby oni sprzedawali piwo”. Byliśmy dla siebie mili.
XVI Finał był rekordowy… Czy nie obawiasz się, że kolejne finały zamienią się w pogoń za następnym rekordem?
- To dziennikarze tak na to patrzą i szukając sensacji czekają na rekordy. Dla mnie rekordem jest to, że był XVI finał. Od I do IV finału było spokojnie. Potem zapanował tumult. Możemy to porównać, bo kręciliśmy zawsze wszystko. Zrobiliśmy z tego 30-minutowy reportaż i pokazaliśmy na Columbia University na wydziale medialnym. Amerykanie byli przekonani, że wszystko jest zaaranżowane. Pytali, gdzie są ci, którzy pokazują publiczności, jak ma się zachowywać. Nie wierzyli w autentyzm zapisanych reakcji. Rekordem jest to, że ludzie nie zwątpili. W USA nie mogą pojąć tego, że właściwie w ciągu 16 dni, a nie 16 lat zebraliśmy 100 mln dolarów. To robi wrażenie. Polska to przecież nie najbogatszy kraj Europy, ale okazuje się, można zebrać od 29-35 mln złotych w ciągu jednego dnia.
Nie tylko w Polsce, bo przecież Orkiestra gra także za granicą i to coraz skuteczniej. Np. w Wielkiej Brytanii było 10 sztabów: 8 w Anglii i 2 w Szkocji. Wynika to oczywiście z tego, że wielu Polaków wyjechało. Jak oceniasz ich decyzję o wyjeździe?
- Super, że wyjechali ! Wyjechało ich tylu, ilu powinno. Oni wrócą. Obserwuję ludzi, którzy emigrowali wiele lat temu do USA, Australii. Dziś są moimi sąsiadami na Kabatach. Mówią, że tam się spełnili , ale chcieli wrócić. Tak jak np. żona doradcy prezydenta Reagana, mieszkała w Kalifornii, teraz w Zabrzu i jest jej dobrze. Wielu wyjeżdża , ale przylatują na weekend, zarobią pieniądze i kupią mieszkania w Polsce. Wiem, że z moich podatków skończyli studia, ale jestem pewny, że wrócą z doświadczeniem zawodowym, świetną znajomością języka. Jeśli wyjechali najlepsi, to jest to motywacja do tego, żeby zrobić coś, aby nie wyjeżdżali. Myślę, że z tych dwóch milionów półtora powróci. Nauczą się respektować obyczaje innych i przestaniemy się w końcu kojarzyć Anglikom z tymi, co piją browar w metrze. Zrobią dobrą markę Polsce i Polakom. Zdziwiłem się kiedy Hindus w recepcji poprosił mnie o autograf. Zapytałem, skąd mnie zna. Odpowiedział, że koledzy z Polski ciągle mówili o Orkiestrze. Tak uczymy innych Polski.
W artykule Okońskiego „Wywiad ze św. Jerzym” powtórzyłeś za nieżyjącym ministrem Żochowskim, że najbardziej skorumpowanym zawodem w Polsce są lekarze. Powiesz kiedyś: „lekarze, przestańcie brać łapówki”.
- Zdarzało się , że lekarze robili prywatną praktykę na sprzęcie od Orkiestry, ale ludzie szybko o tym mówią. Odbierają to jako niemoralne, tak jak kradzież puszki od wolontariusza. To komuna nauczyła wszystkich, że lekarz ma sobie dorobić. Jest wielu wspaniałych lekarzy, środowisko lekarskie ma też wady, jak nauczyciele, księża, ludzie z Orkiestry, którzy kradną z puszki pieniądze.
Uważasz, że najważniejszym zadaniem dla rządu są zmiany w edukacji. Dlaczego?
- Szczególnie w wychowaniu patriotycznym. Patriotyzm w wykonaniu Giertycha był szkodliwy. Oto jakimi jesteśmy patriotami: w czasie tegorocznego finału ląduję w Stoczni w Gdańsku. Grajdoł, syf, brud, jak po wybuchu wojny. A to kolebka Solidarności. To powinna być nasza Mekka. Pomyliliśmy bramy i szukaliśmy helikoptera. To, co zobaczyłem, było przerażające. A przecież dbamy tak o swoje cmentarze. Są piękne, wypielęgnowane, podziwiają je obcokrajowcy. Ta Stocznia była dla mnie zdewastowanym cmentarzem. To nasz patriotyzm! Wierzę jednak, że moja wnuczka będzie już myśleć po nowemu.
Jesteś więc optymistą. Wierzysz w Polaków?
- Wierzę, że Polak potrafi. Mamy mnóstwo świetnych programów. Np. nasz program badania słuchu u dzieci jest najlepszy na świecie, podobnie jak udzielania pierwszej pomocy. Mamy teraz zaproszenie do USA do 24 miast, żeby w szkołach pokazywać kurs pierwszej pomocy, chociaż od Amerykanów uczyliśmy się jak to robić. Wybrali nas, bo okazaliśmy się najlepsi. „Made in Poland” – potrafimy, możemy. Chciałbym, żeby mówiono na świecie „zróbmy to jak Polacy”.
Kiedyś powiedziałeś, że „bez telewizji byłbyś jak dziad pod kościołem”. Czy to znaczy , że bez mediów nie byłoby Owsiaka?
- To właściwie nie ja , a prof. Tischner. Nie byłoby mnie w tej formie. Może robiłbym witraże… Akcje takie jak Orkiestra wymagają mediów. Media są krwiożercze, zaniżają poziom, upraszczają, nie budują autorytetów a lansują medialne gwiazdy. Najpierw musi być pomysł, potem ciężka praca, na końcu łut szczęścia. I tu pojawiają się media. Najważniejsza jest jednak konsekwencja. Orkiestra kojarzona jest ze mną, ale wiem, że jeśli zaczynałbym dzisiaj, to żeby zaistnieć, musiałbym zamknąć się z Dodą na dziesięć godzin, wskoczyć do beczki z kisielem, albo polecieć statkiem kosmicznym.
Powiedziałeś kiedyś, że tak naprawdę trzy czwarte tego co robisz powstaje z marzeń. Jakie są marzenia dyrygenta WOSP i marzenia Jurka Owsiaka – męża Dzidzi, ojca Oli i Ewuni?
- Dzidzia pracuje w Fundacji , jesteśmy razem. Takie przeciętne polskie małżeństwo, nie szczekamy na siebie. Pomysłów na życie mamy sto tysięcy, kręcą się dookoła Fundacji.
Kiedyś w Indiach zatrzymaliśmy się w mieście Dżajpur, gdzie mieści się stara szkoła astrologiczna. Trafiliśmy do jednego astrologa. Siedział po turecku, obok komputer i różne pisemka. Kazali mi zapytać o prywatne sprawy, a ja chciałem dowiedzieć się co czeka Polaków i czy będą szczęśliwi. Zdziwił się, że pytam o wszystkich, nie o siebie. Dla mnie to jest ważne. Jak będę zdrowy, to na siebie zarobię. Padnie Fundacja, to wrócę do witraży. Ale marzy mi się, że Polacy będą z dumą mówić : jestem z Polski.
Wiele podróżowałeś. Gdzie chciałbyś jeszcze pojechać?
- Do Indonezji, na Filipiny. Teraz tam niebezpiecznie, ale te kultury mnie fascynują. Także Ameryka Środkowa – Kostaryka. Lubię taki klimat: 20 stopni, ani za ciepło, ani za zimno. Chętnie wróciłbym do Australii. Otwarte przestrzenie to coś dla mnie. Nie dżungla, muszę rozejrzeć się dookoła i móc patrzeć daleko. Jeszcze Nowa Zelandia, gdzie czułem się trochę jak na Pojezierzu Kaszubskim.
Po podróżach zostają wspomnienia, które czasami nieoczekiwanie odżywają, jak np. ten lot CASĄ w 2005 roku.
- Ta tragedia przywołała obrazy i ludzi z tamtego lotu. Lecieliśmy do Iraku po chorą dziewczynkę. Dużo latam i nie boję się. Wtedy na Okęciu spojrzałem na CASĘ i wydała mi się tak mała. Ale potem odczułem , że daje poczucie bezpieczeństwa. Pilotów było dwóch, pokazali nam samolot. Dużo miejsca w środku, toaleta za zasłonką, a więc radzili tylko na cienko. Rozłożyliśmy śpiwory i dobrze się wyspaliśmy. Pamiętam schodzenie i start w Iraku. Inne niż normalnie. Piloci musieli schodzić korkociągiem
i prawie pionowo startować, żeby uniknąć zestrzelenia. Zostali na lotnisku, spali w kontenerach, a my pojechaliśmy do polskiej bazy w Diwaniyah.Czekali na nas na drugi dzień. Mieli w sobie spokój i taki pogodny wyraz twarzy. To był bardzo bezpieczny i spokojny lot.
Kiedy przeczyta się Twój monolog-wodospad odnajdujemy całkiem zwyczajnego ciepłego faceta, który kocha żonę, uwielbia córki, obsesyjnie sprząta, nie lubi zakupów, przeklina i… zwyczajnie robi niezwykłe rzeczy. Dla wielu ludzi jesteś autorytetem, pewnie masz tego świadomość.
- Wiem o tym. Wykorzystuję to i daję szansę młodym ludziom. Mówię im – korzystajcie z tego, co daje życie. Nie ma tu wielkich pieniędzy, ale zrobicie coś niezwykłego, przeżyjecie przygodę. Dzięki temu autorytetowi mogę być trochę pedagogiem. Na Woodstock wołam – uczcie się języków, nie ściemniajcie, nie bierzcie narkotyków! Myślę, że przykład buduje autorytet.
Czy to nie była kokieteria kiedy mówiłeś w „Witrażu ze św.Jerzym”, że jesteś przygotowany do tego, by iść ulicą i pozostać nierozpoznanym?
- To chyba była przekora. Ludzie mylą autorytet z popularnością. Jestem zakorzeniony w świadomości społecznej. Trochę jak człowiek-ikona. Owsiak się kojarzy. Rozpoznawalność mi nie przeszkadza. Dziwi coś przeciwnego. Byliśmy w jakiejś firmie. Pani wypisuje przepustkę, literuję : O W S I A K… i nic. Okazało się , że to była cudzoziemka. Częściej, kiedy chcę podać nazwisko, już jest napisane. Przyzwyczaiłem się do braku anonimowości . Za to bardzo denerwuje mnie, jak ludzie nie chcą ze mną gadać. Mam perkusję, kupiła mi ją żona…
Spełniło się więc twoje marzenie. Pozwala ci grać w domu?
– Nie gram w domu. Mam pokoik w naszej telewizji na Wernyhory. Kiedyś wieczorem pojechałem po coś do sklepu muzycznego. Wchodzę, a tam dwóch młodych gra sobie. Mówię, że też gram. A oni nic, zero kontaktu, nie chcieli rozmawiać. Nie rozumiem tego. Nie boję się, że mój czas minie. Tego boją się politycy. Byłeś kimś, teraz cię nie ma. Nie odczuwam bólu, że to media mnie wypromowały. Gdyby nie było telewizji, wymyśliłbym coś innego. Popularność to nie jest moja choroba.

Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29220
Tak

24305
83%
Nie

4915
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat wypadki drogowe Warszawa | liny nierdzewne | masaż gdańsk | Usługi geodezyjne | terapeuta Cieszyn
zespół muzyczny jastrzębie zdrój | nitonakrętki nierdzewne | supplements contract manufacturers | badania do pozwolenia na broń Żory | ochrona przed upadkiem