KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 24 wrzesień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Cudze chwalicie – swego nie znacie
2011.08.05 / Paweł Rosolski
TAGI:
Share |
Cztery dni urlopu. Niewiele, mając na uwadze odległość Poznań – Kazimierz, a w perspektywie legendarne polskie drogi. Piąta rano to dobry czas na wyjazd, aby dotrzeć w południe do celu. Polskie drogi wcale nie takie złe, a gdy się mija po drodze perełki, jak Ośrodek Przygotowań Olimpijskich w Spale czy opuszczone Zakłady Włókien Chemicznych w Tomaszowie Mazowieckim (idealne miejsce dla kreatywnych fotografów), to i czas jakoś szybciej biegnie.

Foto: Paweł Rosolski

Kazimierz Dolny nad Wisłą (bo tak brzmi pełna nazwa celu naszej podróży) wita nas potężnym korkiem dojazdowym. W pierwszą trasę wybieramy się bulwarem wybudowanym wzdłuż Wisły. Jeszcze nie zdążyliśmy obejrzeć osławionego swoim urokliwym klimatem rynku, a już lądujemy na jednym ze statków wycieczkowych. Mało jest takich miast w Polsce, w których rzeka (podobnie jak Tamiza w Londynie) rządzi miastem. W Kazimierzu Wisła nie jest może elementem dominującym, ale niewątpliwie stanowi jego ważną część. Podziwiamy jej leniwy bieg, wszechobecne mielizny i wysokie nadbrzeża, a panorama Kazimierza stąd właśnie jest najpełniejsza.

Rynek wita nas dopiero co ustawionymi straganami i sceną – to przygotowania do Ogólnopolskiego Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych. Trochę żałujemy, że nie zobaczymy tego spokojnego pejzażu z widokówek z zabytkową studnią i kościołem farnym w tle. Teraz studnia ginie pośród drewnianych konstrukcji straganów, a i kościół w remoncie – zasłonięty rusztowaniami i budowlanymi plandekami. Ale wieczorne występy kapel ludowych z pewnością wynagrodzą nam to z nawiązką.

Wędrujemy na basztę, która wieki temu broniła przeprawy przez Wisłę i służyła jako strażnica do poboru cła. Niestety, obecnie również w remoncie, ale widok na Wisłę i Kazimierz z jej okolicy jest znakomity.
Jednak najpiękniej Kazimierz prezentuje się z tzw. Góry Trzech Krzyży, które stoją tutaj od 1708 roku, upamiętniając ofiary zarazy morowej szalejącej niegdyś w tym miejscu. I tu pierwsza i chyba jedyna tak niemiła niespodzianka – niby miejsce symboliczne i zarazem przyrodniczy ewenement (chroniona prawnie roślinność na zboczach), a przy wejściu na górę kasa fiskalna i 1 zł opłaty za możliwość podziwiania Kazimierza z góry – mały niesmak. Za to kapele na festiwalowym rynku grają pięknie i za darmo...

Drugiego dnia wybieramy się do osławionych wąwozów w okolicy Kazimierza. O ile Norowy Dół nie robi jeszcze na nas zbyt wielkiego wrażenia, o tyle już Korzeniowy Dół z jego bajkową scenerią lessowych zboczy to już absolutnie ewenement przyrodniczy (nawet jeśli stworzony z udziałem człowieka).

Popołudniową porą udajemy się nadwiślańskim bulwarem do Mięćmierza – rybackiej osady, w której czas jakby się zatrzymał. To tutaj kozy w najlepsze brodzą po piaszczystym nabrzeżu Wisły, szukając odrobiny zielonego przysmaku. Tu piaszczyste rondo ze studnią pośrodku to norma, a przechadzające się w zaskakującej symbiozie kaczki, króliki, kury i inne bogactwo inwentarza to widok powszedni. Jednak dopiero podejście na Górę Albrychta – małe wzniesienie w pobliżu wioski – daje tak naprawdę poczucie spełnienia. Po blisko godzinnym wpatrywaniu się w leniwy, prawie niezauważalny nurt Wisły w świetle zachodzącego słońca wciąż nie mamy dosyć. Ale festiwalowe kapele już stroją instrumenty do wieczornego grania na kazimierskim rynku...

W sobotni poranek wyruszamy na objazdówkę. Przecinamy Wisłę i... gubiąc drogę, w pewnym momencie trafiamy do Włostowa. Jakże przecudnie jest czasem pomylić szlaki – Włostów to mała osada z wybudowanym w połowie XIX wieku Pałacem Karskich. Dziś to już tylko ruina i z tego też powodu dostępna dla poszukiwaczy zagubionej architektury ceglanej, ale opowieści napotkanego staruszka o dziejach tego miejsca jeszcze bardziej przekonują nas, że dobrze trafiliśmy.

Z Włostowa już tylko kawałek do miejscowości Ujazd, gdzie znajdują się najpotężniejsze ruiny zamkowe w Polsce. Zamek Krzyżtopór – bo tak brzmi nazwa tego miejsca – to niegdyś rezydencja magnacka z herbem rodu Ossolińskich po obu stronach bramy. Nie sposób opisać potęgi tego miejsca jedynie na podstawie opracowań w przewodnikach. Chociaż w całej swojej okazałości zamek prezentował się tylko kilkanaście lat (do najazdu Szwedów na Polskę w 1655 roku), to majestatyczność budowli symbolizującą rok kalendarzowy – 4 baszty, 12 sal, 52 komnaty i 365 okien – można oczami wyobraźni zobaczyć i dziś.

Naszym głównym celem tego dnia jest jednak Sandomierz – perełka kultury z pochyłym rynkiem (120 na 110 metrów). To unikatowe połączenie sielskości i elegancji dziś znane jest przede wszystkim jako miejsce akcji serialu TVP Ojciec Mateus”, ale warto się tam wybrać chociażby dla widoku na miasto ze szczytu Bramy Opatowskiej – jedynej ocalałej baszty murów obronnych miasta. Sam rynek z gotycko-renesansowym ratuszem to już tylko dopełnienie tego dnia. A wieczorem w Kazimierzu znowu zagra kapela...

I tak w końcu czwartego dnia zbieramy się do powrotu. Po raz czwarty próbujemy przekroczyć Wisłę promem, aby skrócić sobie powrotną drogę przez Janowiec. Nic z tego – tym razem zamulenie rzeki nie pozwala nam na promową frajdę, ale do Janowca i tak docieramy. To już mniej imponujące niż Krzyżtopór i po części odbudowane ruiny zamku z XVI wieku i chyba zapamiętamy je bardziej jako odległą twierdzę górującą nad Wisłą, kiedy codzienne spacery po Kazimierzu kończyliśmy przechadzką po bulwarze nadrzecznym.

I jeszcze tylko powrotna droga, którą będą nam umilać widziane za oknami pejzaże i... ten dźwięk kapel z kazimierskiego rynku, który pozostał w uszach na długo...

Paweł Rosolski

Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29233
Tak

24317
83%
Nie

4916
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat wykroczenia warszawa | liny nierdzewne | opieka Żory | pellet Wodzisław | suplementy diety produkcja na zlecenie
odchudzanie rybnik | cyklinowanie Żyrardów | wyznaczanie granic Rybnik | badania sanitarne Rybnik | leczenie retinopatii cukrzycowej Gdańsk