KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 25 wrzesień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Recycling i cały ten jazz
2010.10.13 / Anna Gałandzij
TAGI:
Share |
Nadchodząca impreza Videocrash4 w londyńskim Koko to z pewnością niebagatelna gratka dla miłośnikόw audiowizulanych wariacji. Wydarzenie jest tym bardziej znaczące dla polskiego widza, bo organizator, Soundrash Productions, postarał się też o polski akcent, zapraszając wrocławski Öszibarack – formację, o której mówi się, że poniosła krajową scenę muzyczną w całkiem nowe rejony. Z Agimem Dzeljilji, muzykiem i producentem grupy Öszibarack, rozmawia Anna Gałandzij.

Lubicie grać za granicą?
Tak, jak najbardziej. Gdy gram za granicą, czuję się jak rybka wpuszczona do akwarium, która wcześniej leżała na talerzyku, łapiąc powietrze ledwo co i krzycząc, że brakuje jej sił do życia… Wydaje mi się, że na Zachodzie panuje większa otwartość na rzeczy bardziej odważne stylistycznie; tam tzw. muzyka alternatywna jest bardziej umiejscowiona w kulturze powszechnej, u nas wciąż należy do niszy. W Niemczech, na przykład, gdzie graliśmy na festiwalu w Cottbus, od razu złapaliśmy kontakt z publicznością, natomiast w Polsce – gdzie, owszem, mamy swoją publiczność – podobny kontakt powstaje dopiero po kilku utworach. Dłużej nam zajmuje przekonanie widza do tego, że mamy coś do zaoferowania. Być może jest tak, ponieważ nasza muzyka jest trudna do zdefiniowania; żonglujemy różnymi stylami. To rodzi pewną alienację na linii: my a publiczność.
7 listopada gracie jako support znanego duetu Hexstatic w Koko – jednym z najlep-szych klubów w Londynie. Macie w związku z tym występem jakieś nadzieje, plany?
Nadzieja jest zawsze – jest ona motorem napędowym wszystkiego, co dzieje się na świecie i w nas. Plany mamy takie, aby zagrać dobry koncert. Specjalnie na tę okazję zagramy materiał z albumu, który ukaże się dopiero na początku przyszłego roku. Na koncercie zaprezentujemy też nowe wizualizacje – przygotowane przez Karola Krakowskiego w oparciu o nasze DVD, które miało właśnie premierę w TVP. Materiał zagramy z większym luzem i swobodą, niż na naszym ostatnim albumie „Plim Plum Plam”. Widzisz, podczas gdy dla nas był on rodzajem pstryczka w stronę popu, w Polsce odebrany został zbyt dosłownie – jako album czysto popowy, co jest nieporozumieniem. Nowy album za to będzie miał bardziej otwartą formę, dlatego ten koncert, mam nadzieję, będzie nieprzewidywalny dla nas, jak i dla widza.
Patrząc na dokonania takich grup jak Öszibarack, Milloopa czy Skalpel, wydaje się, że scena alternatywna w Polsce, a szczególnie we Wrocławiu, ma się dobrze.
Sześć lat temu, kiedy zaczynaliśmy jako Öszibarack, we Wrocławiu panował silny ferment artystyczny. Czuliśmy wtedy, że dzieje się coś dobrego, że następuje jakaś eksplozja artystycznej wolności. Wydawało nam się też, że na rynku polskim nie ma alternatywy. Dziś jednak mogę powiedzieć, że od tamtej pory wiele się zmieniło. Wiele ciekawych zespołów z innych miast przebiło się do szerszej świadomości i do mediów. We Wrocławiu natomiast obecnie mało się dzieje, a scena alternatywna jakby przygasła. W pewnym momencie dochodzi się do punktu, w którym trzeba wybrać pomiędzy wolnością artystyczną a stabilizacją materialną. I tak wiele zespołów zaczęło honorować muzykę pop. Mnie się to nie podoba. Ciekawym obecnie zjawiskiem, moim zdaniem, jest formacja Kamp. Natomiast ja wraz z Igorem Pudło ze Skalpela rozpocząłem pracę nad nową płytą. Jest to o tyle interesująca co nietypowa współpraca, bo Igor ma kompletnie inną wrażliwość muzyczną niż ja. Mam nadzieję, że razem wniesiemy dużo dobrego do naszej tzw. sceny wrocławskiej.
A co przyciągnęło Cię do reszty członków Öszibarack?
Tomek, Marcin i ja graliśmy razem w różnych składach, aż pewnego dnia napisaliśmy dwa fragmenty do muzyki do spektaklu teatralnego „Sztuka rodzi się na strychu”. I tak stworzyliśmy brzmienie przyszłego Öszibarack. W tym samym czasie Patrycja, która w wielkim bólu nagrywała drugą płytę z zespołem Husky, usłyszała moje kompozycje, po czym zaproponowała, czy mogłaby do paru z nich zaśpiewać. To scementowało nasz skład, który funkcjonuje do dziś.
Gdy zaczynaliście, wiedziałeś w jakim kierunku pójdziecie?
Od początku swojego istnienia, Öszibarack miał sprecyzowany cel. Zespół zakładaliśmy będąc dojrzałymi muzykami, którzy wiedzieli, jakie brzmienie chcą osiągnąć. Cieszę się, że udało nam się podążyć drogą, jaką sobie wytyczyliśmy i stworzyć brzmienie, które jest rozpoznawalne już po kilku taktach.
Powiedz, w takim razie, jak powstaje
piosenka?
Pomysł na piosenkę przychodzi z mojej miłości do muzyki, do życia. Inspiruje mnie wszystko dookoła: literatura, film, sytuacja, brzmienie, każda chwila, która rodzi koncepcję. W Polsce jest takie przekonanie, że jeśli mówimy o dosłownych inspiracjach, jesteśmy posądzani o epigonizm. Uważam, że nie ma sztuki absolutnej. Podam Ci przykład: James Martin z LCD Soundsystem powiedział wprost, że inspiracją na jego ostatnim albumie był zespół Kraftwerk. W dzisiejszych czasach postmodernizmu, który wciąż trwa i pewnie zostanie całkowicie zdefiniowany za sto lat, sztuka jest wynikiem recyclingu. Chłoniemy obecnie wiele stylów i form – nie tylko muzycznych – i po dokonaniu recyclingu, przepuszczamy je przez wyobraźnię, tworząc własną jakość. Dodatkowo, w Öszibrack nie zapominamy, że muzyka to dobra zabawa i że za każdą koncepcją kryją się emocje – zawarte w głosie, w sposobie gry, tekstach, w brzmieniu. Bez emocji każdy utwór byłby takim intelektualnym potworkiem.
Mój ulubiony utwór z Waszego ostatniego albumu to Point Black – według mnie, osiągnęliście tu szczyt muzycznego rozpasania. Opowiedz o pracy nad nim.
Wiesz, w utworach na Plim Plum Plam zaklęty jest pewien kod. Z jednej strony miały być one kpiną na pop przez małe „p”, czyli na piosenki pozbawione tożsamości – taki produkt, który niewiele ma wspólnego z tym, czym jest prawdziwy, wartościowy przekaz. Z drugiej strony, wymyśliłem sobie, że na tej płycie powrócę do moich młodzieńczych fascynacji jazzem z lat 40. i 50. – Glenem Millerem, Dukem Ellingtonem, a nawet muzyką Beach Boys. Chciałem połączyć ten odległy świat z moją obecną fascynacją, czyli nową technologią. A dlaczego old jazz? Wiedziałem, że pod takim parasolem, moje kompozycje będą takie eleganckie, ekspresyjne, ponadczasowe. Konsekwencją tego są utwory: Toss your Lasso, Twitter czy właśnie Point Black, na którym dodatkowo skumulowana jest pewnego rodzaju wściekłość. Dodam jeszcze, że bezpośrednią inspiracją jest brzmienie bębnów, które pożyczyliśmy od naszego kolegi – zestaw perkusyjny z lat 50. I tak powstał zupełnie rozszalały utwór, mający w sobie niezwykłą motorykę. Wyobraź sobie, że cały big band wsadzasz na rolerkoster i puszczasz w nieznane, a oni grają na trąbkach, szalejąc na całego!
Na „Point Black” jest jeszcze jeden niezwykły instrument – theremin. Kolejny eksperyment, czy stały element w Waszym repertuarze?
Theremin zagościł już na naszej pierwszej płycie [Moshi Moshi z 2004 r. – red.], jednak dopiero na Plim Plum Plam sam go użyłem. Chciałem raz jeszcze nawiązać do tego, co szlachetne – jestem fanem niemieckiego ekspresjonizmu i kina niemieckiego. Brzmienie thereminu kojarzy mi się szczególnie z muzyką do filmu Gabinet dr. Calligari. To brzmienie mnie w jakiś sposób urzeka. Z jednej strony przemawia przez niego szlachetność, z drugiej, potrafi być nieprzewidywalny, wręcz wściekły. Muszę dodać, że Öszibarack był jednym z pierwszych polskich zespołów grających muzykę „popularną”, który włączył theremin do swojego repertuaru. Ostatnio pojawił się on u Nosowskiej. W wywiadach często powtarzam, że uwielbiam eksperymentować. Uwielbiam kontrapunkt – brzmienie, które z pozoru jest nieatrakcyjne, w zestawieniu daje niesamowite efekty. Uważam, że należy badać trendy, stawiając jednocześnie krok do przodu: eksperymentować, nie poddawać się modzie, bo moda przemija wraz z tobą. Owszem, bezpieczniej jest obracać się w znanej stylistyce, tak ładnej, jak ładne buty czy samochód. Artysta powinien jednak być uczciwy w stosunku do siebie i tworzyć muzykę, która przede wszystkim daje mu satysfakcję. My wolimy jednak celebrować to, co w pewnym sensie jest nieprzewidywalne, nawet jeśli jest to tak definiowalna forma, jaką jest piosenka.
W czasie rozmowy kilkakrotnie zahaczyłeś o problem frapujący mnie od wielu lat: zanikający kontrast między popem a alternatywą? Ale zostawmy go sobie na inną rozmowę. Na koniec, zadam pytanie, jakie zazwyczaj zadaję muzykom z Polski: czy myślałeś kiedyś o wyjeździe z kraju?
Życie tak mi się ułożyło, że nie miałem potrzeby opuszczania kraju i przechodzenia przez ten etap przejściowy, tzn. myję garnki, a potem szukam swojego szczęścia.
Ależ to straszny schemat! (śmiech)
Powiedzmy, że nie chciałem robić tego, co by mnie męczyło (śmiech). Od wielu lat piszę muzykę do filmu, pracowałem też przez jakiś czas w radio, czyli, ogólnie mówiąc, nie musiałem martwić się o byt. Podobnie reszta zespołu. Chciałbym dojść do takiego momentu, w którym mógłbym zamieszkać tam, gdzie naprawdę chcę. Obecnie żyję w Warszawie, ale, już wiem, że nie zostanę tu długo, bo rozmienię się na drobne, pochłoną mnie pieniądze i cały ten blichtr, który tu funkcjonuje (śmiech). A w przyszłości chciałbym zamieszkać w Barcelonie albo w Berlinie – gdzie wciąż panuje niesamowity artystyczny ferment. Artysta musi podróżować, aby móc przeżywać. Muzyka to nic innego jak werbalizacja własnych odczuć. A jeśli nie przeżywamy, nie mamy nic ciekawego do powiedzenia.
Życzę w takim razie Tobie i reszcie zespołu jak najwięcej dobrych przeżyć w Londynie 7 listopada!

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29240
Tak

24324
83%
Nie

4916
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |nagrobki wodzisław | karabińczyki nierdzewne | opieka osób starszych Żory | transport pellet Rydułtowy | suplementy diety produkcja
zespół muzyczny rybnik | cyklinowanie Piastów | Lekarz rodzinny Radlin | medycyna tropikalna Wodzisław Śląski | kancelaria prawna wodzisław śląski