KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 15 grudzień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Takie życie…
2011.07.27 / Krystyna Cywińska
TAGI:
Share |
W Barze pod Kogutem myśliwy opowiada, jak to na Saharze zatakował go lew. – Strzelam – mówi – i pudłuję. Rozjuszony lew coraz bliżej. Co robić? Opodal rosło drzewo. Więc ja nic, tylko hyc na to drzewo. – Przecież na Saharze nie ma drzew – przerywa mu słuchacz. Nie ma drzew? – A kto by zwracał uwagę na taki drobiazg, kiedy chodzi o życie?
Stara emigracja to dziś Sahara. Niedobitki-weterani i działacze różnej zastygłej już maści przesypują piasek jak w klepsydrze. Ten odszedł wczoraj, ta odejdzie jutro czy pojutrze. A kiedy odejdą on i ona, zabiorą ze sobą bagaże przeżyć prawdziwych. I prawdziwych zdarzeń, wydarzeń, przypadków i przypadłości. Za życia często okraszanych, koloryzowanych, konfabulowanych. Opowiadanych, jak ten myśliwy, który zmyślnie drzewo wymyślił na Saharze, co mu niby życie uratowało.
Przeczytałam niedawno cytat z opowieści Marii Jastrzębskiej o jej dość już długim emigracyjnym bytowaniu. Zacytuję urywek: „Wycięte medale, błyszcząca biżuteria. Paradujecie na stopniach kościoła po mszy, albo tuż przed zabawą w polskim klubie. Obcałowywanie się w policzki, rachowanie zmarłych i tych co przeżyli”. I dalej: „Skupiacie się jedynie na sobie w tych waszych komitetach od wszystkich boleści.
Świetna, błyskotliwa proza. Ale można by dodać, prozaicznie, niczego nie ujmując, że dzięki tym komitetom i komisjom różne potrzeby w kraju i za granicą plus różne boleści bywały zaleczane. Że powstał spory majątek emigracyjny i różne takie instytucje, jak choćby Macierz Szkolna, POSK z teatrem, barami, restauracją, biblioteką itp., z których korzysta nowe pokolenie. Chociaż POSK, bywa, że im bar mleczny za Gierka przypomina. Nie wypinają piersi z medalami, bo ich jeszcze nie mają. Ale wypinanie piersi z medalami jest tradycją nie tylko naszą. Te medale to dowód, że choć odznaczony coś tam okrasił w swoich zeznaniach, ale jednak do tych mistycznych lwów strzelał. Czasem jednak się zdarza, że w nekrologach czy wspomnieniach pośmiertnych konfabulacja przerasta prawdę. Ale kto by tam zwracał uwagę na takie drobiazgi, kiedy chodzi o życie... Życie często długie, dzielne, zasłużone.
Życie bujne i bogate w treści miało na emigracji wielu weteranów. Wśród nich byli intelektualiści politycy, malarze, dziennikarze. Tętnił tu życiem spory świat polskiej kultury i tradycji. Zamknięty już w nekrologach nie tylko w emigracyjnej prasie. Zdarzało się, że pośmiertne wspomnienia czy biograficzne sylwetki wybitnych emigrantów ukazywały się w brytyjskiej prasie. Doczekała się tego teraz Włada Majewska. Obszerne wspomnienie o jej życiu opublikował dziennik „The Times” 16 czerwca br. I być może, że jest to ostatni tryumf Włady Majewskiej. Pośmiertne brawa. Ostatnie ukoronowanie jej życia niełatwego, bywało bolesnego, ale przebojowego. Życia prywatnie bardzo samotnego, ale wypełnionego pasją do teatru, estrady, Hemara i pracy w studiu londyńskim Radia Wolna Europa.
Włada Majewska była niepowtarzalną osobowością. Trudną do zdefiniowania. Lojalną i hojną wobec przyjaciół, nawet do przesady, do przesady czasem krytyczna wobec innych. Tych nielubianych, często przez nią parodiowanych i lekceważonych. Miała niewyparzony, ostry język. Poczucie humoru, brawurę. I umiejętność pozyskiwania sobie ludzi mimo wszystko. Nie lubiła specjalnie kobiet. Szczególnie aktorek, których natura obdarzyła urodą, ale poskąpiła talentu.
Żegnały Władę liczne nekrologi. Niektóre nieco na wyrost. Pewnie ją ubawiły. Może zirytowały. Gdyby mogła, to by podniosła wieko trumny i krzyknęła: „Zostawcie mnie w spokoju, do cholery!”. Nie lubiła przesadnych pochwał ani emocji, ani kazań z ambony. Ale miałaby słuszny powód dzisiaj do zadowolenia z tego obituary w „The Times”. Bo wpisano w jej życie naszą wojenną historię, której była częścią i świadkiem. I powojenną emigracyjną historię na marginesie tutejszego życia Włady. Czytelnik, który przebrnął przez długie wspomnienie o Władzie, dowiedział się coś niecoś o naszych dziejach. I tak Włada, która lubiła nas uświadamiać o wojennych przeżyciach jej ukochanych żołnierzy, pośmiertne uświadomiła to brytyjskim czytelnikom „The Times”. Gazeta ta zrobiła z Włady Majewskiej Verę Lynn, ukochaną pieśniarkę wojenną. Czyli forces sweet heart. Może tak i było, któż by zresztą zwracał uwagę na drobiazgi, kiedy chodziło o życie.
W mojej pamięci Włada pozostawiła kilka życiowych rad: jeśli cię pomawiają kłamliwie, nie zaprzeczaj, niech gadają, bo tobie szkoda słów; ale jeśli prawdziwie – spazmuj, płacz, zaprzeczaj i domagaj się sprawiedliwości. Odszczekiwanie się na ujadanie dużo robi szumu, ale nie rozwiązuje konfliktów. Może je załatwić przemilczanie, a przede wszystkim – jak mawiała Włada – nie wierz żadnemu chłopu, bo chłop ci serca nie da, a zabierze. Co wiedziała z doświadczenia. Medali i odznaczeń Włada miała tyle, że nie zmieściła by ich na swojej piersi. Więc ich nie przypinała. Błyszczącą biżuterią się nie obwieszała. Nie należała zatem do tego stereotypu emigracyjnego, podpatrzonego przez Marię Jastrzębską. A że w Polsce napisano, że Włada Majewska przeszła przez bojowy szlak I Dywizji Pancernej gen. Maczka od początku do końca, i od początku do końca szlak 2 Korpusu generałowej Andersowej za jednym zamachem, no to co?
Któż by zwracał uwage na takie drobiazgi, kiedy o takie chodzi życie?

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29895
Tak

24797
83%
Nie

5098
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |przenośniki taśmowe | liny nierdzewne | dom opieki Jastrzębie Zdrój | Leczenie poronień | kontraktowa produkcja suplementów diety
dietetyk rybnik | cyklinowanie Piastów | medycyna pracy Radlin | metoda callana Jastrzębie | stylistka śląsk