KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 14 grudzień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Patriotyzm i wiara
2011.07.27 / Krystyna Cywińska
TAGI:
Share |
Minął tydzień wzruszeń pełen. W Londynie zbiorowa euforia z powodu królewskiego ślubu. W Rzymie zbiorowa euforia z powodu błogosławionego Ojca Świętego. A w Nowym Jorku zbiorowa euforia z powodu zastrzelenia bin Ladena. O mały włos ta ostatnia euforia nie przyćmiła dwóch pozostałych, bo miała nastąpić mniej więcej w tym samym czasie, gdyby nie pogoda – jeśli wierzyć doniesieniom prasowym.
U podłoża tych historycznych już wydarzeń co leży? Patriotyzm i wiara. W Londynie tłumy na trasie orszaku i przed pałacem królewskim. Falujące entuzjazmem. Rozkrzyczane, rozwrzeszczane, machające flagami w patriotycznym uniesieniu. Czy to uniesienie oznacza przywiązanie do brytyjskiej monarchii? Niekwestionowane? Czy jest raczej wyrazem przywiązania do własnego kraju? Do jego dumnych tradycji?
Z okazji ślubu przesiedziałam przed telewizorem od wczesnego rana do popołudnia. Od pierwszych dreszczy emocji do końcowych wiwatów. Uroniłam nawet parę łez po dwóch balkonowych pocałunkach młodej pary. A tłum domagał się ich więcej. Wypatrywałam w tym tłumie kolorowych twarzy. Doliczyłam się mniej więcej kilkunastu czarnych kobiet i kilku czarnych mężczyzn. Ale nie dostrzegłam ani jednego muzułmanina czy Pakistańczyka w przepisanych szariatem szatach. I ani jednej kobiety w czadorze, burce czy w chuście na głowie. W kraju, który miał być multikulti? Zjednoczony w masie i rasie, okazał się nagle zjednoczony w białych twarzach. Okazało się czarno na białym, że większość czarnych i czekoladowych mieszkańców tego kraju jest wyobcowana. Obcując z innymi na co dzień, stanowią obcy element. Zamknięty w gettach i meczetach. Tutejsi muzułmanie nie są w większości patriotami tego kraju. Nie stanowią integralnej części tego społeczeństwa. Korzystają i wykorzystują dobrodziejstwo opieki społecznej, nie uważając się za część społeczeństwa, z którego czerpią
korzyści.
Kiedy trzydzieści lat temu następca tronu książę Karol brał ślub z Lady Dianą, panowało tu jeszcze większe podniecenie. Wszędzie flagi na domach, bukiety kwiatów na latarniach, nieustające fanfary i bicie medialnej piany na cześć przyszłej pary królewskiej. W tłumie zaczarowanym widowiskiem i piękną Dianą halucynacyjne emocje. A i wtedy w tym oszalałym z zachwytu tłumie prawie ani jednej kolorowej twarzy. Po ponad trzydziestu latach premier David Cameron pierwszy miał odwagę przyznać, że wielorasowość i wspólnota multikulti są mrzonką. A prasa brytyjska nagle orzekła, łamiąc polityczną poprawność, że Londyn zamienił się w Londystan. W kolebkę i siedzibę terrorystów. Z meczetami szkolącymi muzułmańskich bojówkarzy, często dofinansowywanych przez skarb tego państwa. Można się tylko zastanawiać, jak będzie wyglądał ten kraj, kiedy na tronie zasiądzie dzisiejsza młoda para. Widzi mi się czekoladowa wizja Wielkiej Brytanii.
Przywrócił mnie do przytomności Matt, mój ulubiony karykaturzysta „Daily Telegraph”. Narysował sprzedawcę gazet stojącego przed stoiskiem z wielkim napisem: bin Laden nie żyje! W jakim stroju była Kate, kiedy usłyszała o jego śmierci? Read all about it!
Bo przecież stroje Kate i innych młodych dam oraz arystokratek zaproszonych na ślub w opactwie Westminster okazały się największym przebojem brytyjskiej prasy. Siostry Spencer, kuzynki Williama, przesadnie wydekoltowane wyglądały jak barmanki albo dojarki, a księżniczka Anna, ciotka Williama, i jej synowa – jak strachy na wróble okutane w stare pokrycia kanapowe. Z polskiej telewizji dowiedziałam się – z ust przygodnej obserwatorki – że William i Kate chodzili ze sobą aż dziewięć lat. Aż się pewnie zmęczyli tym chodzeniem i usiedli w opactwie Westminster. No a potem weszli szturmem do serc milionów ludzi na świecie.
Szturmem do milionów ludzi na świecie wszedł nasz papież. Jego beatyfikacja w skali globalnej wywołała chyba większe emocje niż ślub królewski. Emocje mistyczno-religijne. Nieograniczone narodowością ani kolorem skóry. Wypełnione prostą, dziecinną wiarą. Ale wiara jest misterium, w którym nie wszyscy chcą uczestniczyć. Podejrzewam, że wśród tłumów na placu św. Piotra większość Polaków złączyło niezupełnie to misterium, ale poczucie narodowej dumy. W patriotycznej euforii z powodu Polaka wynoszonego na ołtarze. Rozmodleni, załzawieni, klęczący na bruku dumni Polacy wrócili potem do swojej codzienności. Wielu z nich do picia, bicia, przekrętów i innych przypadłości świeckich. Wracali pod polskimi flagami, śpiewając „Barkę” w autokarach i zdrowo popijając warkę czy lecha.
Zbigniew Herbert mnie pocieszył: „Męczennicy religii niszczonych nie bywają kanonizowani”. Jeśli tak, to mimo pustoszejących w kraju kościołów, mimo przepowiedni o schyłku wiary w Kościół katolicki jednak Kościół ten przetrwa. Bo jest potrzebny nawet takim niedowiarkom jak ja. Bo kanonizowany jest papież, który był miłością. Był przebaczaniem, zrozumieniem i pojednaniem wiar. A do tego był człowiekiem z krwi i kości. Lubił przecież pośpiewać, pogwarzyć, miał poczucie humoru. Przeczytałam, że jeden z prałatów watykańskich chciał się koniecznie nauczyć polskiego z elementarza, żeby się papieżowi przypodobać. Ale gdy spotkał się z Ojcem Świętym, coś mu się pomyliło. Zamiast spytać, jak się papież czuje, zapytał, jak się czuje pies. Na co papież odpalił: – Hau, hau! A po jednym ze spotkań Jan Paweł II pożegnał podobno polskich biskupów słowami znanej pieśni: „Cześć wam, panowie magnaci”.
Zastanawiam się teraz, jak by ten wspaniały nasz papież zareagował na wiwaty, wybuchy radości i euforie patriotyczne w Stanach z powodu zabicia bin Ladena. Zamordowania wroga USA i cywilizacji chrześcijańskiej. Jako Polak chyba by zrozumiał Amerykanów. Wiara wiarą, przebaczenie przebaczeniem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie! Minął tydzień wzruszeń pełen.

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29881
Tak

24788
83%
Nie

5093
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |przenośniki taśmowe | blachowkręty nierdzewne | terapia manualna wodzisław | węgiel Rybnik | wykrawarki do naroży
meble na wymiar rybnik | odnowienie uprawnień spawaczy | okna Rybnik | medycyna pracy Wodzisław Śląski | zakupy ze stylistą śląsk