KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 25 czerwiec 2017
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
FAWLEY COURT
PAN ZENOBIUSZ
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




W poszukiwaniu smaków dzieciństwa
2011.05.10 / Teresa Bazarnik
TAGI:
Share |
Dzwoni do redakcji wydawca: – Would you be happy to review a Polish culinary book? – Well, send it to us and we’ll see – odpowiadam bez większego zaangażowania. Kiedy po kilku dniach rozpakowałam dużą przesyłkę, nie mogłam uwierzyć, że książkę kulinarną można wydać tak pięknie. Jej uroda jest tak zniewalająca, iż zdziwiłam się, że nie pachnie równie zniewalająco.

Nie mogłam jednak oprzeć się ciekawości, czy aby forma nie przerasta treści, natychmiast więc zaczęłam wertować strony i podczytywać fragmenty opisów oraz przepisów, nie bacząc na inne obowiązki. Książka kulinarna? Nie, to podróż sentymentalna do kraju dzieciństwa i młodości. To smak Proustowskiej magdalenki, która przyjmuje postać dżemu z płatków różanych.

Beata Zatorska wyjechała do Australii w 1981 roku. Z rodzicami, działaczami „Solidarności”. Jako studentka medycyny. Studia ukończyła już tam i od wielu lat pracuje jako lekarz rodzinny. – Kiedy pewnego razu weszłam do polskiego klubu w Sydney i zobaczyłam grupę starszych emigrantów, którzy nigdy nie powrócili do ukochanego kraju, wpadłam w rozpacz – opowiada Beata podczas naszego spotkania w małej kawiarence przy Shepherd Market w Mayfair. Do Londynu przyjechała wraz z mężem Simonem na kilka dni, by promować wspólnie wydaną książkę. Nasze spotkanie zamieniło się w fascynującą rozmowę o Polsce, tęsknocie, Polakach w Londynie (śliczna kelnerka, która podała nam herbatę była, oczywiście, Polką). Nie da się uciec od tematu. I od tego, że my nie znamy takich tęsknot. Tęsknisz, kupujesz bilet Ryanair, spędzasz w samolocie nieco ponad dwie godziny i po tęsknocie. Ci z dalekich kontynentów takiego prostego lekarstwa zastosować nie mogą. Może dlatego ich choroba zwana tęsknotą przeradza się w tak niezwykłe sublimacje.

Wysiedlona rodzina Beaty przywędrowała na Ziemie Odzyskane. W zawierusze wojennej jej młoda wtedy babcia Józefa straciła męża, a dziadkowie Julia i Dmitrij – dom na Kresach. Pokochali piękne, leżące u stóp Karkonoszy tereny, zadomowili się w domu opuszczonym przez niemieckiego wytwórcę beczek – choć przez jakiś czas wspólnie go dzielili. Dziadek Dmitrij założył małą firmę, korzystając z pozostawionych narzędzi. Szybko jednak został osądzony przez władzę ludową jako kułak. Na znak protestu do końca życia nie podjął już żadnej pracy. W wielopokoleniowej rodzinie mała Beata, pozostawiona przez mamę studentkę pod opieką babci, odkrywała uroki nieskażonej podgórskiej przyrody, zbierała zioła, grzyby, wąchała zapachy natury, lepiła z babcią pierogi, poznawała lecznicze zioła i zbierała płatki różane, które były później nadzieniem pączków, najlepszych na świecie.

Kiedy po dwudziestu latach Beata wróciła do domu pod Jelenią Górą, babci Józefy już nie było, ale zapachy i smaki pozostały. Beacie wpadł w rękę zeszyt z kaligraficznie zapisywanymi przepisami – babcia posiadła najgłębsze tajniki kulinarne i królowała nie tylko w domowej kuchni, ale także jako zawodowa kucharka, która prowadziła restaurację w jednym z okolicznych pensjonatów. Przytaczane przez Beatę przepisy to najlepsza tradycyjna polska kuchnia. Są tam śledzie w śmietanie, naleśniki, pierogi, makowce, placki ziemniaczane, ogórki kiszone, sałatka jarzynowa, rosół z kury i nadziewana jabłkami kaczka. I wiele więcej, choć nie znajdziesz tam, czytelniku, polskiej cuisine nouveau z telewizyjnych programów kulinarnych. W tej opowieści każde przywołane w pamięci zdarzenie z przeszłości ma swój smak i zapach. Jak na przykład herbata z konfiturami i prywatne lekcje skrzypiec u nauczyciela, który opuścił Warszawę po powstaniu i trafił na Dolny Śląsk. Pozbawiony pracy na Akademii Muzycznej z powodu żartów na temat Stalina, pracował w przetwórni mięsa i udzielał prywatnych lekcji, za które w obawie przed władzą ludową nie pobierał pieniędzy. Rodzice płacili więc w naturze, a to zrobionym na drutach swetrem, a to konfiturami… Nie mógl sobie pozwolić na cukier, więc podawał uczniom w wytwornych filiżankach herbatę z konfiturami.

Ktoś może zarzucić, że nasza historia potraktowana jest w tej książce bardzo skrótowo, że powierzchownie przedstawione są urokliwe zakątki naszego kraju. A ja chcę powiedzieć, że to dobrze! Nasza historia jest bowiem tak pogmatwana, że lepiej nie serwować jej w nadmiarze. Może spowodować niestrawność. W książce Beaty Zatorskiej są najważniejsze momenty, które budują czytelny obraz naszej współczesnej historii, jaki czytelnika obcokrajowca raczej nie zniechęci – wręcz odwrotnie, najprawdopodobniej spowoduje, że po takiej intrygującej przekąsce chętnie sięgnie po danie główne. I zrodzi się w nim chęć odkrywania pięknego, choć niezbyt jeszcze popularnego kraju. Tak stało się z mężem Beaty, Anglikiem Simonem Targetem, którego Polska tak zafascynowała, że wsiedli w samochód i nie trzymając się kurczowo wyznaczonego planu, przejechali ją wzdłuż i wszerz. Mamy więc nie tylko osobiste wspomnienia szczęśliwych lat wplecione w naszą historię, powiązane kulinarnymi skojarzeniami i przepisami, ale również wspaniałą podróż po Polsce dzisiejszej, w jej najpiękniejsze, najbardziej znaczące lub za miedzą przy kapliczce zapomniane miejsca, zatrzymane w znakomitych fotografiach Simona, z zawodu filmowca.

Bogdan Becla, dyrektor Polish National Tourist Office, podczas wieczoru promocyjnego w Ognisku Polskim zdradził mi, że kupił dziesięć egzemplarzy. Myślę, że powinien wykupić pół nakładu i dawać w prezencie każdemu obcokrajowcowi, z którym prowadzi interesy. Książka jest bowiem w swoim pięknie ukazywania naszego kraju wręcz zaraźliwa (choć wolę słowo infectious – myślę, że bardziej zaraża!).

– Muszę koniecznie tam pojechać – takie słowa co rusz było słychać podczas wieczoru promującego Rose Petal Jam. Recepies and Stories from a Summer in Poland.

– Polska to piękny kraj – dziwi się piękna Angielka. – Nie zdawałem sobie sprawy, że macie tyle urokliwych miejsc. Kojarzyłam was raczej ze stoczniami i kopalniami węgla. A tu okazuje się, że macie miejsca, które mogą konkurować z Prowansją czy Toskanią – mówi, ściskając pod pachą książkę Beaty Zatorskiej i Simona Targeta. – Kiedy najlepiej tam się wybrać?

Piękne fotografie, znakomita oprawa graficzna Mirandy Harvey – po prostu kupcie tę książkę, jeśli chcecie się wybrać w sentymentalną podróż. Jeżeli natomiast nie jesteście sentymentalni i od pachnących dziką różą przydrożnych ogródków i targów z warzywami, które nigdy nie przestały być organiczne, wolicie sieć supermarketów Tesco i Achan oraz wielopoziomowe galerie z multikinami i Pizzą Hut, kupcie ją dla przyjaciela Anglika, szefa Francuza, koleżanki z Jamajki lub sąsiada Hindusa. Pokażcie im nasz kraj, by zechcieli sprawdzić, że poza stoczniami, gdzie zamiast montowania statków rozmontowywało się komunizm, mamy do zaproponowania nieco więcej. Im szybciej to sprawdzą, tym lepiej.

Dla mnie zaś Rose Petal Jam jest podróżą sentymentalną do kuchni mojej babci Emilii. Przypomina mi przenoszące mnie wówczas w nieznany świat gałki muszkatołowe, kolendry i kardamony (choć wydawało się, że mieliśmy wtedy tylko sól i pieprz do smaku, no i jeszcze 10-procentowy ocet spirytusowy). Zapachniały mi nalewki z mięty, domowe wiśniówki, zwijane zrazy i makowce z maku ucieranego w makutrze… Tak jak Beacie.

Teresa Bazarnik


Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 22896
Tak

19118
83%
Nie

3778
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |Kancelaria adwokacka Wodzisław Śląski | liny nierdzewne | masaż gdańsk | Bodtech | suplementy diety produkcja Omega
kuchnie wodzisław | nitonakrętki nierdzewne | szkolenia energetyczne sandomierz | badania do pozwolenia na broń Wodzisław Śląski | porady prawne Wodzisław Śląski