KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 18 czerwiec 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Wirtualne zmory
2011.04.23 / Krystyna Cywińska
TAGI: felieton
Share |
Zdradził mnie o świcie. Odszedł w siną dal. Zdradził mnie mój mit o mojej ojczyźnie. A byłam mu wierna przez wiele lat na obczyźnie. Mitowi solidarnej, rozsądnej, dzielnej, wolnej Polski. Tolerancyjnej, wszystkich ogarniającej, wybaczającej, cywilizowanej. Już w samo południe zaczęłam mieć wątpliwości, a pod wieczór ogarnęło mnie zdumienie. I zwątpienie. Patrzyłam na ekran telewizyjny i nie wierzyłam temu, co widzę i słyszę. Nie ma już wolnej Polski…
Nie ma, skoro tłum moich rodaków na Królewskim Trakcie w Warszawie wznosi modlitewne błaganie o wolności przywrócenie. Oddają moją ojczyznę pod patronat niebieski, w bluźnierczej nienawiści do jej władz doczesnych. A potem przed kamerami telewizyjnymi uwłaczają sobie, szkalują się, wzajemnie oskarżają, wymyślają i rezonują bez umiaru. Piana bije z telewizyjnego ekranu. Lada chwila – myślę – krew się poleje. I myślami wracam do lat emigracyjnych, kiedy ojczyzna nam się widziała w przyszłej krasie swobód i cnót obywatelskich. A wolność była marzeniem tych z nas, którzy oddali albo gotowi byli za nią oddać życie. Kiedy myśmy Boga prosili o wolność, Polska była zniewolona. Za ten śpiew błagalny, groziło nam widmo więzień, obozów koncentracyjnych, tortur i śmierci.

Co grozi dziś tym, którzy bluźnią? Bluźnią, bo tę wolność mają. Wolność nieokiełznaną, niedocenianą, szkalowaną. Nie chciałabym mieszać w to Pana Boga. Ale czy wolno nadużywać jego cierpliwości? Ten wrzeszczący na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie tłum nie jest statystycznym przedstawicielem społeczeństwa. Ale jest w swojej mniejszości nie mniej przerażający.

Uświadamia nam, tym, którzy z wizją wolnej Polski żyli i żyją, że coś w niej pękło, że jad się sączy. Jad nienawiści na grobach poległych w Smoleńsku. Jad zwątpienia w prawdę o ich śmierci. Tych zdradzonych o świcie – jak poetę Herberta zacytował Jarosław Kaczyński. Dziś zdradzanych przez polityczne rozgrywanie ich śmierci.

Do dziś z wdzięcznością wspominam ś.p. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Za to, co zrobił dla nas, AK-owców. Za przywrócenie nam godności i wpisanie nas w świadomość narodową. Za uczczenie pamięci naszych kolegów z AK w 60. rocznicę Powstania Warszawskiego. Godnie, szumnie, wzruszająco. Bez względu na meritum tego zrywu. Na jego tragiczne skutki i zgliszcza stolicy. Nie wiem, jakim był prezydentem. Dobrym czy złym. Ale wiem, że nie zasłużył sobie na urąganie mu i obrażanie go za życia. Ani na licytowanie się jego życiem po śmierci. I niegodna jest jego pamięci i pamięci tych, co zginęli, ta histeryczna orgia żałobna. To rozdzieranie szat i ran.

Zdradził mnie o świcie mit mojej ojczyzny. Dość już mam żałoby, jęków, szlochów i zawodzenia. Dość już mam tego ceremoniału de profundis. Dość już mam, choć straciliśmy w Smoleńsku naszego drogiego kuzyna Czesława Cywińskiego, prezesa Światowego Stowarzyszenia AK-owców.

I dość już mam rozważań o honorze Polaków. O honorze patriotycznym, wymagającym nieustannych pretensji do sąsiadów, byłych zaborców. Czegóż to w imię tego honoru nie robiono! Składano życie na ołtarzu ojczyzny, często niepotrzebnie. Popełniano samobójstwa z jej utratą. Też niepotrzebnie. Robiono różne głupstwa, puste gesty, wbrew zdrowemu rozsądkowi. A honor jest pojęciem umownym, złożonym. Co dla jednych honorowe, dla innych bezsensowne. Uwarunkowane religią, doktryną, systemami, mitami. Niektórzy twierdzą, że honor może być i był narzędziem terroru. W jego imieniu popełnia się zbrodnie indywidualne i masowe. Młode pokolenia takiego poczucia honoru już nie mają. Uważają go za romantyczny atrybut błędnych rycerzy minionych epok czy opowieści. Kto by dziś wskoczył konno do Elstery z okrzykiem „Bóg mi powierzył honor Polaków!”? To arogancja i szaleństwo. I kto by dziś strzelał sobie w łeb z powodu przegranej bitwy. A byli i tacy. I tacy też będą pewnie. Myślę, że czasem honor i humoreska chadzają w parze. Pojęcie honoru dla wielu niewiele ma już wspólnego z cnotami patriotycznymi. Jest to pojęcie społeczne albo towarzyskie. I dlatego wzburza mnie – szafowanie tym pojęciem w tej mojej ekranowej ojczyźnie, bo taką najlepiej znam. Tusk i Komorowski – słyszę – powinni honorowo zejść ze sceny politycznej. Zamordowali kogoś? Oszukali? Okradli? Istnieją jeszcze pojęcia przyzwoitości, uczciwości, godności osobistej, ale niektórzy Polacy wierzą, że sam Pan Bóg im powierzył szafowanie honorem. A także powierzył im przydzielanie paszportu polskości. Dobrego Polaka w odróżnieniu od złego, co się słusznie lub niesłusznie przypisuje poglądom Jarosława Kaczyńskiego.

Mój pradziadek, rodem z Krakowa, był obywatelem cesarstwa Austro-Węgier. Moja prababka, rodem z Jędrzejowa, obywatelką carskiej Rosji. Pisywali do siebie przez granicę czułe listy, zakrapiane fracuszczyzną. A kiedy pradziadek postanowił paść do nóg rodzicom swojej wybranki i prosić o jej rękę, musiał sobie wyrobić paszport, żeby przekroczyć granicę. Paszport był kanarkowego koloru, z czarnym orłem, bez fotografii. W paszporcie był tylko jego rysopis. Sprytni kupcy polscy i żydowscy pożyczali sobie nagminnie takie paszporty. A co z rysopisem? – Miałem wąsy panie władzo, ale zgoliłem. Miałem czuprynę, ale wyłysiałem, oczy mi wyblakły, policzki się zapadły. – A ten średni wzrost? – Co to znaczy średni?

Człowiek mógł wtedy nawet z cudzym paszportem przekraczać granicę własnego kraju. I wszyscy czuli się dobrymi Polakami. I to stanowiło o paszportach ich polskości.

Zdradził mnie o świcie i odszedł w siną dal mit o bezwzględnej polskości wszystkich mieszkańców mojej ojczyzny. A może mi się to wszystko śniło? Po koszmarnej wirtualnej wizji mojego kraju.

Krystyna Cywińska


Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 28408
Tak

23728
84%
Nie

4680
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |adwokat rozbój warszawa | zawiasy nierdzewne | opieka Rybnik | ekogroszek Jastrzębie | terapeuta Cieszyn
zespół muzyczny jastrzębie zdrój | śruby nierdzewne | medycyna pracy Wodzisław Śląski | artykuły żeglarskie | stylistka katowice