KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 19 kwiecień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




W pubie czy w remizie?
2011.03.29 / Robert Małolepszy
TAGI: reportaż
Share |
To były trudne rozmowy. Prośby, groźby i łzy. Jak oni mogli to zrobić rodzinie? Co powiedzą ludzie? Taki wstyd. Młodym z dobrobytu przewróciło się w głowach. Biorą ślub w Londynie. Co to za wesele bez szwagra Bronka, cioci Zosi i stryjka Witka.

Gdziekolwiek by się nie odbyło – tradycji musi stać się zadość


Wioletta nie jest w ciąży, Darek – uczciwy, pracowity, bez nieciekawej przeszłości. Znają się jeszcze z Polski, razem wyjechali do Wielkiej Brytanii i uczucie przetrwało próbę emigracji. Nie wszystkim to się udaje. Rodzice z obu stron przychylni młodym, zawsze gotowi pomóc, ale para sama sobie niezgorzej radzi. Po kilku latach narzeczeństwa Wioletta i Darek zdecydowali sformalizować związek. Rodzicom Violetty zakomunikowali o tym w czasie ostatnich świąt. Radość była ogromna, a dla jej dopełnienia dziewczyna rzuciła mimochodem, że nie ma żadnego naglącego powodu – po prostu dojrzeli do takiego kroku. Gdy wspomnieli, że planują wziąć ślub już około Wielkanocy, ojciec zaniepokoił się nieco. Mało czasu. Dom weselny pewnie już dawno zarezerwowany. Zostają restauracje, ale też nie wiadomo. Szkoła wynajmuje aulę na wesela. Mama, emerytowana nauczycielka, spróbuje wykorzystać stare znajomości. Gorzej będzie z zespołem muzycznym. Lepsze kapele trzeba zamawiać nawet rok naprzód. Z filmowaniem się załatwi, co drugi teraz ma kamerę.

– Musiałam im powiedzieć, że te wszystkie kłopoty już mają z głowy, ale wiedziałam, że wcale ich to nie ucieszy – opowiada przyszła panna młoda. Na stwierdzenie, że postanowili wziąć ślub i zrobić uroczystość w Londynie, zapadła nieznośna cisza. Na krótko. Mama powiedziała to, co wiele mam powiedziałoby w takiej chwili: – No chyba żartujecie.

Wiola i Darek są jedną z tych par, które postanowiły zawrzeć małżeństwo, ochrzcić albo wysłać swoje dziecko do pierwszej komunii świętej tutaj, na Wyspach. Motywacje są różne. Jednym tak wygodniej, innym taniej. Jeszcze inni wychodzą z założenia, że to jest ich uroczystość i sami decydują gdzie, kiedy i jak. Nierzadko jednak wywołują rodzinny konflikt. W polskiej tradycji, na takie wydarzenia powinni zjechać wszyscy krewni i pociotki. Choćby od lat skłóceni i tylko po to żeby pokłócić się znowu. Bywa, że po takich imprezach jest więcej obrażonych, albo nie w pełni usatysfakcjonowanych niż zadowolonych. Ale mus, to mus – trzeba zaprosić i trzeba jakoś to przeżyć. Aby wszystko w zgodzie z uświęconym od pokoleń rytuałem. Są tacy, którzy uważają, że wcale nie trzeba.

Hej, sokoły pod „Weselną”
Wioletta miała kilka poważnych rozmów z mamą. Darek spodziewał się łatwiejszej przeprawy, ale też musiał swoje wysłuchać. Rodzice obojga wysuwali niemalże identyczne argumenty: – Przecież tam nikt nie pojedzie. A wypada zaprosić tyle osób, skoro samemu było się na ich weselach. My za wszystko zapłacimy, załatwimy co trzeba. Co to za ślub bez rodziny, Taki dzień jest raz w życiu.

– Co do tego byliśmy zgodni, taki dzień jest raz w życiu, a przynajmniej być powinien. Ale to nasz dzień i my go mamy potem pięknie wspominać – mówi Wioletta. Sama widziała sporo takich dni. Pamięta śluby koleżanek oraz kuzynek. Nie wszystkie jednak miały powody, żeby chętnie wracać do tego dnia myślami.

Często tak się składało, że nowożeńcy mieli najmniej do powiedzenia w kwestii ślubu i wesela. Tradycyjnie, pan młody kupuje wódkę, obrączki i załatwia orkiestrę, a reszta należy do drugiej strony. W zależności od tego, w jakiej komitywie są teściowie, organizacja całości przebiega względnie harmonijnie albo wprost przeciwnie. Rodziców entuzjastycznie wspierają zaprawieni w weselnych bojach rodzinni „eksperci”. Młodych trzyma się od tego wszystkiego z daleka. Zwykle nawet listę gości dostają do wglądu po zamknięciu. Bywa więc, że nie znajdują na niej swoich najlepszych przyjaciół, ale jest wujek Czesiek z rodziną, o których istnieniu dotychczas nie mieli pojęcia.

Już na weselu, w gminnej remizie strażackiej, przyjdzie im tańczyć do takich szlagierów jak Złoty krążek, Daj mi tę noc i Cyganeczka Zosia. To żelazny repertuar kapel umilających zmianę stanu cywilnego. Jednak zespoły także idą z duchem czasu, dziś grają Hej, sokoły z półplaybacku albo z pełnego. Na stołach rozcieńczony ruski spirytus w butelkach z nalepką Wódka weselna )często z imionami nowożeńców) wychodzi taniej i głowa dłużej boli. Obowiązkowo zabawa do rana. Nawet jeśli goście już słaniają się na nogach. Potem podliczanie, czy w prezentach chociaż zwróciły się nakłady na imprezę.

Jak zechcą to przyjadą
Wiele par marzyło o innym weselu, ale poległy w konfrontacji z przeważającymi siłami rodzinnej koalicji. Wioletta i Darek stoczyli tę nierówną walkę i ostatecznie wygrali. Nie poddali się nawet, gdy rodzice użyli dział najcięższego kalibru: – Skoro tak, to my też nie przyjedziemy.

– Absolutnie nie chodziło nam o to, żeby nie było na uroczystości rodziny. Przesunęliśmy termin na dwa tygodnie po Wielkanocy. Bilety lotnicze są o wiele tańsze. Przyjedzie ten, kto naprawdę będzie chciał. A jeśli ktoś nie chce lub nie może, to ma doskonałą wymówkę – tłumaczy Darek. Często ludzie idą na takie uroczystości z obowiązku, bez cienia entuzjazmu, jak na skazanie”.

Imprezę robią w zaprzyjaźnionym pubie. Menedżer, tak się złożyło, że Polak, nie miał nic przeciwko temu, żeby przynieśli swoje przekąski, a tylko trunki i napoje będą z baru. „Muzę zapoda” zawodowy DJ. Spodziewają się o 35-40 osób, połowa przyjedzie z Polski. Rodzice przekuli swoją porażkę w sukces: – Może to nawet lepiej. Kto dziś robi wesela na sto osób. Kryzys i w ogóle inne czasy – mówią.

Miło, smacznie i niedrogo
Chrzciny małej Roksany w Londynie były dla Kamili i Jacka oczywiste od początku. Na ewentualne odmienne koncepcje babć i dziadków mieli jeden, ale bardzo mocny kontrargument – nie będą zamęczać dziecka podróżą.

– Wybraliśmy się z małą do Polski na poprzednie Boże Narodzenie. Miała niecałe pięć miesięcy, ale dziadkowie tak bardzo chcieli zobaczyć upragnioną wnuczkę. Spędziliśmy kilkanaście godzin na lotnisku, a i tak mieliśmy sporo szczęścia, bo mogło to być kilka dni. – Powiedziałem sobie wtedy: nigdy więcej – wyznaje Jacek.

Postanowili, że żadne dalsze podróże, szczególnie w niepewnym terminie, nie wchodzą w rachubę przez co najmniej najbliższe trzy lata. W polskim kościele na Ealingu załatwili wszystko bez problemu, choć nie mają ślubu kościelnego. Menedżer hiszpańskiej restauracji zaoferował trzy opcje cenowe i napoje ze zniżką. Wybrali ofertę najbogatszą, co wychodziło po 20 funtów na osobę, nie licząc alkoholu.

– Jedzenia za te pieniądze było mnóstwo. Zażyczyliśmy sobie paellę wegetariańską, była wegetariańska. Obsługa pierwszorzędna. Kilkunastu gości nie miało chyba powodów do narzekania – dodaje Kamila.

Część zaproszonych nie mówiła po polsku, ale od czego ręce i body language? Młodzi rodzice są przekonani, że postąpili jak najbardziej słusznie organizując chrzciny na Wyspach. Nie tylko z powodów ekonomicznych. – To było naprawdę święto dziecka i nasze. Przyszli i przyjechali ci, którzy powinni, a my nie spędziliśmy kilku dni przy garach i na sprzątaniu mieszkania – wyłuszczają swoje racje.

Na pewno jest również wiele powodów, dla których warto przenieść rodzinną uroczystość do Polski. Ważne jednak, żeby była to suwerenna decyzja najbardziej zainteresowanych, a nie teściowej, szwagra Stacha i stryjenki Zochy.

Tekst i zdjęcia: Robert Małolepszy

Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 27940
Tak

23398
84%
Nie

4542
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |nagrobek granitowy wodzisław | liny nierdzewne | medycyna estetyczna gdańsk | węgiel Radlin | wykrawarki rewolwerowe
Zespół muzyczny Opole | cyklinowanie Brwinów | Geo-Agro Rybnik | promieniowanie jonizujące Rybnik | usg oka gdańsk