KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 14 grudzień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Kiedy Wielka Brytania rządziła światem
2010.09.08 / Adam Dąbrowski
TAGI:
Share |
Mogą kojarzyć się z ponurymi domami i dymiącymi kominami, ale były to złote czasy Imperium. To wtedy – na chwilę – małe wyspy na skraju Europy stały się centrum świata. Wszystko zaczęło się 173 lata temu, gdy na brytyjskim tronie zasiadła filigranowa osiemnastolatka – królowa Wiktoria.

Koronacja była prawdziwą tragedią. Odbywała się w pośpiechu. Nie przeprowadzono prób, więc zdenerwowana Wiktoria co chwilę pytała, co ma robić. Arcybiskup Cantenbury nakładał kobiecie pierścień na zły palec, powodując bolesne zadrapanie. Jeden z sędziwych baronów potknął się podczas składania hołdu monarchini i stoczył ze schodów.

Początki ery wiktoriańskiej nie były więc spektakularne. Przez większą część XX wieku mieszkańcy Wielkiej Brytanii wspominali ją z niechęcią. W latach sześćdziesiątych oddali nawet jedno z największych arcydzieł ówczesnego malarstwa – Ostatni sen Artura w Avalonie pędzla Edwarda Burn-Jonesa – do muzeum narodowego w… Puerto Rico. Ale dziś się to zmienia. Powstają nowe książki i filmy, a na uniwersytetach kierunki zajmujące się tą epoką. I choć wehikuł czasu – marzenie jednego z najwybitniejszych pisarzy epoki Herberta Georga Wellsa – wciąż nie istnieje, mieszkańcy Wysp coraz częściej wyruszają w podróż do epoki pary, elektryczności i gorsetów.
 


„Jesteś Brytyjczykiem, a to tak, jakbyś wygrał los na loterii” ‒ mówił Cecil Rhodes, brytyjski polityk. Przekonanie, że Brytyjczycy są awangardą, narodem wybranym przez Boga w celu niesienia światu postępu było w owym czasie powszechne. Centrum Londynu uderzało bogactwem i nowoczesnością. Na ulicach pojawiły się krawężniki i oświetlenie. Pierwsze na świecie metro rozwiązało piętrzące się już wtedy problemy komunikacyjne stolicy. Klasa średnia miała coraz więcej pieniędzy. Przepuszczała je więc w teatrach, kabaretach i coraz bardziej ekskluzywnych sklepach. To właśnie na Kensington High Street czy na Regent's Street narodził się dzisiejszy konsumpcjonizm. Niezaspokojony głód nowości sprawił, że zaczęły powstawać gigantyczne domy handlowe. Pomiędzy piętrami można było przemieszczać się pierwszymi windami. Na początku ich operatorzy byli wyposażeni w sole cucące – przecież nie wszyscy klienci byli przygotowani na tak ekstremalne doznania.


W czasach królowej Wiktorii świat nagle się skurczył – był na wyciągnięcie ręki (o ile ręka ta ściskała odrobinę gotówki). Po spróbowaniu smakołyków z Indii i kupieniu dywanu z Dalekiego Wschodu można było się wybrać do oszałamiającego Muzeum Alberta i Wiktorii, gdzie przed oczami zwiedzających rozciągały się dobra z całego Imperium, które w owych czasach obejmowało ziemie od Nepalu po Kanadę. Podróże trwały znacznie krócej – pejzaż Wysp błyskawicznie poprzecinały tory kolejowe. W 1845 roku ich łączna długość wynosiła niespełna dwa i pół tysiąca mil. Pół wieku później – dziewięć razy tyle. Wiadukty i tunele budowane przez wiktoriańskich inżynierów służą Brytyjczykom do dziś, podobnie jak tysiące stacji rozsianych po całym kraju. Podczas swej pierwszej podróży pociągiem sędziwy już w owym czasie malarz Joseph M.W. Turner nie potrafił powstrzymać entuzjazmu: skakał i tańczył po całym przedziale. Potem poświęcił nowemu wynalazkowi jeden ze swoich najsłynniejszych obrazów Deszcz, para, szybkość, na którym pociąg pewnie mknie przez rozmazany, płynny i gwałtownie zmieniający się świat.


Mieszkańcy niewielkich wysp na skraju Europy zdawali sobie sprawę, że są one centrum rewolucji kulturowej. „Niewątpliwie żyjemy w czasach cudownych przemian” – mówił z dumą małżonek Wiktorii, książę Albert. Ich tempo był zawrotne. Największe odległości unieważniane były przez dwa wiekopomne wynalazki: telegraf i telefon. Aparat fotograficzny zatrzymywał czas, żarówka odpędzała ciemności. A w Hyde Parku stanął kryształowy pałac. Jego budowa trwała zaledwie dziewięć miesięcy. Powstał ze szkła i stali. Ze swoimi rozmiarami – powierzchnia wystawowa liczyła niemal 100 tys. metrów kwadratowych – był pierwszym cudem świata wieku pary. A w środku? „Dzieła przemysłu wszystkich narodów!” – chełpili się organizatorzy Wielkiej Wystawy z 1851 roku, wydarzenia, na którego potrzeby Crystal Palace został wzniesiony. Wydarzenia, które przyciągnęło jedną czwartą mieszkańców kraju. Zobaczyć tu było można ponad 14 tys. eksponatów: mikroskop, latarnię morską naturalnych rozmiarów, największy na świecie diament i dalekiego przodka samochodów – powóz wprawiany w ruch za pomocą wielkiego latawca. „Chyba tylko magia mogła zebrać tu całe to bogactwo pochodzące ze wszystkich krańców świata” – wspominała z zachwytem pisarka Charlotte Bronte. Oczywiście, nie wszystkie zaprezentowane tu wynalazki się przyjęły. Wśród eksponatów było na przykład wyjęte jakby z opowieści o Wallacie i Gromicie łóżko, które rano przechylało się automatycznie do pionu i wrzucało jego właściciela do wanny. Mimo to wystawa była pokazem triumfu i potęgi Wielkiej Brytanii. Skraplała cały optymizm i energię epoki wiktoriańskiej, która niczym Turnerowski pociąg parła wytrwale ku przyszłości. 


Ale nie wszyscy podzielali optymizm Turnera i księcia Alberta. Bo całkiem niedaleko od świata kryształowych pałaców żyli ci mieszkańcy Wysp, którzy wyciągnęli mniej szczęśliwe losy. „Miasto z czerwonej cegły, a raczej z cegły, która mogłaby być czerwona, gdyby dym i popiół pozwoliły na to. Było to miasto maszyn i wysokich kominów, z których nieskończone węże dymu kłębiły się ciągle i nieustannie, a nigdy rozplątać się nie mogły” ‒ pisał Charles Dickens w Ciężkich czasach. Opis ten pasuje do wielu wiktoriańskich miast. Do Manchesteru z niekończącymi się uliczkami okopconych dymem domów, do Sheffield – światowej stolicy stali, i do Londynu, który w owym czasie rozpadł się na dwie części. Na zachodzie mieszkali klienci Harrodsa i smakosze owoców morza. Wschodnie dzielnice zamieszkiwała biedota – głównie przybysze z terenów wiejskich. Co zastawali, gdy przybyli już na miejsce? Mówi nam o tym głośny w owym czasie raport parlamentarny posła Edwina Chadwicka. Przede wszystkim – ciasne izby domów, których było zdecydowanie za mało, by pomieścić potężną falę imigracji. Śmieci gnijące na ulicach. Wodę niezdatną do picia. Choroby i zatrucia. „Rocznie z powodu brudu i złej jakości powietrza ginie więcej ludzi niż podczas jakiejkolwiek wojny, którą w naszych czasach prowadziła Wielka Brytania” – ostrzegał Chadwick i dodawał, że miejsce każdej przedwcześnie zmarłej osoby szybko zajmuje następna – bo rozrodczość w slumsach była nie do opanowania. Najgorzej było w Londynie, ale większość innych miast doby rewolucji przemysłowej nie odstawała w tym wypadku od stolicy. Lekarz odwiedzający biedną dzielnicę Manchesteru z przerażeniem odkrył, że z jednej toalety korzystało 380 osób.


Mathew Crabtree rozpoczął pracę w fabryce w wieku ośmiu lat. Gdy roboty było mniej, pracował 11 godzin. Kiedy trzeba było się przyłożyć, stał przy swojej maszynie od piątej rano do dziewiątej wieczorem. Mieszkał dwie mile od miejsca pracy, ale zwykle zdążył na czas. W przypadku spóźnienia był bowiem bity. Zresztą kary cielesne wymierzano nawet za najmniejsze przewinienia. Mathew opowiadał, że krzyki i płacz nie ustawały w warsztacie ani na moment. W końcu rozlegał się gwizdek. Chłopak wracał do domu, do rodziców. Jadł kolację (o ile była) i szedł spać. Mathew Crabtree był jednym z wielu. Głodowe pensje robotników sprawiały, że rodziny z klasy robotniczej nie mogłyby się utrzymać bez dodatkowych pieniędzy przynoszonych do domu przez latorośle. Prawdę mówiąc, chłopak mógł trafić gorzej. Gdyby, jak tysiącom dzieci w całej Wielkiej Brytanii, przyszło mu czyścić kominy, mógł złamać sobie kark albo udusić się czadem.


Głód i niewygody stłoczonych w nieludzkich warunkach mas nieznających się nawzajem ludzi sprawiały, że w miastach dramatycznie rosła przestępczość. Polskie słowo chuligan pochodzi najprawdopodobniej od imienia Houlihan, należącego do irlandzkiego opryszka grasującego w owym czasie po londyńskiej dzielnicy Southwark. Zaniepokojenie szerzącymi się w całym kraju zabójstwami, gwałtami i kradzieżami wyrażała nawet królowa Wiktoria. Trzeba było coś z tym zrobić. Jeszcze w 1829 roku rząd wprowadził na ulice Londynu policjantów – znanych dziś jako bobbies. Na początku nazywano ich peelers (od nazwiska Roberta Peela – ówczesnego ministra spraw wewnętrznych), ale już wtedy ubrani byli w charakterystyczne mundury i czapki. W latach pięćdziesiątych XIX wieku komisariat był już w każdym większym mieście. Ale nawet bobbies nie mogli powstrzymać mordercy z Whitechapel, szerzej znanego jako Kuba Rozpruwacz. W 1888 roku na wschodzie Londynu zaczęto odkrywać ofiary brutalnych mordów na prostytutkach. Zabójca czuł się bardzo pewnie. Był nawet na tyle bezczelny, że wysłał list do przywódcy komitetu obywatelskiego, który codziennie patrolował ulice dzielnicy Whitechapel. Do przesyłki dodał niewielkie pudełeczko z makabryczną zawartością – połową ludzkiej nerki. Jak twierdził, drugą zjadł. Miejsce nadania: „Piekło” – widniało na kopercie. Zbrodniarza nigdy nie złapano. Na nic codzienne patrole i niekończące się domysły mieszkańców. Czy to masoneria? Może ktoś z policji? To z pewnością Żydzi! A może ktoś, kto w tak makabryczny sposób chce wykazać bezradność funkcjonariuszy? Na nic zdały się nowatorskie metody prowadzenia śledztwa. Scotland Yard po raz pierwszy sprowadził na jego potrzeby specjalnie szkolone psy. Wkrótce z nich zrezygnował, ponieważ karma okazała się zbyt droga, a nosy ogarów nic nie wywąchały. Tajemnicę swojej tożsamości Kuba Rozpruwacz wziął ze sobą do grobu. Historyk Paul Begg napisał potem, że dla przedstawicieli wyższych klas był on ucieleśnieniem wszystkich obaw, jakie wiązali z gwałtowną, zdemoralizowaną i brudną masą ludzi czających się w ciemnych zakamarkach East Endu.

„Jedyną rzeczą, jaką kobieta może zrobić dla zapewnienia sobie przyzwoitego bytu – to być dobrą dla takiego mężczyzny, którego stać na to, żeby był dla niej dobry” ‒ napisał George Bernard Shaw w Profesji pani Warren. Dziewczyna z rozpuszczonymi włosami – zapewne prostytutka – gwałtownie podnosi się z kolan swojego bogatego kochanka. Do pokoju wpada promień światła. Na fortepianie leżą wciąż otwarte nuty piosenki, którą para jeszcze przed chwilą śpiewała – Often in the Still Night opowiada o utraconej niewinności. Zegar pokazuje już niemal południe; czasu na zejście ze złej drogi zostało więc niewiele. Pod stołem złowroga przepowiednia: tłusty kot poluje na swoją ofiarę – niewielką myszkę. Awakening Conscience (Budzące się sumienie) – obraz namalowany w 1853 roku przez Williama Holmana Hunta – mógłby stać się symbolem wiktoriańskiej hipokryzji w sprawach seksu. Bo życie w XIX-wiecznej Anglii to życie podwójne. Na pierwszym planie była rodzina, czystość i cnota; na drugim – częste wizyty w burdelu. Prostytucja na ulicach wiktoriańskiego Londynu była powszechna. Gdy po Wiośnie Ludów na Wyspy przybywali imigranci z kontynentu, zwracali uwagę na przepych miasta, ale też na liczbę kobiet pracujących na ulicy. Dostojewski wspominał z przerażeniem tłumy dwunastolatek sprzedających swe wdzięki na Haymarket. W samej stolicy na życie zarabiało w ten sposób niemal 100 tys. kobiet. To nie przypadek, że pod koniec Dickensowskiego Olivera Twista tytułowy bohater schodzi na drugi plan, a nasza uwaga skupia się na Nancy – upadłej dziewczynie o złotym sercu. Przeciwko sytuacji kobiet protestował też dramaturg G.B. Shaw, pisząc swoją Profesję pani Warren. Wiktoriańscy gentelmani nie byli przygotowani na coś tak wulgarnego – cenzura teatralna przezornie zakazała więc publicznego wystawiania sztuki.


Prawo nie stało po stronie kobiet. O tym, by głosowały, nie mogło być mowy. Parlament przyjął ustawę, która pozwalała na natychmiastowe uzyskanie rozwodu w przypadku, gdy małżonce udowodniono niewierność. Kiedy zaś winny był mąż, to już nie wystarczało. Wprawdzie pod koniec lat pięćdziesiątych XIX wieku rozwody stały się legalne, ale niewiele kobiet się na nie decydowało. Powód? Po rozstaniu całość majątku – włącznie z posagiem – zagarniał małżonek. Panowie nie musieli się też przejmować dziećmi z nieprawego łoża. Ustawa z 1834 roku zwalniała ich z obowiązku płacenia alimentów. Tradycyjne małżeństwo wiktoriańskie opierało się na uświęconej tradycją dominacji mężczyzny – męża i ojca. Ideałem dla kobiety była rola domowego anioła. W końcu, jak przekonywał socjolog Herbert Spencer, kobieta jest po prostu nierozwiniętym do końca mężczyzną. Instynkt seksualny? To głównie domena mężczyzn – twierdził doktor Harry Campbell w swoim monumentalnym dziele Fizjologiczne i patologiczne różnice sytemu nerwowego mężczyzn i kobiet. Wybitny krytyk sztuki John Ruskin dodawał zaś, że umysł niewiasty ma ograniczoną pojemność. Edukację trzeba mu więc dawkować oszczędnie. Przecież jeśli zapełni go greka czy łacina, nie starczy już miejsca na umiejętności naprawdę kobietom niezbędne: szycie, sprzątanie i gotowanie. Jeśli już kobieta – wbrew podobnym głosom – ukończyła szkoły, dalsza droga nie była łatwa. Charlotte Bronte wspomina w jednym ze swoich listów, że wybór był bardzo zawężony i sprowadzał się do kilku opcji: guwernantka, nauczycielka, pokojówka. Zawsze pozostawała też fabryka.


Samotne matki, żyjące na skraju ubóstwa i poddane codziennemu ostracyzmowi, bardzo często decydowały się na samobójstwo. Szerokim echem odbiła się historia Mary Furley opisana przez dziennik „The Times”. W 1844 roku czterdziestoletnia kobieta rzuciła się z jednego z mostów nad Regent’s Canal. W ramionach trzymała półtoraroczne dziecko. Furley mieszkała w przytułku, gdzie regularnie ją maltretowano. Pewnego dnia zabrała dziecko i uciekła. Chciała zarabiać na życie, szyjąc ubrania. Gdy zrozumiała, że nie będzie w stanie się w ten sposób utrzymać, zdecydowała, że woli odebrać sobie życie, niż wrócić do przytułku. Kobietę odratowano, ale dziecko zginęło. Mimo głośnych protestów mediów Furley skończyła na szubienicy. Była jedną z wielu. „Times” publikował nawet specjalną rubrykę Found Drowned dokumentującą przypadki kobiet – głównie prostytutek – rzucających się z mostów. 



Podczas gdy Anglicy robili zakupy i oglądali cuda techniki, na Półwyspie Appenińskim spiskowali karbonariusze. Gdy po drugiej stronie kanału La Manche eksplodował impresjonizm, na Wyspach tworzyli prerafaelici zapatrzeni w jasne kolory renesansu. Wrzały ulice Berlina, Wiednia i Paryża. Na ulice Londynu rewolucja nie dotarła. Wiktoriańską Anglię spowijała otulina oddzielająca ją od burzliwych wydarzeń reszty Europy. Rytuału picia herbaty o piątej nie mąciły niepokoje społeczne znane z innych zakątków Starego Kontynentu. Ten spokój Brytyjczycy zawdzięczali swej gotowości do reformowania kraju. Sytuacja kobiet z wolna się poprawiała. W latach pięćdziesiątych wywalczyły one prawo do zabezpieczenia finansowego w przypadku rozpadu małżeństwa. Po interwencji posła i filozofa Johna Stuarta Milla dostały też prawo głosu w wyborach lokalnych. Dzieci od pracy w kopalniach i kominach wybawiła szkoła. Parlament z wolna ograniczał czas pracy, po raz pierwszy w historii fundując wielu Brytyjczykom wakacje z prawdziwego zdarzenia. Wiek XIX bowiem to wiek filantropów i idealistycznych reformatorów, takich jak wspomniany już Edwin Chadwick czy lord Shaftesbury. Era wiktoriańska była złota również dlatego, że tak wielu żyjących ówcześnie ludzi zdawało sobie sprawę z jej ciemnych stron. To prawda, reformy były często powolne i niewystarczające. Kobiety na pełnię praw wyborczych musiały czekać jeszcze długo – do końca I wojny światowej. Ale zmiany wystarczały, by upuścić parę społecznego niezadowolenia. Anglia, którą królowa Wiktoria widziała, po raz pierwszy wychodząc w koronie na balkon Buckhingam Palace, bardzo różniła się od tej z przełomu wieków. 


Wiktoria umarła 22 stycznia 1901 roku. Dla Brytyjczyków był to koniec świata, bo niewielu pamiętało go bez królowej. Życie bez niej wydawało się niemożliwe. A jednak żyć trzeba było. Nad Europą zbierały się już ciemne chmury, a XIX-wieczny optymizm i wiara w postęp miały być wystawione na ciężką próbę. Gdy wiktoriańska lokomotywa zmierzała ku końcowej stacji, Niemcy i Włochy były już zjednoczone, a Ameryka – niegdyś angielska kolonia – powoli doganiała Imperium. Indyjska „perła w koronie” śniła sny o niepodległości. Rosyjscy rewolucjoniści czytali napisany w bibliotece British Museum Kapitał. A Wiktoria umierała w ramionach swego prawnuka Wilhelma II – jednego z tych, którzy utopią XX wiek w morzu krwi.

Adam Dąbrowski

Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29886
Tak

24790
83%
Nie

5096
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |nagrobek granitowy wodzisław | pierścienie nierdzewne | masaż gdańsk | pellet Pszów | profile specjalne
zespół muzyczny rybnik | śruby nierdzewne | prawo pracy sandomierz | badania sanitarne Jastrzębie Zdrój | wizerunek w biznesie śląsk