KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 22 lipiec 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Jak w kufrze babuni
2011.03.15 / Robert Małolepszy
TAGI: reportaż
Share |
O srebra i dobrą porcelanę coraz trudniej. Mniej jest także markowych, nieznoszonych ciuchów. Klientela tymczasem grymasi i targuje się o każdego pensa. Zaglądamy dziś do Charity Shop polskiej organizacji Medical Aid For Poland Fund w South Ealing.

Ewa Kołodziejska pracuje w sklepie od początku


Młody mężczyzna ogląda koszulę T.M. Lewin. Nowa, z metką. W firmowym sklepie kosztuje co najmniej 45 funtów. Obsługa Charity Shop wyceniła ją na cztery. – No, nie wiem. Kolor taki nie bardzo. A za dwa funty nie pójdzie? – dopytuje się rodak. Coraz więcej kupujących próbuje zbijać cenę. Nawet jeśli rzecz kosztuje tylko... 20 pensów. Klienci mają też czasem niestandardowe oczekiwania. Sympatyczny, postawny pan szukał damskich butów na niedużym obcasie, w rozmiarze 45. Nie było. Różowych porannych pantofelków z pomponikiem, w podobnym rozmiarze, również. Zainteresował się jednak jedwabną nocną koszulą na ramiączkach. Personel sklepu ma okazję do licznych obserwacji natury socjologiczno-obyczajowej.

Takie rzeczy również
Medical Aid For Poland Fund to polska organizacja charytatywna niosąca pomoc medyczną krajowi, która działa od 1981 roku. Sklep z używaną odzieżą, płytami, książkami, drobnym sprzętem domowym i upominkami otwarto pod egidą MAPF 14 lat temu. Menedżer Ewa Kołodziejska przyznaje, że wiele się przez ten czas zmieniło. – Pod wieloma względami teraz jest trudniej. W minionym roku mieliśmy najniższe obroty od kiedy działamy, zaledwie 61 tys. funtów. Z drugiej strony, wciąż jest wiele zapału i jakoś dajemy radę – mówi. Z nieukrywaną tęsknotą wspomina czasy, gdy darczyńcy przynosili srebrne sztućce, starą angielską porcelanę, prawie nowe kreacje znanych dyktatorów mody. Wtedy był obrót nawet do 700 funtów dziennie.

Dziś znacznie trudniej o ładne „skorupy”, czyli zastawę stołową, flakony, ozdobne figurki. Odzież coraz mniej markowa, za to bardziej zużyta. Część w ogóle nie nadaje się do wystawienia na sprzedaż. Niektórym myli się Charity Shop z kubłem na śmieci. Dobrze, że jest firma odbierająca szmaty. Jeszcze płacą – cztery funty za worek.

Bywają jednak także wartościowe darowizny i rzeczy w bardzo dobrym stanie albo całkiem nowe. Są i bardzo oryginalne donacje. Należą do nich między innymi gadżety i akcesoria erotyczne. – Otwieramy pudełko, a tu wyskakuje... – pani Ewa nie kończy zdania, ale łatwo się domyślić, co wyskoczyło z pudełka. W każdym razie, ten asortyment nie jest w sklepie wystawiany.

Do polskiego Charity Shop trafia nieraz towar z likwidowanych w okolicy sklepów, ciekawe przedmioty przynoszą krewni po zmarłych. Nie brakuje „stałych dostawców”, którzy ofiarowują tu plon dorocznych wiosennych albo świątecznych porządków w szafach. Jest także stała klientela.

Zawodowcy i pasjonaci
Charity Shop przypomina stary kufer babuni. Nawet zapach trochę podobny. Szuka się czasem nie wiadomo czego, ale zawsze coś się znajdzie. Do niczego niepotrzebny, ale cudowny drobiazg lub wymarzony, a nieosiągalny ciuszek, bibelot, gadżet, ozdoba. Do takich sklepów systematycznie zaglądają profesjonalni poszukiwacze skarbów, czyli antiques dealers. Ci nawet nie spojrzą na szmatki, od razu ich wzrok wędruje w stronę gabloty. Gdy trzeba, wzmacniają wzrok szkłem powiększającym. Oni nie targują się prawie nigdy. – Mieliśmy kiedyś małe porcelanowe figurki wycenione po kilka funtów za sztukę. Klient, gdy tylko spojrzał, od razu wziął wszystkie i bez mrugnięcia okiem zapłacił. Dopiero później dowiedziałyśmy się, że było to poszukiwane przez kolekcjonerów figurki znanej firmy Wedgwood – opowiada pani Ela, jedna z dwudziestu pięciu wolontariuszek pracujących na rzecz sklepu. Teraz bardziej intrygujące przedmioty sprawdza się w katalogu antyków albo w internecie.

Częstymi gośćmi są także zbieracze monet, starych aparatów fotograficznych i płyt gramofonowych. Ostatnio wróciła moda na winylowe czarne krążki. Wybór jest imponujący, płyt kompaktowych także. Książki po 50 pensów od sztuki, ale popyt nieduży. Sporo osób chce się natomiast pozbyć księgozbiorów. Właśnie studentka przyniosła słowniki poprawnej polszczyzny, kilka pozycji literatury emigracyjnej oraz mały tomik poezji księdza Jana Twardowskiego. – Szkoda nie wziąć, bo ktoś wyrzuci na śmietnik. Jednak książki nie mają wzięcia – tłumaczy pani Ewa.

Tanio, taniej, za darmo
Można się tu ubrać całkiem elegancko od stóp do głów za 30 funtów. Spodnie 5 funtów, koszula 4, marynarka 8, krawat 50 pensów, tyle samo pasek do spodni, a buty 10 funtów. Pomimo symbolicznych cen i tak niektórzy wolą ukraść. Stale znika coś z wystawionego przed sklep koszyka z drobiazgami za 20 pensów. Złodzieje, w tym niestety sporo rodaków, próbują wynosić towar na różne sposoby, np. „na podmiankę”. W przymierzalni ubierają rzecz z wieszaka, a zostawiają co mieli na sobie. Personelowi znane są również dwie panie, które już kilkakrotnie podjeżdżały przed sklep gdy był zamknięty i zabierały rzeczy pozostawione pod drzwiami przez darczyńców.

Uczciwi natomiast nauczyli się targować albo proszą, żeby dać im za darmo. -– Ciekawe, że najczęściej chodzi o rzeczy najtańsze, za 20 albo 50 pensów. Zresztą średnia cena u nas to cztery funty, jak mówimy „mocna czwórka”, bo dużo towaru tyle właśnie kosztuje – dodaje kierowniczka. Ale na przykład ostatnio torebka Louis Vuitton sprzedała się od ręki za 40 funtów. Pewnie klientka wiedziała, że nowa kosztuje co najmniej dziesięć razy więcej.

Jak świeże bułeczki rozchodzą się naturalne futra. To raczej nie ucieszy radykalnych ekologów, ale pomimo intensywnych kampanii wiele pań wciąż lubi otulić się lisem albo innym futrzakiem. Za ten luksus chętnie zapłacą 80 do 100 funtów. Właśnie futra, o ile są, osiągają w sklepie rekordowe ceny. Ewa Kołodziejska twierdzi jednak, że i tak w South Ealing jest co najmniej o połowę taniej niż w sklepach Charity w Chiswick, nie mówiąc już o centrum Londynu.

Wolontariusze mile widziani
Sklep działa dzięki społecznej pracy 25 wolontariuszek. Każda ma jeden dyżur w tygodniu. Najstarsza ukończyła 83 lata, ale zdrowie i siły dopisują. – Traktujemy to miejsce prawie jak drugi dom. Gdy któraś nie może przyjść, nie brakuje chętnych na zastępstwo – mówią zgodnie panie.

Placówka promuje się m.in. organizując co pewien czas pokazy mody – w Ognisku Polskim albo w POSK-u. Dobrym duchem tych pokazów jest Urszula Jarosz. Poprzez stronę internetową (www.mapf.org.uk) oraz przy różnych okazjach Fundacja zachęca do współpracy wszystkich zainteresowanych wolontariatem, a także zaprasza do przynoszenia rzeczy, które innym mogą jeszcze posłużyć. Dochód ze sklepu zasila statutową działalność Fundacji, czyli finansowanie zakupu wyposażenia medycznego dla polskich szpitali. Wcześniej MAPF organizował transporty sprzętu oraz medykamentów z Anglii. Od 1981 do 1999 roku było tych transportów 335. W każdym około 30 ton ładunku. Prezesem Fundacji jest znana polska lekarka dr Bożena Laskiewicz.

Robert Małolepszy

Galeria:
Komentarze:
kok (23.03.2011) :(

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 28661
Tak

23905
83%
Nie

4756
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |usługi kamieniarskie wodzisław | nity nierdzewne | rehabilitacja wodzisław | ekogroszek Żory | prasa pozioma
sprawy komornicze wodzisław śląski | kotwy nierdzewne | szkolenia energetyczne sandomierz | szczepienia dla pracowników Wodzisław Śląski | rozwody wodzisław śląski