KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 15 listopad 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Donos na rednacza
2011.03.03 / Krystyna Cywińska
TAGI: felieton Krystyna Cywińska
Share |
Stary człowiek, a może. Donoszę, że tak pomyślałam po przeczytaniu w „Dzienniku Polskim” refleksji Szymona Zaremby. Refleksji dotyczących kolaboracji i kolaborantów. Tematyki nieustającej w kraju i za granicą. Szymon Zaremba jest jednym z ostatnich londyńskich działaczy niepodległościowych. Czyli prawie historyczny mamut. Z definicji powinien być skostniały i zesztywniały w swoich poglądach. A nie jest. Choć jest już w wieku matuzalowym.
Stara się, jak może, ten stary człowiek dotrzymać kroku przemijaniu. Bo wszystko przemija, a czas przynosi inne, zrewidowane poglądy. Źle to czy dobrze? Grzech to czy cnota? Szymon Zaremba, prezes wydawnictwa londyńskiego „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza”, dziwi się pomawianiu i oskarżaniu różnych osób o kolaborację z ubecją. Głównie na tzw. emigracji. Dziwi się, jak rozumiem, nagonce na różne osoby, którym może można by coś udowodnić, choć nie wiadomo dokładnie co. A jeśli wiadomo, to niewiele. W tych refleksjach na łamach swego „Dziennika” prezes Zaremba dokonuje swego rodzaju analizy kolaboranctwa. Świadomie czy nieświadomie, z takich czy innych powodów. A powody zawsze są różne.

No i pan Szymon Zaremba wzbudził ostrą reakcję redaktora naczelnego „Nowego Czasu” Grzegorza Małkiewicza. – O co tym Polakom chodzi? – pyta Zaremba. Czy chodzi im o to, czy ubecja była polską organizacją? Nim ktoś napisze, że żydowską, niech sprawdzi w osobowych danych ubecji. Okaże się, że po 1968 roku znaczną większość ubeków stanowili rdzenni Polacy katolicy. Można by wtedy twierdzić, ryzykownie, że ubecja była polską organizacją. Skoro jednak – jak wiadomo – ubecja była ramieniem KGB, definicja się komplikuje. Skomplikowany jest, na dodatek, stosunek do PRL. Czy był ten PRL, czy nie był prawdziwą Polską? Dla wielu, którzy PRL przeżyli, był. A byli członkowie jej czołowej partii – PZPR, i to na wysokich szczeblach – są nadal wybitnymi politykami w naszym wolnym kraju. Niektórzy z nich, może nawet wielu, mieli też zapewne takie czy inne powiązania z ubecją. Czyli mamy popularnych polityków, których można by było uznać za kolaborantów. Choćby w cudzysłowie.

Tak zrozumiałam wywód Szymona Zaremby. Nie jako odstępstwo czy sprzeniewierzenie się ideałom niepodległościowym. A tak właśnie wypowiedź prezesa Zaremby zrozumiał Grzegorz Małkiewicz. Ja jego wypowiedź uznałam raczej za racjonalną ocenę rzeczywistości. Nie zawsze należy okładać kamieniami tych, którzy coś przeskrobali, podpisali czy nagadali pod presją. Lech Wałęsa też coś podpisał i coś tam nagadał. No i co z tego? Jego wielkości w niczym to nie ujmuje. Ujawniać kolaborantów, pociągnąć ich do odpowiedzialności to jedno, ale czepiać się o kolaborację podejrzanych, to drugie.

Parafrazując Mrożka – donoszę, że ochotniczo zakończyłam tępienie kolaborantów w mojej wiosce Clapham w Londynie. Jednemu z nich przyłożyłam torebką, a innemu wałkiem do ciasta. Ale nie zamierzam wsiadać na wysokiego konia i z lancą w dłoni bić się o definicję niezłomności. Bo czas na pstrym koniu jedzie. Co piszę, darząc wielkim szacunkiem opinie niezłomnego Grzegorza Małkiewicza. Choć niekoniecznie je podzielam.

Grzesiu kochany, zirytowało cię nawiązanie przez Szymona Zarembę do czasu konspiracji w okresie niemieckiej okupacji. Jak prezes Zaremba napisał, nie piętnowano tych, którzy się załamywali w śledztwie czy w przesłuchaniach. Ostrożność i wyrozumiałość była wpisana w system konspiracyjny. Kolaborantami byli ci, którzy świadomie, dla zysków współpracowali z gestapo. Nie ci, których gestapo łamało. Niestety, wiele polskich wsi, miast i miasteczek miało kolaborantów. Wśród nich i takich, którzy dla zysku wydawali i mordowali siekierami Żydów. Kolaborantami bywali też i Żydzi. Tropili swoich rodaków, pobierali od nich haracz, wydawali ich w niemieckie ręce. Znany i opisany jest przypadek tzw. Grupy Blauweiss. Organizacji składającej się z osób pochodzenia żydowskiego zajmujących się tym procederem. Mój mąż wykonał na przywódcy tej grupy i kilkorgu jego współtowarzyszach wyrok śmierci. Strzelał do nich w Warszawie w biały dzień. Wyrok był w Podziemiu prawomocny. Myślę o tym, oglądając świetny telewizyjny serial „Czas honoru”. Serial o tamtych strasznych czasach i ludziach strachem wyniszczanych.

Czas strachu, wyniszczania i deprawowania nie skończył się wraz z końcem wojny. W więzieniach ubecji ludzie się załamywali, sypali, podpisywali różne rzeczy. Kolaborowali także, żeby lepiej żyć, dostawać talony i kupony, a także wyjeżdżać za granicę. Byli tacy, którzy wierzyli w system, i tacy, którzy za opór przeciw systemowi ponosili śmierć.

Po co o tym piszę? O tych znanych sprawach, przynudzając przeszłością młode pokolenia? Piszę po to, żeby dokonać we własnym odczuciu, bo nic tu po sumieniu, pewnej analizy złożoności naszego życia w kraju i za granicą. Być wiernym swoim zasadom to piękne. I łatwe, kiedy nic to nie kosztuje. A na emigracji wierność zasadom niepodległości i nieprzejednania nic nie kosztowała. Poza składkami na organizacje tę wierność podtrzymującymi. Donoszę, za Mrożkiem, że ogólnie żyło nam się tu dobrze. I będzie się żyło jeszcze lepiej, jak się nie będzie nikogo pociągało za każdą wypowiedź. No chyba że w celach polemiczno-dydaktycznych. Co też starałam się zrobić w tym felietonie, dziękując za temat panom Szymonowi Zarembie i Grzegorzowi Małkiewiczowi. A już myślałam, że będzie tematyczna klapa i klops.

Z pozdrowieniami, Wasza staruszka, która jeszcze co nieco może.

Krystyna Cywińska


Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29673
Tak

24649
83%
Nie

5024
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |Rejestracja suplementów diety | karabińczyki nierdzewne | rehabilitacja wodzisław | Alimenty Rybnik | czaszkowo-krzyżowa Cieszyn
sprawy karne wodzisław śląski | pręty gwintowane nierdzewne | lekarz rodzinny Wodzisław Śląski | medycyna pracy Wodzisław Śląski | okulista gdańsk