KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 19 kwiecień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




W stulecie urodzin Józefa Bujnowskiego
2010.09.08 / Anna Maria Grabania
TAGI:
Share |
W rozmowie z Wojciechem Ligęzą Józef Bujnowski żalił się, że na emigracji czuje się osamotniony. Śledząc życiorys poety i profesora, z niedowierzaniem przeczytałam, że po przyjeździe do Wielkiej Brytanii przez kilka lat pracował w angielskiej drukarni, nosząc ciężkie paczki z papierem. Co prawda, później był zecerem, ale cóż to za awans dla człowieka tego formatu? Bujnowski był twardy, nie rozczulał się nad sobą, nie narzekał, ale kiedyś w rozmowie ze mną opowiedział mi o tym trudnym dla niego okresie, kiedy nie miał czasu na pisanie. Dla niego, intelektualisty, poety to była najzwyklejsza strata czasu. Bujnowskiego nie interesowała walka o stołki, która po wojnie rozgrywała się wśród polskich wychodźców. Był niezależny, ponad to i jakoś przetrwał.

Myślałam, że może trzy żony to na emigrację za dużo. Sprawa jest jednak poważniejsza. Bujnowski należał do ZWZ Wilno, był więziony i torturowany, jakby tego było mało, po wyjściu z więzienia znalazł się w kołchozie Sołomatowo w głębokiej Rosji, z którego mimo porozumienia Sikorski–Majski nie chciano go wypuścić. Pisał rozpaczliwe listy do Delegatury Polskiej, najpierw do Moskwy, później do Kojbyszewa: „Domagam się kategorycznie na podstawie umowy polsko-sowieckiej o odesłanie mię do Polskiej Armii albo do dyspozycji polskiego poselstwa”. Odpowiedzi nie było. Bujnowski zdecydował się na ucieczkę z kołchozu 8 sierpnia 1942, dotarł do Delegatury Polskiej w Kirowie. Po poru tygodniach podróży znalazł się w sztabie w Jangi-Julu u pułkownika Nowiny-Sawickiego. Był koniec sierpnia, okazało się, że jest spóźniony; ewakuacja PSZ w ZSRR do Iranu została zakończona. Na własne ryzyko w przebraniu junackim dotarł do Aszchabadu. Zameldował się u pułkownika Edwarda Perkowicza, zastępcy bazy w Aszchabadzie, placówki zajmującej się likwidowaniem Armii Polskiej w ZSRR. Nie ufali mu. Jego prośba o przyjęcie do armii została odrzucona. Pozostawało mu nielegalne przedostanie się przez granicę z Iranem.

„Żeby zrozumieć burzę przeżyć, którą wówczas przeszedłem, trzeba ją przeżyć. Więc front 1939 r., niewola, podziemna walka w Wilnie, więzienie, katowanie, wszystkie przeżycia w kołchozie, moje przedzieranie się do armii wzdłuż całej Rosji, to wszystko bez znaczenia, bez sensu?”

Puenta tej dramatycznej historii jest dość banalna i zaskakująca. Bujnowski spotkał panią Szałkiewiczową, która pamiętała go jeszcze z Wilna, i to ona potwierdziła jego tożsamość, a także prosiła o protekcję u pułkownika Nowiny-Sawickiego i rotmistrza Oskierki.

Był bohaterem i patriotą, brał udział we wszystkich walkach 2 Korpusu, łącznie z tą pod Monte Cassino, a za udział w ZWZW został odznaczony Krzyżem Walecznych. Poza tym był intelektualistą, humanistą, poetą, bezkompromisowy i sprawiedliwy. Szkoda, że nie znalazła się dla niego lepsza praca po wojnie, chociaż na początek. Jest jeszcze jedna sprawa dotąd niewyjaśniona. Bujnowski za walkę pod Monte Cassino nie został uhonorowany żadnym odznaczeniem. Dlaczego? Jak wspomina żona poety Heide Bujnowska, dopiero w 1986 roku, kiedy Prezydent RP na Uchodźstwie, Edward Raczyński, dekorował go Krzyżem Oficerskim Polonia Restituta, miał powiedzieć: „Niech ten krzyż zrekompensuje krzywdę, jaką Panu wyrządzono po bitwie pod Monte Cassino”. Czy jakieś fakty, których nie znamy, mogły wpłynąć na blokowanie Bujnowskiego w cywilu?

Przyczyny osamotnienia Bujnowskiego można tłumaczyć też tym, że życie kulturalne i literackie w latach powojennych ogniskowało się wokół „Wiadomości”, które programowo były zdominowane przez Skamandrytów. Do dorobku Skamandra nawiązywali Wierzyński, Lechoń, Baliński. Literatura refleksyjna, konfrontująca przeszłość z teraźniejszością, miała być rodzajem psychoterapii dla polskiego wychodźstwa. Józef Bujnowski wymyka się tej koncepcji. Jak pisze w jednym z artykułów Marta Karpińska, Bujnowski dał się poznać jako twórca osobny, zwolennik wyrwania się z „emigracyjności”.

Bujnowski był nie tylko poetą, ale i teoretykiem; interesował się teorią awangardy, poezją konkretną. Profesor Alicja H. Moskalowa przyjaźniła się z Bujnowskim przez lata, pisała u niego pracę doktorską na Polskim Uniwersytecie na Obczyźnie w Londynie, później habilitowała się, została profesorem. Ich współpraca przerodziła się w wieloletnią przyjaźń . Po śmierci jej męża państwo Bujnowscy okazali jej wiele serdeczności i zrozumienia. Pod koniec życia telefonował do niej prawie codziennie, nieraz chciał sprawdzić jakiś cytat, szukał pretekstu, żeby porozmawiać. W tym trudnym okresie Alicja H. Moskalowa odwiedzała profesora, żeby mu poczytać, trochę z nim pobyć. Teraz utrzymuje serdeczne kontakty z jego żoną Heide. Według Alicji H. Moskalowej poczucie osamotnienia Bujnowskiego wynikało stąd, że mimo zajęć uniwersyteckich – jako poeta uprawiający poezję awangardową, a zatem niełatwą, nie taką, do jakiej przywykli emigranci – czuł się na uboczu. Powojenni wychodźcy byli wykształceni na wielkiej poezji romantycznej, oswojeni z poezją Skamandrytów. To ta grupa poetycka po wojnie znalazła się w większości w Londynie. Ich pismo „Wiadomości Literackie”, wznowione w Londynie w 1946 roku jako „Wiadomości”, publikowało głównie Skamandrytów i ich kontynuatorów. Poeci awangardowi byli drukowani rzadziej, nie mieli swojego pisma. Bujnowski, zdaniem prof. Moskalowej, po wojnie znacznie rozbudował swą awangardowość, dodając do niej najnowsze trendy europejskie, co mu nie przysporzyło zwolenników.

FANTASTYCZNY CZŁOWIEK!

Alicja H. Moskalowa zapamiętała Bujnowskiego jako nadzwyczajnego człowieka; ciepłego, a równocześnie twardego, niezależnego, tolerancyjnego, sprawiedliwego… Do wszystkich był nastawiony życzliwie. Lubił młodzież, sam też był młody duchem. Lubił też się śmiać, przyjaźnił się z Tadeuszem Różewiczem. Pozostała korespondencja obu poetów i zdjęcia, na których są zawsze pogodni, wręcz rozbawieni. Jak widać, nie konkurowali jako poeci, każdy z nich szedł swoją drogą. Różewicz przyjeżdżał do Londynu na festiwale poezji (Polacy i Brytyjczycy zapamiętali zapewne także Spotkania z Różewiczem organizowane przez Teatr Małych Form w 1993 roku), zwiedzał galerie, zwykle odwiedzając Bujnowskich w ich domu na Balham. Ta przyjaźń datowana z okresu amsterdamskiego przetrwała próbę czasu.

PEDAGOG

Przez całe życie był nauczycielem. Przed wojną uczył w gimnazjum, podczas wojny na tajnych kompletach, uczył też w wojsku. W 1945 roku został skierowany do pracy nauczycielskiej we Włoszech, w Matino, gdzie prowadził kursy maturalne dla wojskowych. Cieszył się uznaniem i dużym autorytetem. Szkołę, w której nauczał, przeniesiono do Anglii, gdzie do końca 1952 roku pracował na etacie polonisty. Wykładał na kilku uniwersytetach: w Amsterdamie od 1970 roku przez dziewięć lat z krótką przerwą na wykłady w Heidelbergu, gdzie został zaproszony do zorganizowania studiów polonistycznych na wydziale slawistyki, i w School of Slavonic Studies na Uniwersytecie Londyńskim, najdłużej zaś, bo od 1952 roku aż do śmierci, na Polskim Uniwersytecie na Obczyźnie w Londynie. Profesor Alicja H. Moskalowa pamięta jego wykłady. Był popularny, potrafił utrzymać dyscyplinę. W latach osiemdziesiątych na jego wykłady przychodziło nawet 200, 300 osób. Trzeba było przenosić się do Sali Teatralnej czy Malinowej.

Heide Bujnowska, która poznała profesora w latach sześćdziesiątych, zwróciła uwagę na jego podejście do młodzieży; wszystkich traktował poważnie, do każdego miał indywidualne podejście, uczył i wychowywał, starał się wpływać na rozwój umysłowy swoich studentów. To mu sprawiało radość i dawało satysfakcję.

TWÓRCZOŚĆ

Bujnowski jest autorem licznych prac naukowych, wydał czternaście tomików poezji, jedną powieść poetycką: „Koła w mgławicach”, powstałą w 1945 roku, a wydaną dopiero w 1993 roku przez krajowe Wydawnictwo Baran i Suszyński. Dwa tomiki poezji ukazały się przed wojną: „Błękitny tor” (1937) i „Pięścią w twarz, kwiatami pod nogi” (1939). Poeta, prezes Klubu Błękitnych, który podobnie jak Awangarda Krakowska nie uznawał zamkniętych struktur, konwencji, uważał, że każdy utwór poetycki powinien mieć nową i niepowtarzalną formę. Dwa pierwsze tomiki są wyrazem takiego buntu skierowanego przeciwko tradycyjnej poezji. Jednak jego twórczość poetycka rozwinęła się dopiero na emigracji. Znalazł się w nowej rzeczywistości, po trudnych latach nastąpiła stabilizacja. Pracował nad słowem, eksperymentował językiem, układem graficznym wiersza. Alicja H. Moskalowa uważa, że jego ostatni tomik: „Spod gwiazdozbioru Wielkiego Psa” (Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1987) to twórczość człowieka szczęśliwego. Forma przyszła naturalnie. Pojechał z żoną do Grecji. Pogoda, słońce. Na urlopie odstąpił od swoich rygorów, wyszedł z klatki słów, dał sobie spokój z awangardą.

Nie jest to głos odosobniony. Ostatni tomik poety krytyka przyjęła z entuzjazmem. Dariusz Muszer w recenzji zamieszczonej w „Poezji” (nr 10/1988) pisał: „Mało u nas poezji radosnej, żartobliwej, cieszącej się życiem. Dobrze, że podratował nas pan zza siódmej góry i siódmej rzeki”. Florian Śmieja we wspomnieniu pośmiertnym zatytułowanym „Trzeba zrozumieć porządek rzeczy”, zamieszczonym w „Przeglądzie Polskim” 8 marca 2001 roku, pisał: „Znalazł nieobowiązujący, niekoturnowy ton, beztroski humor i bezpośredniość, których brakowało jego eksperymentującym wierszom. Pojawiła się w nich dojrzała nonszalancja, która zaowocowała utworami podobającymi się, kto wie czy nie najlepszymi”.

W 1988 roku Józef Bujnowski za całokształt twórczości literackiej otrzymał nagrodę Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie.

MISTRZ I UCZNIOWIE

„Bujnowski wywarł podobno znaczny wpływ na młodsze pokolenie emigracyjne poetów” – pisał Piotr Kuncewicz. Florian Śmieja to potwierdza. Bujnowski opiekował się młodymi twórcami, wskazywał nowe wzorce, ale niczego nie narzucał, szanował każdą indywidualność twórczą. Jako przedstawiciel awangardy poszukiwał nowej formy i zwracał uwagę na dobór słów, wskazywał na inne rozwiązania. „Bujnowski swoim przykładem, a także ofiarnością i bezinteresownością wobec młodych, wpłynął na nasze wybory”, pisał Śmieja w pożegnalnym artykule „Trzeba zrozumieć porządek rzeczy”.

Na PUNO pomógł założyć Koło Polonistów Studentów Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie, proponując dwie specjalizacje: twórczość oryginalną i badania historcznoliterackie.Po zajęciach życie literackie toczyło się w kawiarni Dakowskiego, nierzadko z udziałem znanych pisarzy i artystów. Młodzi twórcy drukowali swoje teksty w „Kontynentach ” i „Merkuriuszu”, a Bujnowski był ich doradcą.

OSTATNIA MIŁOŚĆ

Bujnowski miał trzy żony. Z pierwszą, Ireną Wilhelminą Terwandówną, farmaceutką, ożenił się w 1934 roku. Ich ślub odbył się w wileńskiej świątyni ewangelicko-augsburskiej, łączyło ich wielkie uczucie, razem pracowali w konspiracji w ZWZ Wilno. Po ślubie wręczył świeżo poślubionej żonie wiersz-manifest, który oddaje temperaturę ich uczuć. Wiersz ten nie był dotąd nigdy cytowany. Oto jego fragmenty. „Ja jestem wicher, bunt i płomień/ Hunn dziki i pogański witeź/ A ty porannej zorzy promień/ Ciche jezioro Switeź/ Cóż mi z pożarów?/ Zórz zapłonień?/ Mam pełne oczy ognia / – chciałbym, byś jeden złoty promień dała mi co dnia”.

Ale była to miłość tragiczna, bo rozdzieliła ich wojna. Po wojnie Bujnowski dwukrotnie chciał żonę sprowadzić do Anglii, ale ona bała się i nie ufała. Dopiero, gdy dostała pierścionek, znany jej talizman, uwierzyła, lecz było już za późno. Bujnowski był już związany z Danutą Lewicką, którą wkrótce poślubił i adoptował jej syna. Było to raczej małżeństwo z rozsądku.

Heide Pirwitz, studentka historii Uniwersytetu w Getyndze, poznała swojego przyszłego męża w Instytucie Sikorskiego w Londynie, gdzie przyjechała w 1967 roku w poszukiwaniu materiałów do pracy magisterskiej. Miała wtedy dwadzieścia kilka lat, on ponad pięćdziesiąt. Mówiono o nim profesor, poeta, bohater spod Monte Cassino. Któregoś dnia zaprosił ją na wykład. – Jaki ciekawy człowiek – myślała – i bardziej liberalny od innych. Nie był arogancki, zadufany w sobie, ludzi przyjmował takimi, jakimi są. Uczucie przyszło niespodziewanie. Znali się już dość długo, gdy się pobrali we wrześniu 1969 roku. Nigdy tego nie żałowała. Nigdy nie było z nim nudno, bo był to człowiek z pasją. Ponadto miał pogodne usposobienie, niezwykłą inteligencję i niespotykaną bystrość umysłu. Kiedyś powiedział: „Ty jesteś, jak ja”. Znaczna różnica wieku, pochodzenie, inne kultury, języki, a jednak byli do siebie podobni. Zawsze podkreślał, że przyniosła mu w życiu szczęście. To jej poświęcił najpiękniejsze strofy. Erotyk 1. „Gdybym był na pustyni, mówiłbym: jesteś studnią/ nie tylko że odbicie oczu/ na dnie/ nie dlatego/ że usta w źródle/ w ocembrowaniu/ czoło gorące/ skronie/ w łożysku / ale nie wiem gdzie ty, a gdzie ja/ w zapatrzeniu/ w czerpaniu/ żono. 2. Kochanka pieśni nad pieśniami/ była jak róża Sarońska/ a piersi jej jagnięta/ pasły się między liliami/ w hymnach/ a ty oblubienico moja/ sama jesteś/ hymnem/ piersi twoje/ są pieśnią/ strzelistą/ biodra twoje/ piękniejsze nad róże Sarońskie/ olejki wonne i myrra/ w twoim łonie/ oblubienico moja/ nie Salomon/ a król/ bo/ kochasz. 3. Darowałaś mi darowałaś mi darowałaś/ dziewczęcą/ kwitnącą/ młodość/ królewno/ królewski/ dar/ a mówiono mi/ że kwiat paproci / to bajka/ nie świętojańska to była noc/ gdy szukałem/ i nie noc/ gdy znalazłem/ i/ nie bajka („Spod gwiazdozbioru Wielkiego Psa”).

W 1969 roku ukazał się artykuł Józefa Bujnowskiego o poezji konkretnej w prestiżowym czasopiśmie wydawanym w Monachium: „Die Welt der Slaven” w tłumaczeniu Heide Bujnowskiej. Artykuł przeczytał dr Jan van Eng, dyrektor literaturoznawstwa na slawistyce w Amsterdamie i zainteresował się jego autorem. Kontaktując się z nim telefonicznie, prosił o pilne spotkanie, do którego wkrótce doszło na lotnisku Heathrow w Londynie. To wtedy Józef Bujnowski otrzymał ofertę pracy na tamtejszym uniwersytecie. Do Amsterdamu pojechali razem na 9 lat, z małymi przerwami. Organizował katedrę literatury polskiej na wydziale slawistyki, stworzył niezbędny warsztat pracy w postaci księgozbioru, ciągle wzbogacanego o nowe publikacje, z którego sam miał okazję korzystać. Zawsze podkreślał, że był to najwspanialszy okres w jego życiu.

OSWAJANIE ŚMIERCI

Józef Bujnowski miał ciekawe, bogate życie, pełne dramatycznych wydarzeń, które – zwłaszcza w okresie wojny – przypomina spacer po linie nad przepaścią. Po wojnie również dzielnie znosił ciężką pracę w pierwszych latach wychodźstwa. Właściwie jego byt poprawił się dopiero po otrzymaniu pracy na uniwersytecie w Amsterdamie.

Kiedy spotkałam Józefa Bujnowskiego na początku lat osiemdziesiątych, zrobił na mnie wrażenie krzepkiego i szczęśliwego. Jak opowiada Heide Bujnowska, miewał często kłopoty ze zdrowiem. Jego pogarszającej się kondycji nie pomagał nałóg nikotynowy – w 1940 roku palił po czterdzieści papierosów dziennie. Lekarz powiedział mu, że jak chce żyć, powinien przestać palić. I rzucił papierosy z dnia na dzień.

W 1994 roku podczas ich pobytu w Polsce bardzo się rozchorował. Stan był poważny. Musieli odwołać lot. Przeleżał kilka miesięcy. Wtedy powstały jego mało znane, przejmujące wiersze, które opublikował tygodnik „Sycyna” (nr 16 z 2 lipca 1995 roku). I w tych wierszach nie zabrakło humoru. „Od dzisiaj zaczynam targ/ o każdy następny dzień/ Wiem, że w tym targu przegram/ może jednak za jakąś cenę/ utarguję kilkanaście dni/ Wezmę na kredyt/ Pytasz czym się wypłacę/ nie mam nic cennego/ kilkanaście słów/ zamkniętych w wiersz/ i nieregularnie bijące serce”.

Józef Bujnowski był na swój sposób człowiekiem wierzącym. Mówił, że ma bezpośredni kontakt z Panem Bogiem i nie potrzebuje pośredników. Ostatnie dwa lata przed śmiercią z każdym dniem gasł. Rozmyślał nad swoim życiem, porządkował swoją twórczość, korespondencję, dokumenty. Przy jego fotelu wisiała kopia Psalmu 91 Jana Kochanowskiego: ”Kto się w opiekę”, z którego czasem lubił recytować fragmenty („nie będzie dla mnie straszna żadna trwoga… i na ogromnym smoku jeździć będziesz”). Kilka dni przed odejściem zwierzył się lekarzowi, że boi się śmierci. Lekarz mu odpowiedział, że każdy się boi.

15 lutego 2001 roku był słoneczny dzień, szła wiosna. Rano, przy wspólnym śniadaniu już nic nie jadł, odmówił przyjęcia lekarstw. Przy pomocy żony przeszedł do pokoju i usiadł w swoim fotelu. W pewnym momencie Heide zobaczyła na jego twarzy światło. Odchodził. Podeszła, objęła męża i mocno przytuliła.

Tekst powstał na podstawie rozmów autorki z Heide Bujnowską i prof. Alicją H. Moskalową oraz dostępnych materiałów. Zdjęcia pochodzą z archiwum Heide Bujnowskiej.

Józef Bujnowski (1910–2001) urodził się w Okolicy-Rudawie na Wileńszczyźnie. Poeta, prozaik, eseista, historyk literatury, pedagog, adiutant komendanta Okręgu Wileńskiego, aresztowany przez NKWD, zesłany do pracy przymusowej w kołchozie Sołomatowo w Związku Sowieckim, uczestnik najważniejszych walk 2 Korpusu (Monte Cassino, Ankona, Senio). Przed wojną studiował polonistykę na Uniwersytecie im. Stefana Batorego w Wilnie. Wieloletni profesor literatury polskiej i dziekan wydziału humanistycznego na Polskim Uniwersytecie w Londynie, niemal przez dziewięć lat związany z Uniwersytetem w Amsterdamie, wykładał w Heidelbergu i School of Slavonic Studies na Uniwersytecie Londyńskim. Wydał trzynaście tomów poezji, powieść poetycką „Koła w mgławicach”. Jest autorem licznych esejów i rozpraw o najnowszych kierunkach we współczesnej poezji światowej.

Tadeusz Różewicz i prof. Józef Bujnowski, Londyn

Józef Bujnowski rozmawia z Peterem Czajkowskim, reżyserem spektaklu „Impressions” powstałym w oparciu o tomik „Spod gwiazdozbioru Wielkiego Psa”. Wiersze przetłumaczyli na język angielski Barbara Plebanek i Tony Howard. Spektakl wystawił Teatr Małych Form.

Anna Maria Grabania

Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 27940
Tak

23398
84%
Nie

4542
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |usługi kamieniarskie wodzisław | nakrętki nierdzewne | opieka Radlin | leczenie niepłodności | profile specjalne
kuchnie na wymiar kraków | cyklinowanie Piastów | szkolenia sandomierz | artykuły żeglarskie | zakupy ze stylistą śląsk