KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 16 grudzień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Nikogo nie będę wyrzucać z domu
2011.02.28 / Aleksandra Solarewicz
TAGI: reportaż
Share |
Michał Pałka, skarbowiec z Rohatyna, był człowiekiem upartym. Od pisarza w kancelarii adwokata doszedł do posady inspektora. Spłacił spadek jedenaściorga rodzeństwa i odzyskał willę po rodzicach. Majątkiem rozporządzał z żelazną konsekwencją.

Janina i Michał Pałkowie z Adamem i Wandą, Rohatyn, lata 30.


Miał 36 lat, gdy postanowił, że się ożeni. I wnet poznał śliczną pannę Janinę Nałęcz-Rychłowską rodem ze Lwowa. Przypadła mu do gustu. Zaplanował, że będą mieć dwójkę dzieci, bo na tyle drobiazgu wystarczy majątku, i że wybuduje dla każdego z nich dom w sąsiedztwie. Temu poświęcił wysiłki następnych 15 lat. W czasie żniw, po powrocie z urzędu natychmiast szedł do stodoły. Gdy w snopku znalazł choć kilka ziarenek, karcił najemników. Kiedy żona wkręcała do żyrandola żarówki czterdziestki, zirytowany zmieniał je na dwudziestki. Pieniądze gromadził w Komunalnej Kasie Oszczędności Miasta Lwowa. Ale stało się inaczej, niż przewidział. Dzieci urodziło się troje, pieniądze przepadły, a na końcu przepadło miasto Rohatyn. Schronieniem dla rodziny Pałków stały się kolejno: poaustriacki schron, rosyjski wagon i niemiecka willa tysiąc kilometrów na zachód od Kresów.

Wyważanie drzwi
Radio przemówiło po długiej i przejmującej ciszy: – Tut hovoryt Lviv. Pałkowie od dwóch tygodni nie opuszczali domu, nasłuchując odgłosów wystrzałów i detonacji. Teraz zrozumieli, co się właściwie stało. Janina Pałkowa wyłączyła aparat.

19 września 1939 do Rohatyna weszła armia z karabinami na sznurku. Sowieci dokonali masakry żołnierzy polskich i ludności cywilnej. A to był dopiero początek. W nocy z 9 na 10 lutego 1940 zaczęła się wywózka w głąb ZSRR. Pierwsza, pamiętna. Okupanci wywieźli wtedy z Kresów ponad 140 tys. ludzi. Wśród nich ciotkę i wuja Michała Pałki. Państwo Dernes mieszkali w sąsiedztwie i byli już starymi, chorymi ludźmi.– Mieli syna oficera. To dlatego – mówi smutno Adam, najstarszy syn Janiny i Michała Pałków, urodzony w 1926 roku. Do każdego wagonu Rosjanie wstawiali żelazny piecyk i wiaderko węgla. Jako WC służyła dziura w podłodze. Enkwaudziści otoczyli rohatyńską stację i nie wpuścili rodzin, które przyniosły skazańcom żywność. A tego roku zima była ciężka, temperatura spadała nawet do -40 C. Po kilku dniach do Pałków przyszła wiadomość: „Wujcio i wujańcia” nie żyją.

Przyjaciel ukryty w ogrodzie
Jako że i pan Michał był przedwojennym urzędnikiem państwowym, rodzina żyła w strachu przed represjami. Zaprzyjaźniony żydowski adwokat nazwiskiem Kreisler uratował ich przed wyrzuceniem z własnego domu. – Pamiętam go sprzed wojny – uśmiecha się Adam Pałka – choć nie mogę sobie przypomnieć imienia. Wiem tylko, że jego teściem był Weisberg, handlarz pszenicą. Pan Kreisler nosił długą brodę i chodził w czarnym płaszczu. Odwiedzał nas w domu. Zamykali się z ojcem w jego gabinecie i tam sobie rozmawiali – dodaje.

Kreisler bez zbędnych dyskusji udał się do sowieckiej administracji miasta. Sprawa została załatwiona.– Niech pan się nie martwi. Zawsze jak idzie burza, śmieci lecą do góry – pocieszał pana Michała. Ale w czerwcu 1941 przyszła burza z zachodu: Niemcy. Za pomoc okazaną Żydowi groziła kara śmierci. Michał Pałka ukrywał adwokata Kreislera w swoim ogrodzie przy ulicy Piotra Skargi 5, jak długo tylko mógł. Potem jego przyjaciel udał się w dalszą drogę i słuch po nim przepadł. Przypuszczalnie znalazł się we Lwowie i tam został zamordowany.

Polacy, jedźcie do Polski!
Adam Pałka cofa się myślą do pierwszych dni po odejściu Armii Czerwonej.
– Myśleliśmy wtedy: Sowieci to dzicz, a Niemcy to mimo wszystko cywilizacja. I wtedy spadła na nas wieść o zamordowaniu grupy polskich naukowców na Wzgórzach Wuleckich we Lwowie, 4 lipca – mówi powoli. Równocześnie uaktywnili się ukraińscy nacjonaliści. Michał Pałka zaczął się ukrywać, a żona z dziećmi wyjechała na jakiś czas do Lwowa.– W Rohatynie już nie było dla nas miejsca – wspomina Adam. Panował głód. Nocami na polskie domy napadała UPA.

Bombardowania w 1944 roku przetrwali w schronie, wybudowanym jeszcze przez wojska austriackie. Gdy Rosjanie wyparli Niemców, zaczęli głosić: „Polacy, wracajcie do Polski!”. Pierwszy transport z Rohatyna (do Oławy), jak wspomina Adam Pałka, wyruszył 9 lipca 1945. Jeszcze dopalał się Wrocław. – Ja się nie będę pchał pierwszy na zachód. Ja muszę wiedzieć, co tam zastanę! – oświadczył Michał Pałka. I czekał. Ale kto nie chciał „wracać”, ten musiał podpisać deklarację, że przyjmuje obywatelstwo sowieckie. Nie miał wyboru.

Mówili: „Wy tu wrócicie”
Po dopełnieniu formalności Michał Pałka musiał zgromadzić dobytek na stacji kolejowej. Przez kolejne dwa miesiące pilnował tych rzeczy, mieszkając w specjalnie zrobionej przez siebie budzie. Resztę sprzętów sprzedał. W domu zostały gołe podłogi. Adam spał na drzwiach zdjętych z zawiasów. Nina z dwojgiem młodszych dzieci na słomie. Aż nadszedł ten dzień. Rankiem 14 października chłopak wyszedł na pobliską górkę, w dole, na rohatyńskiej stacji stał sznur wagonów. Do wieczora musieli się załadować.– To już była jesień, śnieg padał… – Adam Pałka spogląda przez okno i zamyśla się – gdy chłop zabrał furmanką mamę i moje rodzeństwo. Jako zapłatę, upatrzył sobie jedną starą szafę z przedpokoju. Należała jeszcze do dziadka mojego taty. I taki był poczciwy: – Jak wrócicie, to ja wam tę szafę oddam – mówił. Adam Pałka śmieje się.– Oni zawsze powtarzali, że my tu kiedyś wrócimy.

Przeciekający dach
– Teraz się mówi, że nam podstawiali bydlęce wagony? – dziwi się starszy pan, gdy pytam o szczegóły związane z wyjazdem.– Myśmy marzyli o takich. Jechaliśmy w odkrytych węglarkach, a nasze rzeczy nawet na platformach. Pięcioosobowa rodzina zgromadziła się pod prowizorycznym daszkiem, zrobionym ze szczątków prawdziwego dachu. Trochę przeciekał.– W drodze i deszcz nas prał, i śnieg na nas padał… – mówi jak gdyby do siebie Adam Pałka. Musieli chronić przed wilgocią zapasy zbierane tygodniami: skrzynię sucharów, masło topione w słojach, kasze. Posiłki Nina Pałkowa przygotowywała na piecyku, który syn wcześniej własnoręcznie zrobił z fragmentów żelaznej wanny. Jechali z kilkudniowymi postojami. Mijali pociągi pełne cywilów i żołnierzy różnych narodowości. Same transporty. – Dokąd my jedziemy? – pytali. I sami niezmiennie odpowiadali: – Na zachód. Ale gdzie jest stacja końcowa, tego nie wiedział nikt.

Na ziemi piastów
7 listopada zobaczyli transparent Ziemia Piastów wita Was. Byli w Legnicy, której ówczesną nazwę znali już ze słyszenia. Ale podróż skończyła się dopiero, gdy stanęli w pobliskim Chojnowie. – To było nędzne, zrujnowane miasto… – Adam Pałka nie znajduje słów – a w nim tłumy ludzi z Kresów. Oni już zdążyli zająć dla siebie co lepsze mieszkania. Autochtoni mieli obowiązek zdawać swoje domy Polakom i stawiać się w punkcie zbornym w miejscowej szkole.– Wtedy było tak, że gdy Polakowi podobało się jakieś mieszkanie, sprowadzał tam urzędników. Ci w ciągu dwóch godzin wysiedlali Niemców – tłumaczy. Ale jego ojciec odmówił skorzystania z tej możliwości. Zajął opuszczone, wyszabrowane mieszkanie. Dwa pokoje, bez sieni, z wychodkiem w podwórku. Tam Pałkowie przetrwali zimę 1945/1946.

Pan Michał znalazł pracę jako urzędnik, jednak nie w swojej specjalności. Chojnów nie miał wtedy urzędu skarbowego. Kresowianin jeździł więc po całym Dolnym Śląsku i szukał dla siebie dobrego miejsca. W końcu dowiedział się o tym proboszcz z Rohatyna, który wraz ze swoimi parafianami osiadł w Złotoryi, i zachęcił go do przyjazdu. W miasteczku, jak się okazało, znajdował się upragniony przez Michała urząd. Był też pewien domek nad rzeką, przy drodze do stacji kolejowej. Pałkowie mogli zająć go od razu. Ale pan Michał twardo powtórzył: – Nikogo nie będę wyrzucał z domu. I tak długo chodził i dyskretnie obserwował willę, aż Niemiec – a był to ewangelicki pastor – wywiózł swój dobytek do punktu zbiorczego w Legnicy. Wtedy dopiero weszli do mieszkania.

Półka pod sufitem
Dom był częściowo ogołocony ze sprzętów. Ale na stole stała jeszcze pełna cukierniczka, a zakamarki kryły niespodzianki. W jednym z nich Michał Pałka znalazł pamiątkę po dawnym mieszkańcu – stareńką księgę metrykalną. Uznał, że jest bardzo cenna, i postanowił ją sprzedać. Na szczęście rodzina się sprzeciwiła i księga trafiła do Muzeum Archidiecezjalnego we Wrocławiu.

Po latach do Złotoryi zawitał ów ewangelicki pastor, mieszkający teraz na południu Niemiec. Michał Pałka i Johannes Grünewald bardzo przypadli sobie do gustu. Spotkali się kilka razy w domu niedaleko stacji. Gdy siadali do stołu, pastor najpierw odmawiał modlitwę. Michał Pałka bardzo dobrze znał język niemiecki, więc swobodnie ze sobą rozmawiali.

Jeszcze dziś na ostatniej półce pod sufitem w domu Adama Pałki stoi metalowa figurka. Rosła bosonoga kobieta prowadzi za uzdę osiodłanego konia. Zaciekawiona, czytam napis na podstawie, wyryty staromodną czcionką: Heimkehr”. Tak brzmi tytuł osławionego filmu z czasów hitlerowskiej propagandy. Wzdrygam się mimowolnie, ale podążam za wzrokiem wędrowca. Na wprost wyblakła fotografia w ramce. W zalanym słońcem ogrodzie ukryta willa, przed którą stoi mężczyzna. A to jest przecież Rohatyn.

Tekst: Aleksandra Solarewicz
Autorka dziękuje panu dr. Tomaszowi Gałwiaczkowi z wrocławskiego oddziału IPN za życzliwe konsultacje merytoryczne.


Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29900
Tak

24800
83%
Nie

5100
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |podnośniki kubełkowe | wkręty nierdzewne | masaż gdańsk | transport pellet Jastrzębie | wykrawarka rewolwerowa
zespół muzyczny wodzisław śląski | nakrętki nierdzewne | Geo-Agro Rybnik | medycyna tropikalna Jastrzębie Zdrój | wizerunek dla mam śląsk