KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 17 styczeń 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Uwierzyć w siebie
2011.02.28 / Roman Waldca
TAGI: ludzie i miejsca
Share |
Tylko jeszcze ostatnie poprawki. O, już jest. Z drukarki wychodzi kolejna kartka. – Teraz jestem gotowy – przyznaje Adam i dodaje – zawsze radziłem sobie sam, teraz też tak będzie. To nieprawda, że nie można znaleźć pracy. Jeśli tylko chcesz, zawsze znajdziesz. Oczywiście, jeśli naprawdę tego chcesz. Adam wie, co mówi. Ma 58 lat. W Londynie jest drugi raz. Za pierwszym nie wyszło.
ŻYCIE JAK WAKACJE
– Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział mi, że kiedyś będę mieszkał w Londynie, roześmiałbym się. Miałem wszystko, czego potrzebowałem do życia – wspomina.

Przez prawie 20 lat był właścicielem małej, ale dochodowej firmy, która pozwalała na spokojne życie, wakacje kilka razy do roku, utrzymanie domu i dobry, nowy samochód. – Pracy nie było dużo, przeważnie kilka dni w tygodniu, w pozostałe tylko pilnowałem interesu, odwiedzałem kontrahentów, spotykałem się z odbiorcami. Wszystko kręciło się, jak należy – kontynuuje. Ale pewnego dnia zaczęły się problemy. – Wiedziałem, że to musi kiedyś nastąpić. Do Polski wkroczyły wielkie światowe koncerny, które zaczęły sprzedawać ten sam towar po znacznie niższych cenach. Wygrywałem coraz mniej przetargów, nie liczyła się już długotrwała współpraca. No i ceny. By utrzymać się na rynku, musiałbym zrezygnować z mojej marży, a to oznaczało tylko jedno: zamknięcie firmy.

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych Adam zdecydował, że tak dłużej już nie pociągnie. Może z rok, dwa, trzy. Tylko co potem? Kto przyjmie do pracy byłego biznesmena, bez specjalnego zawodowego doświadczenia? A przecież każdego tygodnia tyle rachunków przychodzi: gaz, prąd, telefon, paliwo, ubezpieczenie samochodu. A do tego trzeba jakoś żyć.

– To nie była łatwa decyzja, ale nie miałem z nią problemu. Jestem realistą, wiem, jak przeżyć. Mój instynkt samozachowawczy jest bardzo silny, wiedziałem, że tak szybko się nie dam.

Od jakiegoś czasu oswajał się z myślą, że któregoś dnia będzie musiał wszystko sprzedać, że zacznie życie od nowa. – Byłem po pięćdziesiątce, Polska wstępowała do Unii Europejskiej, wszyscy mówili, że ktoś otworzy dla nas rynek pracy, że wyjadę. Nie bał się pracy za granicą, już kiedyś pracował przez kilka lat w Berlinie. Ale najgorsze było jeszcze przed nim. Zamknięcie firmy nie było trudne, to tylko biurokracja. Gorzej, gdy okazało się, że nie stać go na utrzymanie domu.

– Nie jest łatwo sprzedać dom, który samemu się wybudowało i urządziło, w którym mieszkałem prawie 15 lat. To już zupełnie inna sprawa. Na samo wspomnienie jakby zawiesza mu się głos. Ale zaraz dodaje: – Nie jestem materialistą, nigdy nie byłem. W sumie to tylko dom, zawsze można kupić coś mniejszego, tańszego w utrzymaniu. Niepotrzebna mi była prawdziwa willa. Może dlatego, że jestem samotnikiem, nie mam żony, dzieci, dobrze mi z samym sobą.

Nagle świat jakby się skurczył. Z czterech dużych pokoi, garażu, siłowni i przybudówki z ogromnym ogrodem musiał pomieścić się w małej, chociaż nowocześnie urządzonej kawalerce na przedmieściach. Nie podejrzewał, że przez te wszystkie lata zgromadził tyle rzeczy, z których trzeba było nagle zrezygnować.

– Na szczęście, mam dość sporą rodzinę, wiele z tego im po prostu rozdałem. Nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie. Po jakimś czasie dojrzewasz do tego, że potrzebna jest ci zmiana, że musi się coś wydarzyć – przyznaje Adam, dodając, że wielu w jego sytuacji by nie wytrzymało psychicznie. Ale on się nie załamał. Poczuł jakby na nowo się urodził. – Wiedziałem, że teraz wszystko jest możliwe.

JEDEN Z PIERWSZYCH
– Byłem jednym z pierwszych Polaków, którzy tuż po wejściu Polski do Unii przyjechali do Londynu. Czułem się dziwnie, jak każdy, kto zostawił za sobą całe życie – wspomina.

Początki nie były proste. To była jego pierwsza wizyta w Londynie. Przeczytał trochę turystycznych przewodników, popytał znajomych i to wszystko, co wiedział o brytyjskiej stolicy. Realia – jak każdego – trochę go przeraziły.

– Nigdy łatwo się nie poddawałem, jestem cierpliwy i wiem, że jest to bardzo ważne w dochodzeniu do celu. Jeśli jesteś zdecydowany i masz w sobie dość determinacji, to zawsze, choćby nie wiadomo co, dojdziesz do celu – przyznaje otwarcie.

Pierwsze problemy pojawiły się, gdy zaczął szukać mieszkania. – Miałem pieniądze, mieszkałem w małym, przytulnym hotelu na Earl’s Court, ale nie chciałem wydawać wszystkich oszczędności na noclegi. Przecież nie miałem zielonego pojęcia o tym, kiedy znajdę pracę.

Po tygodniu udało się. Tuż obok hotelu znalazł w sklepowej witrynie ogłoszenie o małym pokoju, dwie ulice dalej. Niski czynsz. Płatne tygodniowo. Czemu nie? – pomyślał i zadzwonił tego samego dnia. Mieszkanie okazało się zupełnym zaskoczeniem. On miał większą łazienkę w domu, a tutaj cały pokój to dwa metry na półtora, w sumie miejsce na łóżko, małą kuchenkę, umywalkę i parę półek wciśniętych w ściany. – Z ledwością upakowałem swoje rzeczy, które przywiozłem w dużej podróżnej torbie. To był szok, ale cieszyłem się. Już miałem swój kąt, nieważne, że mały, że łazienka na korytarzu. Ważne, że blisko stacji metra.

GRUNT TO PRACA
– Wiedziałem, że najlepiej zacząć od agencji pracy, a w oklicach Earl’s Court i Fulham jest ich sporo, chodziłem więc od drzwi do drzwi. Pierwszy telefon zadzwonił po trzech dniach. To nie była wymarzona praca, ale się nie przejął. – Wiesz, jak jesteś bez pracy, to zawsze bierzesz to, co nadarzy się pierwsze. Nie wszyscy o tym wiedzą, że będąc za granicą nie należy wybrzydzać i czekać na cud, bo ten może się nigdy nie zdarzyć – tłumaczy. – Dla mnie najważniejsze było tylko jedno, by przestać wydawać pieniądze, a wreszcie mieć jakiś dochód. Nawet najmniejszy. Bo pieniądze w Londynie uciekają bardzo szybko.

Pierwsza praca cieszyła Adama tylko do pewnego momentu. Owszem, codziennie miał coś do roboty, ale po czasie przestało mu odpowiadać to, że codziennie rano musi biegać do agencji, by dowiedzieć się, gdzie wyślą go tego dnia. Codziennie był potrzebny gdzie indziej, codziennie robił coś innego. Raz był kucharzem, czasem pomagał w kuchni, często sprzątał.

– Po trzech miesiącach miałem dosyć. Wiedziałem, że albo poszukam nowego zajęcia, albo się po prostu nie uda. Nie podobało mu się mieszkanie w ciasnej klitce, wkurzali go polscy sąsiedzi, którzy każdego wieczoru urządzali libacje, hałasowali, że nawet gazety nie dało się czytać. I wówczas zadzwoniła do niego siostra, że potrzebuje jego pomocy w domu.

– Nie zastanawiałem się długo. Była już jesień, a nie miałem zamiaru spędzać zimy w Londynie, podróżując każdego dnia do innego miejsca. Spakowałem się i wróciłem do Polski – decyzja zapadła w jednej chwili. Nigdy jej nie żałował.

DRUGI RZUT
Pół roku później, zmobilizowany i pełen entuzjazmu wylądował na Luton. Zaopatrzony w gotówkę na pierwsze tygodnie, w wydrukowane w domu CV i stos adresów, wiedział, że już nie popełni tych samych błędów.

– Zacząłem od mieszkania, wiedziałem, że teraz musi to być coś taniego, z dobrym dojazdem, ale już nie mała klitka w kamienicy. Nie było trudno. Zdecydował się na trzecie oglądane mieszkanie. Jeszcze łatwiej poszło z pracą. – W ciągu tygodnia odwiedziłem kilka agencji, w każdej obiecywali, że mając już doświadczenie, bez problemu znajdę pracę. Obiecywali, że się odezwą, ale telefon milczał jak zaklęty. Postanowiłem więc zmienić taktykę, poszukać czegoś na własną rękę, zapomnieć o agencjach, bo te wydawały mi się nieprzydatne do niczego. Adam pamięta ten dzień do dzisiaj. Był właśnie na Fulham i przechodził obok swojej starej agencji, która wcześniej wysyłała go w różne miejsca. Postanowił, że zajrzy do środka, spyta, jak leci.

– Gdzieś ty się podziewał? – przywitała go dziewczyna, która pół roku wcześniej codziennie dawała mu zlecenia. – Miałam dla ciebie tyle ofert, ale nie mogłam się z tobą skontaktować!

Opowiedział, że był w kraju, musiał pozałatwiać sprawy, takie tam rodzinne. – Szukasz pracy? – spytała. – Mam coś dobrego dla ciebie. Duża firma potrzebowała zastępstwa na cały miesiąc, oferując dobre warunki finansowe oraz stałe godziny pracy, od ósmej do czwartej po południu. – Przyjąłem bez wahania. Od tygodnia byłem w Londynie i nagle taka okazja!

Po pierwszym tygodniu przyszła do niego szefowa, by trochę pogadać. – Świetnie pracujesz, nie chciałbyś przyjść do nas na stałe? – spytała. Adam nie musiał się zastanawiać, wiedział, że przyjmie tę ofertę bez gadania. Tylko co zrobić z agencją? Przecież wysłali go tutaj na cały miesiąc. – Nie martw się, po miesiącu zatrudnimy cię na pełen etat – uspokoiła.

Dostawał siedem funtów na godzinę, nie narzekał. Problemy zaczęły się, gdy szefowa odeszła z firmy. Przyszedł ktoś nowy, bez pojęcia o tym, na czym polega praca w kuchni czy cateringu. Sporo ludzi nie wytrzymało nowego szefa, przyszli nowi, dla których cała ta kuchnia to za ciężkie zajęcie. Pracy było tyle samo, ale czasem nie udawało się opanować bałaganu. Zaczęło go to denerwować.

– Powiedziałem sobie, że czas na kolejne zmiany. Z podejmowaniem decyzji Adam nigdy nie miał problemu. Zadzwonił do znajomego, którego poprosił, aby na komputerze zrobił mu nowe, profesjonalnie wyglądające CV. Po trzech dniach było gotowe. Znajomy poradził mu, aby już nie pisał daty urodzenia, ani narodowości, bo to jest niezgodnie z prawem. Dzisiaj wielkie firmy zastrzegają, aby nie podawać wieku, płci czy stanu cywilnego, bo jest to sprzeczne z aktem o dyskryminacji pracowników. Adam zamieścił więc tylko swoje kolorowe zdjęcie, na którym wygląda na dużo młodszego.

– Siedziałem u kumpla, czekałem, jak z drukarki wyjdą pierwsze wydruki mojego CV. Byłem podniecony, ale i zdenerwowany. Denerwował mnie szelest papieru, ale wiedziałem, że się nie dam.

Profesjonalne CV pomogło. Nowa oferta pojawiła się po miesiącu. Jedynie 40 penów więcej za godzinę, ale nie pieniądze w tym wszystkim były najważniejsze. – Czasem dojrzewasz do takiego momentu, że nic nie powstrzyma cię przed zmianami. Taki moment nadszedł w mojej starej firmie, zaczęła mnie męczyć i już nie cieszyłem się z pracy tak jak poprzednio – wyznaje Adam i ostrzega, że nie pogadamy za długo. Jest piątkowy wieczór, a on musi się jeszcze przygotować. Raz w miesiącu ubiera się na sportowo, zakłada bejsbolówkę i idzie na całonocną dyskotekę. – A co? To, że mam 58 lat wcale nie znaczy, że mi już nie wolno, wręcz przeciwnie – śmieje się. Wie, co mówi. Swoje życie zaczynał na nowo.

Roman Waldca

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 26290
Tak

21949
83%
Nie

4341
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |usługi kamieniarskie wodzisław | nakrętki nierdzewne | rehabilitacje wodzisław | leczenie niepłodności | wykrawarki rewolwerowe
sprawy cywilne wodzisław śląski | nakrętki nierdzewne | szkolenia sandomierz | szczepienia dla podróżujących Wodzisław Śląski | drzwi zewnętrzne wodzisław rybnik