KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 17 grudzień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Prawda czy półprawdy?
2011.02.28 / Krystyna Cywińska
TAGI: felieton Krystyna Cywińska
Share |
– Co pan myśli o tej nowej kontrowersyjnej książce? – Okropna! Fałszywa, zakłamana, tendencyjna. – A pani? – Natchniona, wspaniała, przejmująca. – A co o tej książce sądzi pani redaktor? To niby do mnie w tej rozmowie. – Ja nic o tej książce nie myślę, bo jej nie przeczytałam. – Oni też – burknął Karol Zbyszewski. Rozmowa toczyła się lata temu w redakcji „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza”.
Z reguły najgłośniej i najpewniej na temat książek i artykułów wypowiadają się ci, którzy ich nie czytali. A najwyżej przejrzeli, obwąchali, okiem rzucili i odrzucili na później. Podobnie jest z najnowszą książką Jana T. Grossa „Złote żniwo”. Nim się w obiegu ukazała, już ją skazano. Już ją relegowano w różnych tzw. patriotycznych kołach za antypolski paszkwil.

O czym ta książka traktuje? O traktowaniu polskich Żydów przez polskich katolików czy chrześcijan. O grabieniu ich mienia w czasie niemieckiej okupacji. O wydrapywaniu z grud ziemi obozowej w Treblince, przesiąkniętej krwią żydowską, złotych zębów, obrączek, pierścionków, złotych rubli i dolarów. Bo przecież wiadomo, że nawet ta żydowska biedota złotem ociekała.

Książka ta traktuje też o innych aspektach polowania na Żydów i ich mienie ostatnie. Tak słyszę, przynajmniej z relacji, bo tej książki też nie czytałam. Traktuje o stosunku Polaków do sąsiadów innowierców skazanych na zagładę. A także o haniebnej roli w zbrodniczym procederze Ukraińców. Niemieckich najemców, strażników, pośredników w zagładzie. A także o Polakach wydających Żydów w niemieckie łapy.

Nie chodzi o to, czy tak było – bo było. Chodzi o to, w jakiej mierze, w jakiej skali na tej naszej udręczonej wtedy ziemi wspólnej. Czy na szali wagi sumienia przeważali ci, którzy Żydów sąsiadów grabili i wydawali, czy ci, którzy im życie ratowali z narażeniem własnego? To wciąż otwarte pytanie. Błąkające się po krzyżach i macewach skazańców usidlanych w matni szatańskiego ludobójstwa.

Słucham i czytam, jak ci, którzy wojny nie zaznali, bo ich wtedy na świecie nie było, sprawują sąd ostateczny nad tą kolejną książką Grossa. A ja już byłam wtedy na świecie. Wojnę przeżyłam jako bezradny świadek jej okrucieństwa i odczłowieczenia. Dobrze pamiętam, co się działo w kamienicy na ulicy Złotej w Warszawie, po przesiedleniu jej żydowskich mieszkańców do getta. Jak tam o szarym świcie targanym wiatrem, wlekącym smugi deszczu sąsiedzi z podwórka rzucili się po to złote runo na ulicy Złotej. Jak wynosili z mieszkań jeszcze nieopieczętowanych antyczne meble, obrazy, porcelanę, pościel, ubrania. Targali to rodzinami. Ojciec i matka z dziećmi z suteren. W popłochu i pośpiechu nienasycenia. Kobiety w chustach wynosiły za pazuchą trofea grabieży. Przyklękały przed posągiem Matki Boskiej na podwórku. Z przyzwyczajenia, a może po rozgrzeszenie. Pamiętam dobrze, jak patroszono z mienia mieszkanie rodziny popularnego przed wojną piosenkarza Astona i jego żony Lusi. Udało im się ocaleć z zagłady. To złote żniwo i wyprawy po żydowskie złote runo odbywały się nie tylko na ulicy Złotej w Warszawie, ale także jak Polska, skażona jadem okupacji, długa była i szeroka.

A po wojnie odbywał się masowy szaber mienia poniemieckiego. I kolejne wtedy wyprawy na tzw. Ziemie Odzyskane. Po zysk grabieży z odzysku. Z przyzwoleniem władz i rozgrzeszeniem sumienia.

Grabież namaszczona nienawiścią, zawiścią czy chciwością jest zjawiskiem dość powszechnym. Dokonuje się wszędzie, gdzie są po temu sprzyjające okoliczności. W filmie „Grek Zorba” jest wstrząsająca scena rozdrapywania mienia konającej Bubuliny. Starej, zniszczonej cudzoziemki, szukającej swego miejsca na obcej ziemi i okruchu miłości. Kobiety wiedźmy, kobiety czarne jak kruki i wrony, rozdziobujące sękatymi rękami święte obrazki i pierzyny, pod którymi kona ich ofiara. Więc może być i tak. Aż tak. Czy tak, aż tak działo się w Polsce pod okupacją? Nie wiem. I nie wiem też, czy zmierzę się z tą nową książką, rozrachunkiem czy porachunkiem prof. Jana Tomasza Grossa. Zmierzyłam się z jego książką „Sąsiedzi”. To rodzaj kompendium i próba analizy tego, co stało się 10 lipca 1941 roku w miasteczku Jedwabne, gdzie żyło przed wojną około 1600 Żydów. Uratowało się, między innymi od pogromu sąsiadów, zaledwie siedmioro. Jedwabne jest położone w odległości około 19 km od Łomży. Chodziłam tam do szkoły powszechnej przez dwa lata w zamierzchłej przeszłości. W czasach niemal przedhistorycznych. W naszych szkolnych ławkach zasiadały dzieci trzech wyznań. Katolickiego, prawosławnego i mojżeszowego. A dyrektor tej łomżyńskiej szkoły dr Witold Raganowicz potrafił przyłożyć po łapach za niewczesne dziecinne dowcipy. W rodzaju: Mosie, czy Żydzi zamordowali Może Czerwone jak Chrystusa? Co w tych prehistorycznych czasach w tej łomżyńskiej szkole w pobliżu Jedwabnego było jedyną formą antysemityzmu. Śmiechu warte wobec tego, co się potem stało. „Sąsiedzi” Jana Grossa są straszną, przerażającą lekturą. Są to wyznania bestialstwa w zeznaniach prześladowanych. Autor pisze, że „Sąsiedzi”, a potem „Strach” powstały z potrzeby nowej historiografii losów Żydów polskich. O, moi Żydowie – jak mówił poeta. Jan Nowak-Jeziorański, słynny wojenny kurier z Warszawy i późniejszy dyrektor Radia Wolna Europa, napisał wtedy, że należy uderzyć się w piersi i okazać wolę zadośćuczynienia. Za zbrodnie polskich Kainów.

A ja za odebraną mi wiarę w bogobojny, tolerancyjny krajobraz mojego dzieciństwa mam żal do Jana Grossa. Nawet jeśli jego książki są tylko półprawdą. Nawet rozumiejąc jego potrzebę rozrachunku w imię jego pomordowanych braci. Mam do niego żal. My też walczymy o nową historiografię losów naszego narodu. Ale chyba łatwiej psychicznie po latach być ofiarą niż zbrodniarzem. W złożonych, zadawnionych religijnie, ideologicznie czy rasowo sprawach wolę raczej żydowskim sposobem zadawać pytania. Pytaniami na nie odpowiadać. A co nam Żydzi po sobie zostawili? Wielkie poczucie humoru. Jak w tym dowcipie: Słyszałem Icek, że twój syn się ochrzcił. Co masz zamiar zrobić? Jak to co? Tak jak Pan Bóg, którego syn też się ochrzcił, mam zamiar spisać nowy testament.

Krystyna Cywińska

Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 29912
Tak

24807
83%
Nie

5105
17%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |zakład kamieniarski wodzisław | nitonakrętki nierdzewne | opieka Żory | węgiel Rybnik | profile specjalne
sprawy karne wodzisław śląski | weryfikacja uprawnień spawaczy | Lekarz rodzinny Radlin | medycyna tropikalna Wodzisław Śląski | zastrzyki doszklistkowe gdańsk