KIM JESTEŚMY REDAKCJA MARKETING DYSTRYBUCJA OGŁOSZENIA LISTY DO REDAKCJI KONTAKT 22 kwiecień 2018
E-WYDANIE
PUBLICYSTYKA
REPORTAŻ
LUDZIE I MIEJSCA
TAKIE CZASY
CZAS PRZESZŁY
CZAS TO PIENIĄDZ
DRUGI BRZEG
CZAS NA WYSPIE
AKTUALNOŚCI
ARTFUL FACE
PAN ZENOBIUSZ
FAWLEY COURT
REWERS
DOBRE, BO POLSKIE
SYLWETKI
LONDYN W SUBIEKTYWIE
OPOWIADANIA LONDYŃSKIE
ROZMOWA
LISTY DO REDAKCJI
KULTURA
RECENZJA
SYLWETKI
ROZMOWA
CO SIĘ DZIEJE
FELIETONY
KRYSTYNA CYWIŃSKA
ANDRZEJ LICHOTA
WACŁAW LEWANDOWSKI
GRZEGORZ MAŁKIEWICZ
V.VALDI
SPORT
AKTUALNOŚCI
RELACJA
ROZMOWA
FELIETON
GALERIA
PODRÓŻE
PO LONDYNIE
PO WYSPIE
POLSKIE DROGI
PO ŚWIECIE
W CZASIE I PRZESTRZENI
CZAS NA RELAKS
ZDROWIE POLECAMY
NA ŁAWECZCE
MANIA GOTOWANIA
KRZYŻÓWKA
KRONIKA ABSURDU
NA KOŃCU JĘZYKA
TO I OWO
ARTERIA
ARTYŚCI
GALERIA
EWA OBROCHTA
BASIA LAUTMAN
BEATA KOZŁOWSKA
WOJCIECH SOBCZYŃSKI
RYSZARD SZYDŁO
PAWEŁ KORDACZKA
MARIA KALETA
MAREK BORYSEWICZ
KRZYSZTOF MALSKI
KONRAD GRABOWSKI
JUSTYNA KABAŁA
IWONA ZAJĄC
ELZBIETA PIEKACZ
ELZBIETA CHOJAK
ELA CIECIERSKA
CAROLINA KHOURI
ANIA PIENIĄŻEK
AGNIESZKA KOWAL
A.HANDZEL-KORDACZKA
ANDRZEJ KRAUZE
ANDRZEJ LICHOTA
DAMIAN CHROBAK
GRZEGORZ LEPIARZ
SŁAWEK BLATTON
ANDRZEJ MARIA BORKOWSKI
PAWEŁ WĄSEK
MARCIN DUDEK
JOANNA SZWEJ-HAWKIN
DANUTA SOŁOWIEJ
TOMASZ STANDO
AGNIESZKA STANDO
OLGA SIEŃKO
FOTOREPORTAŻ
AGATA HAMILTON
JOANNA CIECHANOWSKA




Afrykańska Zima Ludów
2011.02.28 / Adam Dąbrowski
TAGI:
Share |
Egipską rewolucję zorganizowali robotnicy, studenci i fundamentaliści. Mieli wspólny cel: obalić rządzącego nimi autokratę. Udało się. Ale co dalej?

– Mubarak to szaleniec. Zwrócił przeciwko sobie Egipcjan tylko po to, by porządzić dziewięć miesięcy dłużej – mówi dziennikarzom jeden z demonstrantów zebranych na kairskim placu Tahir. To serce egipskiej rewolucji. Najpierw przez internet skrzykują się Tunezyjczycy, organizując swoją Jaśminową Rewolucję. Wkrótce niepokoje rozlewają się na inne państwa Afryki. 25 stycznia docierają do Kairu. Główny plac miasta wypełniają tysiące demonstrantów. Mają dość biedy, korupcji i rządów twardej ręki uprawianych od 30 lat przez Hosni Mubaraka.

Rząd blokuje serwisy społecznościowe i wyprowadza na ulice coraz więcej policjantów. Czwartego dnia protestów kraj jest właściwie odcięty od internetu. Wszystko na nic: to właśnie tego dnia na placu Tahir zbiera się najwięcej demonstrantów. Armia zapowiada, że nie użyje przeciwko nim siły. Prezydent idzie na ustępstwa: dymisjonuje rząd. Ale to nie uspokaja protestujących.

– To Mubarak musi odejść, a nie jego współpracownicy – mówią.

Wkrótce uderzają zwolennicy reżimu. Mają pałki, kije i noże. I jeden cel: chcą samodzielnie zdusić rebelię. W starciu z protestującymi giną trzy osoby, 1500 odnosi rany.

Dzień później Mubarak ogłasza, że nie będzie kandydował w następnych wyborach. Ale nie ma zamiaru odchodzić ze stanowiska przed końcem kadencji. Dlaczego? – To pogrążyłoby kraj w chaosie – tłumaczy.

Po dwóch tygodniach od rozpoczęcia kryzysu władze wyrażają chęć rozmowy. Opozycja przybywa na spotkanie z Omarem Suleimanem, którego Mubarak mianował parę dni wcześniej swoim zastępcą. Za późno. Satrapa w końcu orientuje się, że nie ma już szans. Zapowiada odejście. Ale władzę przejmuje armia. Pytanie: czy będzie chciała ją oddać?

W stronę Turcji czy Iranu?
Rewolucje w Tunezji czy Egipcie na pierwszy rzut oka mogą się kojarzyć z demokratycznymi przemianami w naszym zakątku. Ale różnic jest bardzo dużo. W 1989 roku nad Wisłą czy Wełtawą sprawa była dość jasna: po jednej stronie cyniczne, autokratyczne reżimy ze szczątkowo legitymizowaną władzą – po drugiej wielonurtowy front demokratyczny. Front wygrywa i rozpoczyna się mozolne gonienie Zachodu.

W Afryce jednak nic nie jest takie proste. Ani Egipt, ani Tunezja nie mają charyzmatycznych przywódców opozycji. Elity intelektualne są słabe, a wykluczenie ekonomiczne i społeczne to świetna gleba dla populistów i fundamentalistów. Historyk David Bell pisze w ostatnim wydaniu „Foreign Policy”, że przyszłość Egiptu jest bardzo niepewna. „W ciągu najbliższych miesięcy kraj uniknie prawdopodobnie islamskiej rewolucji. Ale możliwe, że Mubarak zostanie zastąpiony przez szereg słabych, niestabilnych rządów, które nie będą w stanie przywrócić porządku czy przeprowadzić poważnych reform społeczno-gospodarczych. Szybko stracą one wiarygodność i poparcie, a to może sprawić, że w kraju wyłoni się nowa, zdecydowanie bardziej radykalna siła” – ostrzega Bell.

Charakterystyczną cechą egipskich protestów jest brak zdecydowanego przywódcy, lidera, który mógłby potem poprowadzić kraj ku normalizacji. El Baradei, były szef Międzynarodowej Agencji Atomowej, nie cieszy się zbyt wielkim zaufaniem Egipcjan, zwłaszcza na prowincji. Załóżmy nawet, że nowy rząd będzie wystarczająco silny, by zabrać się za przebudowywanie egipskiej gospodarki, to – wbrew temu, co zakłada Bell – nawet wprowadzenie w życie reform nie gwarantuje gabinetowi przetrwania. Na reformach zawsze ktoś na początku traci, a zanim przyniosą skutek – musi minąć trochę czasu. Czy nowy rząd będzie mógł się cieszyć takim czasem. Czy nie zmiecie go kolejny gniew ludu, na którym tym razem skorzystają populistyczni radykałowie? Pytanie, czy Egipt stanie się drugą Turcją – ułomną, ale jednak demokracją – czy też „sunnickim Iranem”, jest wciąż otwarte. Zwłaszcza że na Bliskim Wschodzie jedyną stabilną demokracją pozostaje Izrael.

Efekt domina?
Pytanie o kierunek, w jakim podąży Egipt, słychać w wielu światowych stolicach. To prawda, Mubarak był autokratą i na salonach politycznych nie darzono go szczególną sympatią. Przez wiele lat Amerykanie przymykali jednak oko na jego wybryki, bo mimo wszystko nie był to przecież dyktator formatu Castro czy Pinocheta. Zapewniał natomiast relatywną stabilność i przewidywalność polityczno-gospodarczą. Amerykanie mieli jakiś punkt zaczepienia w bardzo niepewnym regionie, a Izrael mógł się odwrócić plecami chociaż do jednej ze swoich granic.

– Już dziś musimy się liczyć z Hezbollahem w Libanie i Hamasem w Gazie. A tu jeszcze, Boże broń, pojawia się możliwość, że Egiptem zawładnie autokratyczna, fundamentalistyczna organizacja. Oczywiście, nie sposób przejść nad tym do porządku dziennego – mówi w rozmowie z BBC izraelski polityk Dan Gillerman.

Rzeczywiście od czasu zawarcia traktatu pokojowego stosunki między Kairem i Tel Awiwem były dość stabilne. Teraz może się to zmienić. Izrael z niepokojem patrzy na rosnącą popularność fundamentalistycznego Bractwa Muzułmańskiego. Z początku organizacja dystansowała się od protestów, teraz jednak ma ochotę odgrywać ważną rolę w egipskich przemianach. Ale gdyby oznaczałoby to wyłonienie się na Bliskim Wschodzie drugiego Iranu, Izrael miałby trzech śmiertelnych wrogów: w Kairze, Teheranie i Damaszku.

Najtrudniejsze przed nami
Teraz, zgodnie z ostatnim życzeniem Mubaraka, Egiptem rządzi armia. A Adel Darwish, ekspert ds. Bliskiego Wschodu ostrzega, że generałowie mogą nie być skorzy do oddania władzy. – Nie jest bardzo prawdopodobne, by armia zechciała zrezygnować ze swych przywilejów i podporządkować się cywilnemu ministrowi obrony – powiedział Darwish dziennikowi the Independent. Nad Nilem wojsko od zawsze było jednym z trybów autokratycznej machiny.

Nawet jeśli wojskowi zorganizują wolne wybory, pytanie o egipską demokrację wciąż jest otwarte. Ważnym graczem pozostaje przecież fundamentalistyczne Bractwo Muzułmańskie. Jeden z jego członków rozmawiał w zeszłym tygodniu z dziennikarzem radiowej BBC 5. Zapewniał, że jego ugrupowanie będzie „służyć demokracji”, a Izrael ma prawo do istnienia. Ale ataki samobójcze na cywili w Tel Awiwie czy Hajfie są usprawiedliwione. To obrona przed izraelską „kolonizacją”. -Jeśli nie możesz zrobić nic innego, co ci pozostaje? Francuzi zrobili wszystko, by wyzwolić swój kraj, ja też zrobię wszystko by wyzwolić mój – mówił Kamal-el-Helbawi.

Co z prawami homoseksualistów? Intelektualny guru ruchu, Al Karadawi powiedział przecież, że trzeba ich karać śmiercią. Odpowiedź jest niejednoznaczna: „rozważymy każde rozwiązanie proponowane przez ludzi” „Ludzie” zadecydują też, co począć z prawami kobiet, które według Karadawiego można bić (ale tylko w ostateczności – jeśli są bardzo nieposłuszne).

To wszystko pokazuje, z jak niestabilną sytuacją będzie się musiała zmagać podzielona wewnętrznie opozycja po obaleniu Mubaraka. Czy przypadkiem nie okaże się, że jego miejsce na kolejne dekady zajmie niewiele się od niego różniący generał albo fanatyk religijny? Wydarzenia w Egipcie nie różnią się od wielu innych rewolucji, znanych nam z historii. Wszystko jest relatywnie proste, gdy ludzi jednoczy wspólny wróg depczący ich prawa i swobody. Zasady są wtedy jasne i przejrzyste, wspólny jest też cel. Schody zaczynają się w chwilę po obaleniu satrapy.

Tekst: Adam Dąbrowski


Hosni Mubarak
Rządził Egiptem od 1981 roku, kiedy to w zamachu zginął Anwar Sadat. Służył w armii jako pilot. Po klęsce Kairu w wojnie z 1967 roku dostał zadanie zmodernizowania tamtejszych sił lotniczych. Rządził twardą ręką. W parę tygodni od dojścia do władzy wydał wojnę radykalnym islamistom, ale wkrótce stało się jasne, że umiarkowana opozycja również nie ma szans na uczciwą rywalizację z ludźmi Mubaraka. W polityce zagranicznej sprawnie balansował między Izraelem – z którym utrzymywał zwykle dość poprawne stosunki – i państwami arabskimi (patrzącymi na Kair nieufnie po uznaniu Izraela w 1979 roku). W 2005 roku Mubarak zmienił konstytucję „pod siebie”: nowe zapisy pozwalały mu na startowanie w kolejnych wyborach, które rzecz jasna wygrał. Ma 82 lata i nie cieszy się najlepszym zdrowiem. W zeszłym roku przeszedł poważną operację w Niemczech.

Mohamed Hussein Tantawi
Stoi na czele Najwyższej Rady Wojskowej rządzącej od 11 lutego Egiptem. To doświadczony żołnierz, który służył podczas trzech wojen z Izraelem. Był ambasadorem w Pakistanie, ministrem obrony i dowódcą egipskich sił zbrojnych. Gdy nad Nilem zaczęło się robić gorąco, Mubarak wręczył mu nominację na wiceministra. Amerykański wywiad uważa Tantawiego za konserwatystę i krytykuje za to, że w przeszłości niechętnie włączał się do zwal-
czania terroryzmu na terytorium Egiptu. Z drugiej strony generał jest zwolennikiem łagodnego kursu w kwestii izraelskiej.

Bractwo Muzułmańskie
Konserwatywne, fundamentalistyczne ugrupowanie islamskie. Powstało w 1928 roku jako ruch kontrkulturowy, który zawrócić miał społeczeństwo egipskie z drogi materializmu i „obcych ideologii” importowanych nad Nil z Zachodu. Jego przywódca Hasan – al Banna (1906 – 1949) chciał też wprowadzenia w Egipcie szariatu – prawa opartego na dosłownej interpretacji Koranu. Szczyt popularności osiągnął w latach czterdziestych. Sprzeciwiał się wtedy zarówno wpływom mocarstw zachodnich, jak i zbliżeniu z blokiem sowieckim. W 1948 roku jeden z członków Bractwa zabił egipskiego premiera. W odpowiedzi służby specjalne zabiły al Bannę, a samo Bractwo zostało zdelegalizowane. W latach osiemdziesiątych oficjalnie wyrzekło się przemocy i regularnie zdobywa miejsca w egipskim parlamencie.

Mohammed el Baradei
Jedni widzą w nim nadzieję na pokojowe przemiany demokratyczne nad Nilem. Inni uważają, że jest zbyt miękki i wypominają mu proirańskie sympatie. Zdobywca pokojowej nagrody Nobla, były szef Międzynarodowej Agencji Atomowej powrócił do Egiptu w zeszłym roku. Publicznie wezwał do reformowania kraju. Reżim Mubaraka nie zareagował. W efekcie el Baradei zaapelował do Egipcjan, by ci zbojkotowali wybory. Rok temu w domu polityka zebrało się trzydziestu polityków i intelektualistów, którzy powołali ruch społeczny Narodowy Związek na rzecz Zmian.



Galeria:
Dodaj komentarz:
Autor:
Wpisz hasło z obrazka: (małymi literami)


REKLAMA
PODCASTY
...zobacz inne podcasty
ARTERIA
...zobacz archiwum Arterii
REKLAMA
ENGLISH PAGE
...zobacz inne artykuły
ANKIETA
Czy wyjeżdźasz na wakacje do Polski?
liczba głosów: 27964
Tak

23415
84%
Nie

4549
16%
...zobacz archiwum ankiet
WYSZUKIWANE TAGI

Polsport |nagrobki wodzisław | zawiasy nierdzewne | masaż gdańsk | transport ekogroszek Żory | prasa pozioma
kuchnie kraków | odnowienie uprawnień spawaczy | Geo-Agro Rybnik | promieniowanie jonizujące Wodzisław Śląski | barlinecka deska podłogowa wodzisław rybnik