Karnawał, cz. II
February 4, 2010
»Czas karnawału trwa, więc zostajemy w rozbawionej Wenecji. Na początku jednak chciałem wyrazić ogromną radość ze spotkania z licznymi Czytelnikami Nowego Czasu na Balu Artystycznym. Dziękuję serdecznie za wszystkie wyrazy sympatii i uznania. Mam nadzieję, że tegoroczne nasze kulinarne podróże będą równie ciekawe, jak do tej pory i dostarczą Państwu inspiracji do próbowania nowych potraw i dań.
Linguini a la Granchio
To proste w przygotowaniu danie można spotkać w weneckich restauracjach, tak samo jak w kuchni domowej. Na dwie osoby potrzebujemy: 160 g makaronu linguini, 2 ząbki czosnku, 100 g małych pomidorków (cherry tomatoes), 140 g świeżego mięsa z krabów (a że nie łatwo o ten specjał, to mięso z puszki też zrobi swoje), kilka łyżek oliwy i natka pietruszki. Gdy makaron mamy już ugotowany, rozgrzewamy na patelni oliwę i podsmażamy czosnek, tak by się zrumienił i trochę zmiękł uwalniając swój aromat, ale bez przypalenia go. Dodajemy pomidorki przekrojone na połówki. Krótko podgrzewamy razem i zaraz dodajemy mięso kraba. Gdy tylko mięso dojdzie, dodajemy odcedzony makaron, mieszamy wszystko razem, posypujemy natką pietruszki wykładamy na talerze. Gotowe.
Czyż nie prosty przepis? Kuchnia włoska ma więcej takich perełek. A co zrobić, gdy nie lubimy owoców morza? Wystarczy, że wykluczymy z przepisu mięso kraba i otrzymamy lekkie i szybkie danie w sam raz dla jaroszy. Jeżeli pomidory to za mało, możemy ubogacić nasz talerz linguini o ser feta i czarne oliwki. Przypomnę też przepis na spaghetti aglio olio, który już gościł na łamach „Nowego Czasu”. A przyrządzamy go podobnie jak ten podany wyżej, ale bez mięsa kraba i pomidorków. Aglio olio to w rzeczy samej makaron, czosnek i oliwa. Minimalizm do potęgi cucina rustica. Zawsze chętnie wracam do tego dania. Z kolei dla miłośników owoców morza w powyższym przepisie mięso kraba może zostać zastąpione innymi składnikami. I tak w innym weneckim daniu – makaron (tym razem spaghetti) w podobny sposób przygotujemy z kalmarami i małżami.
Spaghetti z małżami i kalmarami
Na 2 porcje potrzebujemy: 160 g makaronu spaghetti, 2 ząbki czosnku, 250 g pomidorów (peeled and chopped), około 6-8 małży (clams), 140 g świeżych kalmarów (będziemy mieli więcej satysfakcji z przyrządzenia ich własnoręcznie), kilka łyżek oliwy, sól i pieprz do smaku oraz 1 łyżka natki pietruszki.
Gotując makaron zajmijmy się kalmarami. Trzeba je opłukać, oczyścić z ciemnych powięzi. Wyglądają one jak spiczaste grzyby albo strąk papryki. Zwykle tnie się je w nie za grube pierścienie, ale równie dobrze możemy rozciąć je z jednej strony od podstawy do czubka otrzymując jeden duży płat. Teraz rozcinamy go na kilku-centymetrowe części, które następnie delikatnie nacinamy w szachownicę. Powierzchnię kalmara należy nadciąć, ale nie przeciąć. Tak przygotowane kawałki pod wpływem ciepła na patelni zwiną się w rulonik dając bardzo ładny efekt na talerzu. Na patelni rozgrzewamy olej i podsmażamy czosnek z małżami i kalmarami, krótko przez dwie minuty mieszając. Jeżeli jakieś małże nam się nie otworzą powinniśmy wyjąć je z patelni. Dodajemy pomidory i doprawiamy do smaku. Opcjonalnie możemy wzmocnić nasz sos papryką chilli (świeżą, w proszku lub w płatkach). Dusimy wszystko razem przez około 10 minut, dodajemy pietruszkę, dodajemy makaron, mieszamy, wykładamy na talerz i pałaszujemy. Jeżeli sos pomidorowy już nam się przejadł możemy zastąpić go dodatkiem białego wina (dosłownie tyle, by po kilku minutach odparowanego płynu wystarczyło do wymieszania z makaronem, powiedzmy około 50-70 ml. Cały smaczek jest wypadkową połączenia oliwy, wina i owoców morza oraz delikatnego doprawienia potrawy do pożądanego smaku). W tym wypadku oprócz czosnku możemy podsmażyć jeszcze drobno posiekaną cebulę, a całość uwieńczyć sokiem z cytryny, jeśli to konieczne.
Zostając jeszcze w podobnym klimacie. Mam dla Państwa przepis na spaghetti Alla busara. Podobne proporcje jak wcześniej, ale zamiast małży i kalmarów potrzebujemy scampi. Dla niewtajemniczonym małe wyjaśnienie, co to są scampi. Gdy znajdziemy je w sklepie zobaczymy mięsiste krążki o kremowym kolorze – generalnie jest to mięsista część z ogona homara (lobster). Nazwa pochodzi z języka włoskiego i jest w licznie mnogiej (liczba pojedyncza to scampo). Francuzi używają raczej wyrazu langoustine i dotyczy to wtedy całego skorupiaka sprzedawanego w całości. Po polsku należałoby powiedzieć homarzec. Ale ponieważ przebywamy w Wielkiej Brytanii, pozostańmy więc przy obowiązującej tutaj nazwie scampi. Wracając do przepisu – na dwie osoby potrzebujemy: 160 g spaghetti, 8 scampi, pół cebuli, 250 g pomidorów z puszki, 2 ząbki czosnku, liść laurowy, pietruszkę natkę i 60 ml białego wina (w Wenecji najlepiej prosseco). Mając różne podpowiedzi powyżej połączenie tych składników nie powinno być trudne. Życzę udanej zabawy i smacznego!!!
Mikołaj Hęciak
Karnawał
January 20, 2010
»Karnawał w pełni. Dlaczego myśląc o karnawale często na myśl przychodzi nam Wenecja. Wyjątkowe miasto, z bogatą historią. Dawniej w czasach swojej świetności miasto-państwo. Dziś nieodmiennie kojarzone z karnawałem i gondolami.
Wenecja, leżąca w basenie Morza Śródziemnego, czasy swojej świetności ma już za sobą, ale przyzwyczajona do bogactwa i wystawnego trybu życia nadal przyciąga i intryguje tysiące turystów.
Karnawałowy obraz Wenecji podsuwa nam sugestię, że wszystko co z nią jest związane, w tym jedzenie, musi być wykwintne i świąteczne. Kuchnia wenecka w dużej mierze opiera się na rybach i owocach morza, śledzie w tamtych wodach nie występują. Natomiast znajdziemy tam wszystko to, co dla nas brzmi egzotycznie: ośmiornice duże i małe, wszelkiej maści małże i inne owoce morza, sardynki czy ryby nie występujące w Morzu Bałtyckim, takie jak monkfish (żabnica, inaczej zwana diabłem morskim), red snapper (lutjanus). Bardzo popularną rybą w tym regionie są sardynki. Są ze śledziami bliskimi krewniakami i należą do tej samej rodziny, a nazwa sardynki pochodzi od wyspy Sardynia, gdzie tychże rybek jest bez liku. Ponieważ wciąż jednak przebywam na świątecznym urlopie w Polsce, podam przepis na łatwą do przygotowania sałatkę śledziową. Bazując na podanej poniżej proporcji ilość sałatki powinna wystarczyć dla czterech osób jako starter lub zakąska. Łatwo jest więc przeliczyć ile potrzebujemy składników, jeżeli planujemy większą liczbę gości. 1 duży filet śledzia marynowanego, 1 puszka groszku konserwowego, 1 jabłko, 2 małe ziemniaki sałatkowe, majonez i jogurt naturalny, sól i pieprz do smaku. Chleb tostowy biały lub ciemny. Wszystkie składniki kroimy w niedużą kostkę. Majonez mieszamy z jogurtem naturalnym w stosunku 2:1 i doprawiamy solą i pieprzem. Chleb zapiekamy w tosterze, a gotowe tosty przekrawamy na pół.
Wracając do kuchni weneckiej – wcale nie dziwi fakt, że ryby królują w menu weneckich restauracji i barów. Oczywiście nie brakuje też potraw z przeróżnych mięs i typowo jarskich dań, ale ryby to numer jeden. I choć wspomnieliśmy, że gatunkowo są one inne, niż te wyławaine z Bałtyku, ale sposób przyrządzania jest bardzo podobny i można być zaskoczonym jak dużo potraw rybnych jest smażonych i podawanych w bardzo prosty sposób. Jedno, co jest ważne – ryby i owoce morza muszą być pierwszej świeżości. Sarde In Saor – sardynki w marynacie przypominają polskie śledzie marynowane.
W obydwu przepisach ryby smaży się obtoczone w mące, podsmaża cebulę, polewa octową zalewą i cierpliwie czeka, jeżeli nie kilka dni to chociaż kilka godzin. Rodzynki czy orzeszki piniowe można dołączyć jako dodatek. Przepis ten można również wykorzystać do przyrządzenia krewetek czy langusty, trochę droższej, ale jakże miłej dla podniebienia wersji tego dania.
Natychmiast trzeba też dodać, że Wenecja jako część Włoch dzieli podobne tradycje kulinarne z innymi regionami tego kraju. Nie zabraknie tam więc przeróżnych dań z makaronem we wszelkiej postaci, różnych odmian risotto, gnocci czy polenty. I jak zawsze uwieńczeniem posiłku będą desery, wśród których nie może zabraknąć tiramisu czy zabaione. To ostatnie tradycyjnie było podawane nowożeńcom, by dodać im sił na noc poślubną.
Osobnym rozdziałem w lokalnym menu będą kanapki i przekąski zwane cicchetti. Raczej mało znane, a odpowiadające hiszpańskim tapas. Ale o nich opowiem w następnym numerze. Na zakończenie tego odcinka wspomnę jeszcze o alkoholach. Najpopularniejszy w Wenecji było i jest prosecco, czyli włoski odpowiednik szampana. Pity osobno lub jako składnik wielu drinków. Jednym z najpopularniejszych zaś koktajlów będzie spritz. I można powiedzieć, że odmian tego napoju jest tyle, co samych Wenecjan. Na tegoroczne bale karnawałowe proponuję jednak poniższą kombinację. Prosecco z wodą sodową na kostkach lodu, przystrojone plasterkiem pomarańczy i zieloną oliwką, z dodatkiem campari (ziołowy wermut) albo aperolu w ilości 60ml na każdy kieliszek. Taki drink powinien być miłym dodatkiem do karnawałowej zabawy. Prosecco jest też wdzięcznym alkoholem w łączeniu z różnymi owocami. I nie chodzi tutaj tylko o truskawki, ale brzoskwinie czy bardziej egzotyczne owoce, takie jak granaty. Generalnie zasada jest jedna i prosta. Wybrane owoce przetwarza się w puree, jeżeli posiadają one pestki lub nasiona należy dodatkowo przepuścić je przez drobne sitko. Zależnie od owoców możemy dodać odrobinę cukru lub soku z cytryny, by poprawić smak. I tak dla przykładu drink zwany bellini to prosecco wzbogacone o puree z brzoskwiń i przybrane świeżymi malinami (1malina na kieliszek, 150 g brzoskwiniowego puree i 240 ml alkoholu na 2 porcje). Wszystkim Czytelnikom Nowego Czasu życzę szampańskiej zabawy na karnawałowych balach i powodzenia
w 2010!!!
Mikołaj Hęciak
Krakersy, wino i Święta
December 22, 2009
»Przygotowania do świąt Bożego Narodzenia trwają. Te duchowe, i te bardziej przyziemne. Nie ma chyba drugich takich świąt, które mają tak bogatą oprawę zewnętrzną. Chciałbym zwrócić Państwa uwagę na jeden z elementów tych przygotowań.
Chodzi mi o bardzo szczególny, typowo angielski element. Mianowicie o Christmas crackers. Te w kształcie dużego papierowego cukierka. Najczęściej z papierową koroną, małym motto i mini prezencikiem w środku. Anglicy zapytani o krakersy powiedzą, że są nadal nieodzownym elementem obiadu świątecznego. To nasza tradycja, mówią, nawet jeżeli nie pamiętają skąd ona się wzięła.
A swoje początki krakersy zawdzięczają niejakiemu Thomasowi J. Smithowi z Londynu. W połowie XIX wieku zajmował się on sprzedażą słodyczy. By podnieść wyniki sprzedaży, nadał opakowaniu kształt cukierka i dodał jeszcze karteczki z przesłaniem. Jego pomysł znalazł od razu wielu naśladowców. By wyróżnić się spośród konkurencji, do swoich opakowań Smith dodał mechanizm wybuchowy. Trzask wybuchu imituje dźwięk trzaskającego ognia w kominku – stąd wziął się pomysł. A że długość „cukierka” przekładała się na głośność wybuchu, wraz z powiększeniem jego objętości znalazło się więcej miejsca na mały prezencik. Pomysł prosty, wręcz banalny, a jednak nieustannie cieszy biesiadników.
Innym elementem związanym z czasem przedświątecznym, tym razem bardziej kulinarnym jest grzane wino. Pojawia się na sklepowych półkach tylko w tym bożonarodzeniowym okresie. Można nabyć kubek tego napoju na ulicy, na lokalnych straganach, gdzie można zrobić przed świąteczne zakupy czy w lokalnych pubach.
W sumie istnieje tylko jedna żelazna zasada dotycząca wina grzanego. Do jego przygotowania powinniśmy używać tylko najtańsze rodzaje czerwonego wina. Nieważne jak mierne by ono nie było, poprzez podgrzanie i przyprawy możemy zmienić je w powalający specjał (i nie chodzi tutaj o moc i ilość wypitego trunku, ale o jego bukiet smakowy). Wino wytrawne o pełnym bukiecie straci swoją cierpkość przez podgrzanie i dodanie cukru lub ewentualnie miodu (albo konfitury). Zaś wino o mniej zdecydowanym smaku zyska go przez korzenne przyprawy, jakie dodamy.
Piękno grzanego wina wiąże się nie tylko ze smakiem, ale też z możliwością kreowania tego smaku w dość dowolny sposób. Tak więc nie można powiedzieć, że receptura jest tylko jedna. Istnieje tutaj olbrzymi pluralizm dający też możliwość doskonalenia tajnych sekretów i dodatków świadczących o wyjątkowości osobiście przygotowanego trunku.
Jeden z przepisów brzmi następująco: 1 butelka czerwonego wina, 60g cukru demerara, 4 laski cynamonu, świeżo starta gałka muszkatołowa do smaku, 1 pomarańcza i 2 goździki. Wino podgrzewamy niezbyt szybko w odpowiedniej wielkości garnku. Pomarańcze kroimy w grube plastry. Możemy nadziać je goździkami, ale te i tak wyłowimy łatwo podczas odcedzania. Dodajemy wszystkie składniki razem z cukrem. Czekamy aż cukier się rozpuści. Nie zagotowujemy wina. Doprawiamy do smaku. Jeżeli nie zamierzamy wykorzystać go od razu, możemy je ostudzić i po odcedzeniu przelać z powrotem do butelek. Tak przygotowane winko własnej roboty możemy mieć pod ręką przez cały zimowy okres.
Znajdując podobieństwa pomiędzy kuchnią angielską i polską w okresie świątecznym możemy natknąć się na krem zwany Brandy Butter. Na 6 porcji potrzebujemy 75g masła niesolonego, 75g cukru pudru, 2-3 łyżki brandy i opcjonalnie startą skórkę z połowy pomarańczy. Najprościej połowę cukru można wymieszać w robocie kuchennym z masłem (wyjętym zawczasu z lodówki, by nabrało pokojową temperaturę) i skórką pomarańczową. Następnie dodać brandy i resztę cukru. Masa powinna być nie za luźna i nie za sztywna zarazem. Jeżeli nie dysponujemy robotem kuchennym pozostaje nam użyć siły naszych mięśni i rozetrzeć masło w misce używając drewnianej łyżki lub kuli. Tradycyjnie jest to masa używana jako wykończenie świątecznego deseru, szczególnie Christmas pudding albo mince pies. Podobieństwo z kuchnią polską znajduję właśnie w tym kremie, który w podobnej wersji tylko że z dodatkiem żółtek był stosowany powszechnie, jeszcze nie tak dawno w Polsce. Pamiętam, że pierwsze torty, jakie przygotowywałem, były właśnie na bazie tego rodzaju masy.
W Anglii trudno znaleźć świąteczny stół bez deseru zwanego Christmas pudding. Jest to mieszanka rodzynków, suszonych owoców, przypraw korzennych, cukru, mąki i świeżo zmielonego chleba tostowego. I tutaj należy wspomnieć królową Victorię, tę, która najdłużej rządziła Brytyjską Koroną spośród wszystkich jej władców, a raczej jej męża – księcia Alberta. Dzięki jego zaangażowaniu spożywanie śliwkowego puddingu, czyli plum pudding na stałe zostało wpisało się w świąteczne menu. Tradycyjnie deser ten był przygotowywany w ostatnią niedzielę przed Adwentem, zwaną Stir-Up Sunday. W jego przygotowaniu powinna brać udział cała rodzina, korzystając jednocześnie z przywileju wypowiedzenia życzenia. Zwykło się też zapiekać srebrne monety i inne drobne przedmioty, by przepowiedzieć przyszłość, np. podkowa miała zapewniać powodzenie, a obrączka rychły ślub.
Podobny zestaw produktów jest potrzebny do przygotowania wspomnianych już mince pies.
Z tą różnicą, że bakalie i owoce łączy się z cukrem i rumem tworząc nadzienie, a osobno wyrabia się ciasto półkruche, by następnie wypiec małe, zgrabne babeczki. Poprzestając na tych słodkościach życzę Państwu błogosławionych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia oraz Szczęśliwego Nowego Roku 2010.
Tradycyjnie, czy zdrowo?
December 16, 2009
Gdy nas, Polaków, ktoś zapyta o nasze jedzenie, naszą kuchnię, to co odpowiadamy najczęściej? Jakie podajemy przykłady? Albo na forach i portalach internetowych, jakie potrawy są wymieniane najczęściej? Zapytajmy sami siebie? Stwórzmy listę Top10, albo, chociaż Top5 najpopularniejszych polskich potraw. I co się okaże?
Moim zdaniem w pierwszej piątce, a nawet dziesiątce znajdą się same tradycyjne dania. I okazuje się, że to właśnie tradycyjne potrawy oddają charakter naszej kuchni i są jej wizytówką.
Wracając do angielskiej kuchni, spróbujmy teraz pomyśleć nad typową piątką w Wielkiej Brytanii? Co to może być? Fish and Chips, Sunday Roast, Selection of Sandwiches, Chocolate Pudding czy English Breakfast? Jednak Top5 ani nawet Top10 nie załatwia sprawy. Żadna dziesiątka nie ukazuje pełnej gamy, a ta jest niewąska. Warto wyjaśnić sobie też jedną sprawę. Co tak naprawdę znaczy wyraz „tradycyjny”? Według słownika, chodzi o coś, co jest znane lub stosowane od dawna. Potocznie można powiedzieć, że tradycyjne to stare, ale w tym ujęciu stare brzmi raczej nieatrakcyjnie. A jak pokazują powyższe przykłady typowych dań kuchni polskiej i angielskiej, w większości są to potrawy tradycyjne, czyli znane i stosowane od dawna.
Tradycyjne, czyli sprawdzone. Tak, więc raczej nie zmieniają się potrawy same w sobie, a raczej techniki ich przyrządzania. W dobie współczesnej technologii gotujemy coraz sprawniej i szybciej. Można powiedzieć – gotujemy zdrowiej, ale pojęcie zdrowiej ewoluuje wraz z rozwojem medycyny i dietetyki. Często coś co wcześniej uchodziło za zdrowe, nie jest już zdrowe nigdy więcej. Wymagania dietetyczne powinny być dopasowane do trybu życia, a ten też się rozwija i zmienia. Pozostaje jeszcze wspomnieć o walorach smakowych potraw. Zwykle gotujemy smacznie i to chyba jest najważniejsze. Nawet jeżeli niezdrowo, to życzymy sobie, by było smacznie. Ale smacznie może być też zdrowo. Oto przykład na przepis szybki, smaczny i zdrowy.
Szaszłyki z kurczaka i sera haloumi
Kurczak został tutaj połączony z serem haloumi, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by przygotować oddzielnie szaszłyki z mięsem, a oddzielnie z nabiałem i dać w ten sposób dwie opcje do wyboru.
Na trzy osoby potrzebujemy: 2 piersi z kurczaka, 1 kostkę sera haloumi, 1 czerwoną paprykę, 200-250g pieczarek (button mushrooms), 1 średnią korżetkę, przyprawy. Nie licząc czasu marynowania piersi kurczaka, (co możemy przygotować dzień wcześniej i przechować w lodówce (pociętego w kostkę kurczaka wymieszać z wybranymi przyprawami i odrobiną oliwy, zawinąć szczelnie i włożyć do lodówki), przygotowanie szaszłyków nie powinno zająć więcej jak 15 minut. A wszystko, co trzeba zrobić, to pokroić w grubą kostkę warzywa (pieczarki na polówki, ćwiartki,albo drobniej, gdy większe). Podobnie ser. Haloumi, zanim się zacznie topić pod wpływem ciepła, jest dość kruchym serem, dlatego należy ostrożnie nadziewać go na patyczki albo nawet wwiercać się, by nie pękł w trakcie nakłuwania. Haloumi oryginalnie pochodzi z Cypru. Jego zachodnioeuropejska wersja, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni, jest bardziej łagodna w smaku niż oryginalny produkt. Tradycyjnie ser ten powstawał z połączenia mleka owczego i koziego, ale obecnie są dostępne odmiany także z domieszką mleka krowiego (w przemysłowej produkcji). Haloumi nie topi się tak łatwo jak inne sery, np. mozzarella, dzięki czemu nadaje się do smażenia lub grillowania. Tekstura sera też jest wyjątkowa, kiedy je się go na ciepło słychać skrzypienie podczas gryzienia go.
Warto pamiętać, by patyczki do szaszłyków włożyć do zimnej wody zanim zaczniemy kroić warzywa. Nasiąkną one, co zabezpieczy je dodatkowo przed zwęgleniem, co czasami może się zdarzyć przy zbyt wysokiej temperaturze. O tej porze roku raczj grilla urządzać nie będziemy, więc szaszłyki możemy upiec w piekarniku nagrzanym na 2000C, przekręcając je w trakcie pieczenia. Nie powinno zająć nam to więcej niż 10-15 minut. Jeżeli nie ma pośpiechu, temperaturę możemy obniżyć do 1800C. Da nam to dodatkową gwarancję, że nie przypalimy jedzenia. Innym sposobem przyrządzenia szaszłyków będzie posłużenie się karbowaną patelnią (griddle). Możemy przetrzeć ją oliwą bądź olejem, następnie dobrze nagrzać i położyć szaszłyki na patelni. W ten sposób ograniczamy ilość tłuszczu potrzebnego do tradycyjnego smażenia, a z drugiej strony otrzymujemy efekt grillowania,ale bez specyficznego aromatu i dymu. Szaszłyki podawać możemy z ryżem. I tutaj, dla urozmaicenia, ryż możemy ugotować w wywarze z kostki smakowej lub z liściem laurowym albo dodatkiem tych samych przypraw, które użyliśmy do marynowania kurczaka.
Pizza na spodzie z mąki razowej
Pozostając w kręgu dań smacznych i zdrowych, proponuję jeszcze jeden przepis. Tym razem na ciasto do pizzy. Zwykle używamy mąki białej (plain flour albo bread strong flour). Dlaczego jednak nie zastąpić części mąki białej (mocno zmielonej bez otrąb), mąką razową (wholemeal flour). Przyznaję, że zmiana ta nie wpłynie na smak, ale podniesie zdrowotny aspekt. Razowe pieczywo zalecane jest przede wszystkim ze względu na dobroczynny wpływ na perystaltykę jelit. Grubo mielone mąki i otręby zawierają więcej złożonych cukrów, a te są dłużej rozkładane w przewodzie pokarmowym.
Na dwie, trzy porcje potrzebujemy 350g mąki; 200ml wody; pół łyżeczki drożdży granulowanych (o te najłatwiej w angielskich sklepach); pół łyżeczki soli, 1 łyżka oliwy i dodatkowo (choć niekoniecznie) 1 jajo. W dzisiejszym przepisie połowę mąki białej (plain flour albo strong bread flour) zastąpmy wholemeal flour. Ciasto będzie trochę słabiej wyrastało (co też zależy od ilości drożdży). Można przygotować je na zapas i trzymać w lodówce dzień czy dwa. Tak więc łączymy mąkę z drożdżami, solą i wodą. Mieszamy dokładnie ręcznie lub za pomocą robota kuchennego. Dodajemy oliwę na końcu, gdy całość jest już gładka. Woda nie powinna być ani zimna, ani gorąca. Z tej proporcji powinny wyjść 2 średnie blaszki ciasta. To, co znajdzie się na wierzchu, zależy już od naszej inwencji. Pamiętajmy tylko o kolejności: sos, ser, mięso lub wędliny, warzywa i inne dodatki na końcu. Smacznego!!!





Komentarze