Fawley Court Old Boys Association Report
February 18, 2010
In the autumn of last year, a few old boys from Fawley Court began to work together to stop the sale of Fawley and to preserve this place for the Anglo-Polish community. An appeal was sent to His Holiness Pope Benedict XVI and to Her Majesty Queen Elizabeth II; liaison with the press was initiated and we contacted the founders of Divine Mercy College. We found confirmation in legal documents that the owners of Fawley Court are the Polish Community in Great Britain and not the Congregation of Marian Fathers – who are only custodians of this property, blessed as a place for Poles by the most outstanding personalities of the last millennium – His Eminence Cardinal Wyszynski and His Eminence Metropolitan of Cracow Karol Wojtyla, later HH Pope John Paul II. At that time we also began correspondence with the Charity Commission. We have received two replies in which we were informed that they are considering starting an investigation.
At the beginning of this year we constituted the Fawley Court Old Boys Network as an association led by Mirek Malevski (Miroslaw Malewski) in order to intervene more effectively in the recovery of Fawley Court. We contacted other old boys from Divine Mercy College through the press and via the internet and began to put on pressure on both church and government authorities. Letters were sent to His Eminence Archbishop Vincent Nichols, Head of the Catholic Church in Britain and to the representatives of the government and the opposition: Gordon Brown MP (Prime Minister), David Cameron MP (Leader of the Conservative Party), Sir Malcolm Rifkind MP, Nick Clegg MP (Leader of the Liberal Party), Paul Goodman MP (MP for Fawley Court), John Denham MP (Secretary of State for Communities and Local Government). We began cooperation with the East European Support Network and with Liberty. Representations were made to the Attorney General and to the Ministry of Justice. The first significant article in the British press appeared in Private Eye (8/01/2010). With the help of the editors of Nowy Czas we are continuing our appeal for support and inform the Polish community of current affairs – e.g. the matter of the Museum of The Rev.Jozef Jarzembowski, which was given to Divine Mercy College and unlawfully removed abroad by the Marian Fathers. Recently we have initiated liaison with police authorities.
We ask all old boys from Fawley Court for contact at fawleyoldboys@yahoo.co.uk or by letter, and we ask the Polish community for help in the recovery of Fawley Court and its Museum in order to preserve forever this our national heritage in Great Britain, for the dissemination of faith and education to the new generation from this place, according to the will of the founders.
The support and enthusiasm from all quarters (Polish and British) has exceeded our expectations. We are confident that we shall recover this part of Poland outside Poland and ask everyone for strong support of our activities.
Krzysztof Jastrzembski (Secretary, Fawley Court Old Boys)
ATTENTION
People who have, had, or in the last few years had to remove remains or ashes from the crypt of St.Anne’s Church at Fawley Court please contact urgently: Fawley Court Old Boys, 82 Portobello Rd, Notting Hill, London W11 2 QD, tel: 0207727 5025, fax 0208 896 2043, email fawleyoldboys@yahoo.co.uk or kristof@talktalk.net
Raport Koła Byłych Wychowanków Fawley Court
February 18, 2010
Na jesieni ubiegłego roku kilku byłych wychowanków Fawley Court rozpoczęło współpracę w celu wstrzymania sprzedaży Fawley Court i zachowania tego miejsca dla polsko-brytyjskiej społeczności. Wysłany został apel do Jego Świątobliwości Papieża Benedykta XVI i Jej Królewskiej Mości Elżbiety II, nawiązaliśmy łączność z prasą i z założycielami szkoły Divine Mercy College. W dokumentach prawnych znaleźliśmy potwierdzenie, że właścicielem Fawley Court jest polska społeczność w Wielkiej Brytanii, a nie Zgromadzenie Księży Marianów – jedynie kustoszy tej posiadłości, poświęconej przez najznamienitsze osobistości ostatniego millennium – Jego Eminencję Kardynała Wyszyńskiego i Jego Eminencję Metropolitę Krakowskiego Karola Wojtyłę, później Papieża Jana Pawła II, jako miejsce dla Polaków. W tym okresie rozpoczęliśmy też korespondencję z Charity Commission. Otrzymaliśmy już dwie odpowiedzi, w których poinformowano nas, że rozważana jest możliwość rozpoczęcia śledztwa.
Na początku tego roku utworzyliśmy stowarzyszenie Fawley Court Old Boys Network pod przewodnictwem Mirosława Malewskiego (Mirek Malevski), aby skuteczniej interweniować w sprawie odzyskania Fawley Court. Poprzez prasę i internet nawiązaliśmy kontakt z innymi wychowankami Divine Mercy College i zaczęliśmy wywierać nacisk na władze kościelne i świeckie. Wysłaliśmy listy do Jego Eminencji Arcybiskupa Vincenta Nicolsa, zwierzchnika Kościoła katolickiego w Wielkiej Brytanii, oraz do przedstawicieli rządu i opozycji: Gordona Browna MP (premiera), Davida Camerona MP (przywódcy Partii Konserwatywnej), Sir Malcolma Rifkinda MP (posła), Nicka Clegga MP (przywódcy liberałów), Paula Goodmana MP (posła z Fawley Court), Johna Denhama MP (Sekretarza Stanu ds. Społeczności i Samorządów Lokalnych); zaczęliśmy współpracować z East European Support Network i z organizacją Liberty. Złożyliśmy sprawozdanie u Prokuratora Generalnego (Attorney General) i w Ministerstwie Sprawiedliwości (Ministry of Justice). Pierwszy znaczący artykuł w prasie brytyjskiej na temat Fawley Court ukazał się w Private Eye (8.01.2010); z pomocą redakcji Nowego Czasu kontynuujemy apel o poparcie społeczności polskiej i informujemy o sprawach bieżących – np. kwestii Muzeum im. Ks. Jarzębowskiego, które było darowane szkole Divine Mercy College i bezprawnie wywiezione przez księży marianów poza granice Wielkiej Brytanii. Ostatnio nawiązaliśmy kontakt z władzami policyjnymi.
Prosimy wszystkich wychowanków Fawley Court o kontaktowanie się z nami drogą mailową: fawleyoldboys@yahoo.co.uk albo listownie, oraz o pomoc społeczeństwa w odzyskaniu Fawley Court i Muzeum w celu zachowania na zawsze dla polskiej społeczności naszego dziedzictwa narodowego na terenie Wielkiej Brytanii, by w miejscu tym nadal szerzyć wiarę i oświatę wśród nowych pokoleń, zgodnie z wolą założycieli.
Entuzjazm i poparcie ze wszystkich stron (Polonii i Anglików) dla Fawley Court Old Boys przekracza nasze oczekiwania. Jesteśmy pewni, że odzyskamy ten kawałek Polski poza Polską i nadal prosimy wszystkich o dalsze silne wspieranie naszych działań.
Krzysztof Jastrzębski
(Sekretarz,
Fawley Court Old Boys)
„Private Eye” o Fawley Court
January 8, 2010
Wpływowy i opiniotwórczy brytyjski magazyn „Private Eye” opublikował 8 stycznia br. w stałej kolumnie „Nooks and Corners” materiał na temat próby sprzedaży Fawley Court. Ten satyryczny dwutygodnik jest lekturą obowiązkową posłów do parlamentu, księgowych, prawników, gdyż bezlitośnie wydobywa na światło dzienne wiele skandali życia publicznego. „Nowy Czas”, który od początku śledzi i relacjonuje sprawy związane z próbą bulwersującej sprzedaży Fawley Court przez księży Marianów, zamieszcza pełne tłumaczenie oraz faksymile angielskiego tekstu.
•••
Fawley Court, w pobliżu Henley-on-Thames, to posiadłość wymarzona. Zabytek klasy I, położony w imponującym, zaprojektowanym w XVIII wieku parku z posągami, świątyniami, sztucznymi ruinami. Jego tereny przylegają do Tamizy w miejscu, gdzie odbywają się regaty Henley.
Projekt tej niezwykle okazałej, zbudowanej z cegły rezydencji wciąż przypisuje się Christopherowi Wrenowi, choć jest prawie pewne, że nie był on jego autorem. Posiadłość wybudowana w 1684 roku dla kupca kolonialnego Williama Freemana, w 1770 została poddana całkowitej modernizacji. Wnętrza pałacowe zaprojektował wtedy James Wyatt. W 1853 roku posiadłość została kupiona przez Edwarda Mackenzie, który dobudował jedno skrzydło do głównego gmachu. Sto lat później jego potomkowie sprzedali Fawley Court – w czasie wojny zarekwirowany i (jak to zwykle bywa w takich sytuacjach) mocno zapuszczony.
W roku koronacji [królowej Elżbiety II – red.] Fawley Court został kupiony przez społeczność polską w Anglii na potrzeby szkoły. Nabyli go Polacy, którzy walczyli przeciwko nazistowskiej inwazji własnego kraju, a po wojnie nie mogli do niego wrócić, gdyż opanowany został przez imperium sowieckie.
Fawley Court, przekazany ojcom Marianom jako jego opiekunom, stał się waźnym centrum życia katolickiego Polaków. W 1971 roku na terenie pałacowym zbudowano kościół św. Anny, ufundowany głównie przez księcia Radziwiłła, który został tam pochowany. Ten niezwykły kościół, ze strzelistym, pokrytym miedzią dachem, zaprojektowany przez George’a Jarosza, został wpisany na listę zabytków klasy II.
Źle zaczęło dziać się w roku 1986, kiedy zamknięto szkołę – Kolegium Miłosierdzia Bożego. Od tego czasu budynek wykorzystywany był jako centrum konferencyjne i wypoczynkowe. Teraz księża Marianie mówią, że nie są w stanie w dalszym ciągu utrzymywać tej posiadłości i chcą ją sprzedać. W 2008 roku, po tajnych i zakończonych fiaskiem negocjacjach z przedstawicielami Polonii, budynek z przylegającym do niego terenem został wystawiony na sprzedaż, oferta pojawiła się w folderze wydanym na lśniącym papierze przez Marriotts of Oxford [agentów nieruchomości – red.].
Wielu spośród półtoramilionowej polskiej społeczności jest bardzo oburzonych, czują się oszukani i uważają, że księża Marianie są tylko i wyłącznie opiekunami Fawley Court i nie mają moralnego prawa do sprzedaży tej posiadłości, która została zakupiona i przez lata utrzymywana była przez Polaków i ich angielskich przyjaciół. Polska Misja Katolicka wraz z innymi organizacjami polonijnymi zamierzała wykupić Fawley Court, by miejsce to nadal służyło jako centrum polskiego życia kulturalnego, szkoła biznesu lub szkoła dla polskich dzieci w Wielkiej Brytanii – projekt znalazł poparcie polskiego rządu. Oferta, w wysokości 14 mln funtów, została jednak odrzucona przez powierników trustu, księży Marianów, którzy mają nadzieję uzyskać ze sprzedaży 22 mln.
Cała sprawa wygląda dość mętnie; krążą pogłoski, że kupnem Fawley Court zainteresowała się niejaka Aida Hersham, określona przez Catholic Herald jako perska spadkobierczyni i osoba ze świata towarzyskiego. Pani Hersham, była żona agenta nieruchomości z Mayfair i przyjaciółka mieszkającego obecnie w Monaco naszego magnata Philipa Greena, jest właścicielką nieruchomości w Londynie, Nowym Jorku i na Isle of Man. Jest to bez wątpienia osoba wpływowa: urzędnicy ds. planowania z urzędu rejonowego Wycombe dołożyli wszelkich starań, by sprzedaż doszła do skutku. A poseł z Henley, John Howell, arogancko zlekceważył troskę, jaką wyrażają przedstawiciele polskiej społeczności co do losów tej posiadłości. Mimo to, do wymiany kontraktu jeszcze nie doszło.
Wolne wejście do budynku i na teren wokół niego, które było do tej pory przywilejem każdego, może być zabronione, ale obecność katolickiego kościoła na 50-akrowym terenie będzie z pewnością dla nowego właściciela problemem – szczególnie teraz, kiedy kościół wpisany został na listę zabytków klasy II i nie może być zrównany z ziemią. Jednakowoż dwaj księża-powiernicy, Jasiński i Gowkielewicz, najzagorzalsi orędownicy sprzedaży Fawley Court, zwrócili się do biskupa Northampton o desakralizację kościoła. Założyli również ogrodzenie i bramki uniemożliwiające wiernym dostęp do kościoła, grożąc policją tym, którzy próbowaliby wkroczyć nielegalnie na teren prywatny. Dążą też do wykopania szczątków założyciela szkoły w Fawley Court, otaczanego wielką czcią ojca Józefa Jarzębowskiego, który – zgodnie z jego życzeniem – pochowany jest obok kościoła.
Pojawia się też pytanie o muzeum Fawley Court. W ciągu lat przekazano szkole wiele cennych, zabytkowych przedmiotów. Między innymi pierwsze polskie wydanie Biblii, wiele obrazów i rzadką kolekcję starej broni. Wszystko to zniknęło i pozbywający się wartościowych przedmiotów księża-powiernicy nie są chętni do udzielania informacji, gdzie te obiekty muzealne obecnie się znajdują. Uczestnicy kampanii przeciwko sprzedaży Fawley Court zadają też pytanie, co stało się z 200 tys. funtów zebranymi dziesięć lat temu przez ojców Marianów wśród polskiej społeczności na potrzeby nowej szkoły, która nigdy nie powstała.
Przeciwnicy sprzedaży Fawley Court wysłali list do Charity Commission argumentując, że jest ona niezgodna z Charity Act z 1993 roku. Zwracają też uwagę na to, że nie można pominąć interesu donatorów – wielu z nich już w podeszłym wieku i kiepskiej kondycji fizycznej – którzy przekazali znaczące datki/fundusze na ręce ojców Marianów na koszty utrzymania i zachowania Fawley Court, wraz z ogołoconym teraz muzeum, jako centrum życia religijnego, kulturalnego i naukowego. Zwracają się więc z prośbą o kontrolę rocznych sprawozdań i rozliczeń ojców Marianów. Do tematu powrócimy.
PILOTI
Tłumaczenie ©Teresa Bazarnik, Nowy Czas, Londyn, 8 stycznia 2010
A BEAUTIFUL PART OF ENGLAND THAT IS FOREVER POLAND
December 6, 2009

The Chief Executive
Andrew Hind Esq.
The Charity Commission
30 Millbank
Westminster
London SW1P 4DU
2 December 2009
Dear Chief Executive
Re: The proposed (needless) sale by the Marian Fathers of Fawley Court, Henley-on-Thames. A magnificent Grade 1 Listed Building, designed by Sir Christopher Wren. TRUST No: 1075608
This letter in respect of the above imminent matter, is written with great urgency.
At the point of writing, numerous priceless works of art from the Fawley Court Museum have already been lost to the Nation. With (legal) international cooperation it is hoped to recover the said artefacts in due course.
There is now great concern that a possible (unlawful) sale of Fawley Court, in breach of the Charities Act 1993 Section 36(2), and Section 72, is imminent. The proposed disposal is being spearheaded by a minority group of Marian Fathers under the banner of its purported Trusts(s), varied self-servingly over the years.
It would be unusual to say the least if the said proposed sale of such a unique heritage, of outstanding architectural merit, and of cultural, religious and educational importance, has/had been sanctioned by either the Superiors of the Marian Fathers Order, or indeed by, His Holiness Pope Benedict XVI, who is to visit our shores next year, with the sole mission to beatify Cardinal Henry Newman.
It is believed Cardinal Henry Newman once rested at Fawley Court in the course of his ‘Tractarian’ days. Indeed his imposing bust is prominently displayed on the right wing wall hall of Fawley Court.
Representations have been made to His Holiness Pope Benedict XVI, and a response is being awaited.
As with the aforementioned invaluable works of art, there is a great fear among the 1.5 million strong Polish Community currently in the UK, (together with one should hasten to add, a strong English community), that we will all suffer the twin-blow of losing not only Fawley Court, but also the proceeds of some £22 million from these shores.
It appears that there is much evidence to support the allegation that the minority of Marian Fathers who are involved in this matter, are also Defendants in some three Court actions. These may of course be wholly innocent civil actions, and thus peripheral to the matters in hand.
In any event the author of this letter is advised that these matters are privileged, and sub judice and thus at this juncture cannot be commented on.
Notwithstanding the above caution, the Charity Commission through the powers invested in it by law will be able to visit this area of law, and at the same time scrutinize “compelling” evidence as to how the Marian Trusts were varied – under the Commission’s own Statutory obligations.
What is in the public Domain however, is the current actions and questionable behavior of a minority of Marian Fathers which includes inter alia;
Applying to the Coroner to exhume the body of their own Marian brother, the late Reverend Father Jozef Jarzembowski ( Founder in 1953, and main Trustee of Divine Mercy College, a Catholic School and Educational Mission, no longer extant), who is buried by St. Anne’s Church, Fawley Court, in perpetuity, and in accordance with his last wishes.
Applying to deconsecrate the chapel of St. Anne’s, a unique Grade 2 listed building, beautifully set in the grounds of Fawley Court. The design and construction of which was generously funded by the Radziwill family some forty five years ago.
The same minority of Marian Fathers – are at the time of writing – now preventing its own beneficiaries, donors and parishioners, from visiting or worshiping at Fawley Court by erecting chained gates on the pathways. These are accompanied by menacing signs warding off innocent visitors with the threat of prosecution.
Finally, though not in conclusion of this sorry saga, three other points of contention need to be examined;
As a matter of urgency – and time is of the essence – the author of this letter would ask the Commission, for the purposes of transparency, to identify the alleged progress of the purported sale of Fawley Court. It has been impossible to pinpoint either from the sales agents, from the Marian Fathers themselves, or indeed Wycombe District Council, whether contracts have been exchanged, and whether ”delayed completion” is envisaged for December, or for the ”early part of next year” (sic).
The minority of Marian Fathers acting for the Trust, have made public their intention to dispense proceeds from the proposed sale of Fawley Court to various individuals and institutions.
On any view such a gesture of largesse is not only misplaced, but highly improper. Doubtless, the Charity Commission will look into this.
There are a significant number of beneficiaries and donors – some old, frail and vulnerable, and others too young to ably care for their fiduciary interests – who have contributed significant funds/donations via the Marian Fathers specifically towards the upkeep and maintenance of Fawley Court as a religious, cultural, and educational centre, together with the now ransacked museum.
These people will need either the Court of Protection, or the
Treasury Solicitor to help safeguard their ‘investments’.
In conclusion, I understand you are in receipt of a representation from my colleague Krzysztof Jastrzembski. I am reliably informed that Jo Hampshire, Head of Special Investigations, is now looking
into the above allegations.
Yours Faithfully
Mirek Malevski
Maison de l’Art Universel, 82 Portobello Road, Notting Hill
London W11 2QD
CC
The Prime Minister, The Right Honourable Gordon Brown MP
The Leader of The Opposition, The Right Honourable David Cameron MP
The Leader of the Liberal Democrat Party, The Right Honourable Nick Clegg MP
Boris Johnson, Mayor of London
The Right Honourable John Howell, MP for Henley
Nowy Czas (Czas Publishers Limited)
NB. Both Mirek Malevski and Krzysztof Jastrzembski are former pupils of Divine Mercy College Fawley Court – Editor
Ratujmy FAWLEY COURT,
nasze narodowe dziedzictwo
na Wyspach Brytyjskich, piszmy listy, protesty, zadajmy pytania
Czy ks. Władysław Duda jako Trustee zgadza się na sprzedaż Fawley Court. Pisać do:
The Rev. Władysław Duda
Trustee
(Registered Charity Nos. 251717/1075608/150399(29)
Marian Fathers Fawley Court
Henley-on-Thames
Oxon. RG9 3AE
Jeśli mają Państwo jakiekolwiek zażalenia lub zastrzeżenia
co do sprzedaży Fawley Court, należy jak najszybciej wysłać
list (chętnie się zapozna) do:
The Chief Executive
Andrew Hind Esq.
The Charity Commission
30 Millbank
Westminster
London SW1P 4DU
Jeśli sprzeciwiacie się Państwo ekshumacji zwłok ks. Józefa Jarzębowskiego z Fawley Court, należy wysłać bezzwłocznie
list do:
Paul Ansell Esq
Coroner and Burials Division
Ministry of Justice
102 Petty France
London SW1H 9AJ
Jeśli uważacie Państwo, że społeczność polska jak i brytyjska nadal powinna mieć prawo wejścia na teren zespołu parkowego Fawley Court, czyli korzystać z „Rights of Way”, wyślijcie swoje dane na:
fawleycourt.rightsofway@yahoo.co.uk
Informacje na temat Marian Fathers UK można znaleźć na stronie: www.falweycourt.info
Sprzedaż Fawley Court Ciąg Dalszy
November 20, 2009

Księża Marianie wystąpili z wnioskiem o pozwolenie na ekshumację Księdza Józefa Jarzębowskiego. Przy wielu okazjach Ksiądz Józef mówił o swoim wielkim życzeniu – chciał być pochowany w fawleyowskim parku. Żyją jeszcze świadkowie, jego uczniowie i przyjaciele, którzy pamiętają jak bardzo kochał Fawley Court i jaka była jego ostatnia wola. Występując z wnioskiem o pozwolenie na ekshumację Księża Marianie nie szanują ostatniej woli zmarłego, która bezwzględnie powinna być respektowana przez wszystkich. Aby wyrazić swoją dezaprobatę dla takich działań i przeciwstawić się ekshumacji należy pisać maile i listy do Coronera p. Paula Ansell. Poniżej znajdują się wszelkie potrzebne informacje i wzór listu. Listy proszę pisać po angielsku z zaznaczeniem, że dotyczą sprawy Ojca Józefa Jarzębowskiego.
Katarzyna Mitura
Komitet Obrony Dziedzictwa Narodowego Fawley Court/The Save Fawley Court Heritage Committee
Mr Paul Ansell
Coroners & Burials Division
Ministry of Justice
102 Petty France
London SW1H 9AJ
e-mail: Paul.Ansell@justice.gsi.gov.uk
Dear Mr Paul Ansell
Marian Fathers have applied for the licence to exhume the remains of Father Józef Jarzębowski. The last wish of Father Józef was to be buried at Fawley Court’s park. There are witnesses, his pupils and friends, who remember him saying how much he loved Fawley Court and what his last will was. Marian Fathers do not respect the last will of a dying person, which should be unconditionally considered at all times.
Yours sincerely
Komitet Obrony Dziedzictwa Narodowego Fawley Court informuje również, że 28-go września 2009 Kościół pw. NMP i Św. Anny w Fawley Court został wpisany do rejestrów zabytków angielskich. Kościół ten został uznany za zabytek klasy II ze względu na:
1. Szczególny charakter architektoniczny z racji uderzającej asymetrii projektu ze śmiałą, interesującą bryłą, zdominowanąostroką tnym dachem.
2. Nowoczesność i wysoką jakość Kościoła wyrażone zarówno w projekcie jak i wykonaniu poprzez pomysłowe zastosowanie materiałów.
3. Znaczenie historyczne Kościoła dla Rzymsko-Katolickiej społeczności i powiązania z Polskim Rodem Książęcym, jako miejsce wiecznego spoczynku Księcia Radziwiłła, który ufundował go kup pamięci swojej matki Księżnej Lubomirskiej.
Ian Dunlop,
Departament Kultury, Mediów i Sportu
więcej informacji na stronie: www.fawleycourt.net
Zagubiona strona „Pana Tadeusza” znaleziona w Fawley Court
November 20, 2009
Takiego poruszenia w angielskiej Polonii jeszcze nie było,
Jakie wokół sprzedaży Fawley Court się zdarzyło.
Piękny dworek pod Henley, architektury perełka
Z parkiem przy rzece, kościołem, nasz „symbol” i duma wielka.
Nawet chłodni Anglicy gorąco nam zazdrościli
Żałując, że kiedyś – dla zysku, ze swych rąk go wypuścili.
Zrazu nikt nie chciał wierzyć, nikt nie dawał wiary,
To pewnie jakieś pogłoski, emigracyjne koszmary.
Jak komuś takie szaleństwo mogło przyjść do głowy?
Sprzedawać polski „symbol”, prawie że skarb narodowy?
Lecz tam gdzieś już, bez rozgłosu, nabywcę znaleziono
I niezbyt wielu rodaków o tym powiadomiono.
Jakże inaczej niż wtedy, gdy dworek polskim się stawał:
Głośne odezwy, apele – i Polak pieniądze dawał.
A dawał swoją funtówkę ciężko zarobioną
Pełen nadziei i dumy, pro publico bono.
O naiwni! Pieniądze daliście? Piękna, dobra wola.
Tutaj niestety (nie wiecie?) kończy się wasza rola.
Upominacie się teraz o rzecz zgoła cudzą!
Kto inny jest właścicielem. Niech już rodacy nie nudzą.
Dziś sprawy bronią ludzie, co w „symbol” naiwnie wierzyli,
Sprzedają zaś „symbol” ci , co nigdy go nie kupili.
Drodzy księża Marianie, zbieracie gratulacje
Za sprawną, cichą sprzedaż, korzystną transakcję?
Ale nie od Polaków, którzy grosz swój dawali
Na polski dwór nad Tamizą i tak się nim radowali.
Ale nie od zesłańców, co mrozy Syberii zdzierżyli
I polską szkolę dla chłopców w Fawley Court założyli.
Oni wam to dziedzictwo zostawili z wiarą
Że pod znakiem krzyża polskie pamiątki ocalą.
Powierzone wam dobra jak swoje sprzedajecie
A zebrane miliony kto wie gdzie wywieziecie.
Broniący „polskiego dworu” liczyli na wsparcie elity:
Rektora, prezydentów, prezesów, Polonii kwiat znamienity.
Wszak to ich wiedzy, mądrości i wizji
Czekamy, kiedy chętnie za nas mówią w telewizji.
Lecz zimna i głucha cisza, jaka z ich strony dochodzi
Oznacza zgodę na sprzedaż, poziomu też elit dowodzi.
Rozliczne już skandale Polacy z pokorą znosili
I często własnie elity za bezeceństwa ganili,
Że drobne interesiki, prywatne korzyści
Przesłaniają coś większego, co tracimy wszyscy.
Tylu Polakow latami na to się składało,
Żeby teraz kilku cwaniaków zyski świętowało.
Historia – powiecie – nie nowa i ciagle się powtarza,
A jednak zawsze boli, zwłaszcza gdy blisko ołtarza.
Z jednej strony – chciwość; u tych bez wizji – cisza,
Wieszcz dobrze o tym wiedział, gdy w „Weselu” pisał:
„Miałeś chamie złoty róg, został ci sie jeno sznur”.
Miałaś Polonio Fawley Court. Przehandlowali? A niech to czort!
Lecz pamiętajcie – wy chciwi, i wy milczące czarty,
Historia was zapisze w swoje niechlubne karty.
Kocham to miejsce
July 13, 2009
Moja przygoda z Fawley Court zaczęła się ponad 23 lata temu, kiedy jako młoda osoba zostałam tam zabrana przez przyjaciela na tzw. wycieczkę-niespodziankę. Obydwoje należeliśmy wówczas do bardzo popularnego i dobrze zorganizowanego Zrzeszenia Studentów i Absolwentów Polskich za Granicą. Wszyscy byliśmy głęboko i entuzjastycznie zaangażowani w sprawy zrzeszenia organizując spotkania towarzyskie, wspólne wycieczki, dyskutując na różne tematy, zarówno dotyczące zrzeszenia, jak i Polski, tym bardziej że byliśmy pokoleniem solidarnościowym. Planowaliśmy weekendowe wypady na zwiedzanie historycznych miast lub zastanawialiśmy się, gdzie spędzić letnie wakacje – Penhros (północna Walia, gdzie znajduje się wspaniała polska placówka), a może wspinaczka w Snowdonii czy wędrówki po Lake District. Jednym z takich miejsc wypadowych był również Fawley Court, gdzie przy ognisku i radosnym śpiewie z akompaniamentem gitar siedzieliśmy do późnych godzin nocnych zajadając smażone kiełbaski w blasku księżyca i migoczących gwiazd.
Pierwszy wypad do Fawley Court wywarł na mnie tak wielkie wrażenie, że ilekroć zawitałam tam potem, emocje były tak samo silne, jak pierwszego razu, kiedy przekroczyłam główną bramę od strony Henley. Wydawało mi się wówczas, że wjechałam w świat rajskiej natury, otoczona soczystością zieleniejących łąk, biegających po nich zajęcy i pięknych, starych drzew, które niczym strażnicy chroniły wejścia do tej wspaniałej posiadłości. Zaraz za zakrętem powoli wyłaniał się w blasku letniego słońca okazały budynek. Kiedy wysiadłam z samochodu i zobaczyłam go z bliska, byłam oczarowana. Z niecierpliwością otworzyłam ciężkie, dębowe drzwi. Przywitała mnie postać pięknie wyrzeźbionej w drewnie figury św. Józefa. Z wielkim zainteresowaniem zwiedziłam muzeum, oglądając portrety polskich królów, portrety ks. Józefa Jarzębowskiego, generała Hallera, marszałka Józefa Piłsudskiego i innych. Przede wszystkim jednak utkwił mi w pamięci dużych rozmiarów obraz syberyjskiej drogi.
Pamiętam, jak bardzo czułam się dumna, że jestem Polką i że to historyczne miejsce należy właśnie do nas, Polaków, że właścicielami są polscy księża Marianie.
Po obejrzeniu muzeum i wspaniałej biblioteki, gdzie znajdowały się dokumenty podpisane przez polskich królów, poszliśmy na spacer brzegiem kanału do Tamizy. Po raz pierwszy mogłam podziwiać przepływające koło nas prywatne łodzie, których właściciele z uśmiechem machali do nas na powitanie.
Dzień zbliżał się powoli ku końcowi, a ja wciąż nie mogłam nasycić zmysłów urokiem tego miejsca. Największe wrażenie zrobiła na mnie nie tyle kaplica, której ołtarz był zrobiony na wzór skrzydeł husarskich wykutych w brązie, ale grota Matki Boskiej przypominająca Lourdes. Jestem osobą głęboko wierzącą, podziękowałam więc w modlitwie Matce Boskiej za tak wspaniale przeżyty dzień oraz Panu Bogu za to, że my, Polacy, mogliśmy być w posiadaniu tak pięknego miejsca. Prosiłam też Matkę Boską, by zawsze czuwała nad Fawley Court, księżmi i osobami, które tam pracują.
To był początek mojej miłosnej przygody z tym miejscem, która trwa po dziś dzień. To miejsce jest również ważne dla moich dorastających już synów, którzy – można powiedzieć – „spędzili” swoje dzieciństwo w Fawley Court. Jeśli tylko miałam czas i czułam potrzebę odprężenia się, przyjeżdżałam do Fawley Court. Przy okazji odwiedzaliśmy ks. Pawła Jasińskiego, a następnie przybyłego tam później ks. Andrzeja Janickiego, któremu zawsze powtarzałam, że jest taki kochany. Zresztą kto go nie kochał? Ktokolwiek się z nim zetknął, był pod urokiem jego serdeczności, mądrości i uduchowienia. Ks. Andrzej udzielił mi ślubu i ochrzcił moje dzieci. Jego przytulny pokój na poddaszu był czymś w rodzaju kapliczki, biblioteki i sklepu z pamiątkami. Ze smutkiem musieliśmy się pogodzić z jego wyjazdem do Polski, do domu opieki dla księży. Jego pogodne oczy i ciepły uśmiech zostanie w mojej pamięci na zawsze.
Na szczęście pojawił się ks. Tadeusz, który swoim miłym głosem i dobrodusznym uśmiechem zawsze serdecznie nas witał. Zaprzyjaźniliśmy się również z siostrami, szczególnie z siostrą Bożeną i Elżbietą, których kulinarne talenty były legendarne. Z radością witała nas też pani Teresa Gibson, która była wówczas kierowniczką do spraw zarządzania personelem usługowym.
Spędzaliśmy tam całe dnie na łonie natury. Ja czytałam, a chłopcy szaleli grając w badmintona, szukając rybek w wodzie lub buszując i sprawdzając, co w trawie piszczy. Pod koniec dnia z ociąganiem zwijaliśmy manatki i wyruszaliśmy w drogę powrotną do Londynu, nigdy jednak nie zapominając, by choć na chwilę zajść do Matki Boskiej, by jej podziękować za ten przywilej spędzenia dnia w tym pięknym miejscu i pomodlić się za jego gospodarzy.
W ostatnich dwóch latach ze względu na sytuację osobistą odwiedziłam Fawley Court tylko dwa razy, ale moja tęsknota za nim była nieustanna, tym bardziej że rosną tam dwa posadzone przeze mnie drzewka – kasztan i żołądź. Te stare drzewa, które otaczają Fawley Court, też ktoś przecież kiedyś zasadził i po dzień dzisiejszy sprawiają nam tyle radości. Być może i moje sprawią kiedyś komuś taką samą radość.
W ostatni majowy Bank Holiday pojechałam ze starszym synem do Fawley Court, żeby zobaczyć, między innymi, jak rosną nasze drzewka. Przejeżdżamy przez bramę i wracają cudowne wspomnienia. Zatrzymaliśmy się na poboczu, żeby przywitać nasze drzewka i porobić przy nich zdjęcia. Rosną zdrowo. Co za radość z ich widoku…
Po chwili, zbliżając się do budynku zauważyłam ks. Andrzeja Godkiewicza. Zagadnęłam, że przyjechałam na chwilę odwiedzić Fawley Court zanim będzie już za późno. Zamieniliśmy parę słów, a po chwili ks. Andrzej ze smutkiem, lecz bez nostalgii powiedział:
– Tu wszyscy chcą przyjeżdżać i z tego korzystać, ale nikt nie chce płacić. Tablica jest wywieszona przy wjeździe i pisze, że za wjazd trzeba płacić, widziała ją pani.
– Nie – odpowiedziałam zdziwiona i skrępowana. – Od lat tu przyjeżdżam i nigdy jej nie widziałam – odpowiedziałam.
– A widzi pani, ona tutaj stoi już dwa lata, ale nikt na nią nie zwraca uwagi. Każdy przyjeżdża tutaj jakby to była jego własność. Utrzymanie tego wszystkiego przecież bardzo dużo kosztuje – mówił oddalając się w stronę kościoła.
Poczułam się bardzo zmieszana, nie bardzo wiedząc co odpowiedzieć i co ze sobą zrobić, bo nigdy nie spotkałam się tu z takim przywitaniem.
– To w takim razie może zapłacę – zawołałam, ale on jakby nie słyszał, albo może nie chciał…
Stałam przez chwilę nie wiedząc, co mam zrobić – pójść po syna, poczekać na księdza czy wracać z powrotem. Po chwili wrócił Jacek. W drodze do groty powiedziałam mu, co się stało. Usiedliśmy przed grotą i zastanowiliśmy się nad tym, co powiedział ksiądz, dochodząc do wniosku, że właściwie to on miał rację. Przecież utrzymanie tej posiadłości musi bardzo dużo kosztować, dlatego – żeby ośrodek istniał – powinno się go wspomagać nie tylko finansowo, ale również pomagać księżom w jego zarządzaniu, dla ich dobra i dla dobra polskiej społeczności.
Poczuliśmy się bardzo uprzywilejowani, że przez lata dane nam było korzystać z tego wspaniałego obiektu i jego pięknego otoczenia. Jestem przekonana, że takie odczucie ma każdy, kto kiedykolwiek korzystał z gościnności tego miejsca. A było ono – jak przysłowie mówi – czym chata bogata, tym rada. Obchodzone tam przez dziesięciolecia Zielone Świątki były nie tylko podniosłą uroczystością, dumą z naszej polskości, ale również okazją do masowych spotkań z przyjaciółmi i znajomymi, których się dawno nie widziało, rozkoszowaniem się, za drobną opłatą, polskim bigosem, wędlinami i pysznymi wypiekami. Liturgia mszy świętej odprawiana była przy ołtarzu polowym ze względu na ogromną liczbę przybyłych z różnych zakątków nie tylko Londynu, ale i Anglii wiernych, których śpiew roznosił się wkoło aż po drugi brzeg rzeki.
Był czas, że Fawley Court słynął nie tylko z odprawianych tam Zielonych Świątek, tradycyjnej polskiej Wigilii, Bożego Narodzenia i Wielkanocy wraz ze święconym, ale również ze wspaniałych przyjęć ślubnych.
* * *
Zapaliliśmy świeczki, złożyliśmy ofiarę i w skupieniu powierzyliśmy swoje intencje Matce Bożej, prosząc, by Fawley Court mógł nadal pozostać w polskich rękach, a nie tylko w naszej pamięci.
Choć było już szaro, poszliśmy jeszcze w stronę rzeki. Wieczór był cichy i spokojny, od czasu do czasu słychać było tylko ćwierkanie ptaka. Przed nami rysowała się coraz wyraźniej stara olcha. To piękne, olbrzymie drzewo stojące przy samym brzegu rzeki zawsze sprawiało mi swoim widokiem wiele radości. Szeleszcząc wdzięcznie listkami przy najmniejszym wietrze, dawało latem schronienie pod swoimi rozłożystymi konarami. Kiedyś na jednej z gałęzi ktoś zawiesił gruby, mocny sznur i przymocował do niego deskę, na którą wskakiwały moje rozbawione dzieci, rozhuśtując ją tak, że nogami chłopcy sięgali prawie do wody w Tamizie.
Wracając znad rzeki widzieliśmy z daleka zapalone przez nas świeczki, które zlewały się w jeden płomień. Robiło się późno i coraz ciemniej, czas wracać, ale nieodparta chęć wstąpienia jeszcze raz, choć na jedną małą chwilę do Matki Boskiej była mocniejsza. Podchodzimy, chwila skupienia, każdy z nas pogrążony w swoich myślach i modlitwach. Ja swoje jeszcze raz kieruję do Matki Bożej o opiekę nad Fawley Court, księżmi, którzy go prowadzą i ludźmi, którzy go doglądają, by mógł pozostać w naszych polskich rękach na kolejne pokolenia.
Mijając kościół zauważyliśmy płonące nad ołtarzem świece oświetlające oblicze Chrystusa. Poczułam ucisk w sercu i łzy w oczach…
Spójrzmy w głąb naszych serc i zróbmy wszystko, żeby ratować to miejsce, które było nam – jako narodowi na obczyźnie – przeznaczone, byśmy myśląc o nim, nie mówili jak Adam Mickiewicz:
Litwo! Ojczyzno moja!
Ty jesteś jak zdrowie;
Ile cię trzeba cenić,
Ten tylko się dowie,
Kto cię stracił…
Alicja Głowacka
Po co nam dziedzictwo narodowe?
June 10, 2009
Nie trzeba zaglądać do słownika. Każdy chyba poprawnie odpowie, co to takiego, to dziedzictwo narodowe. Zbyt długo Polacy walczyli o jego zachowanie, o przekazanie go następnym pokoleniom. A jednak coraz częściej można odnieść wrażenie, że chociaż mówimy tym samym językiem, używamy tych samych słów, to albo słowa pozostają puste, albo nabierają innych zupełnie znaczeń.
Dziedzictwo ustępuje potrzebom bieżącym, bywa, że staje się politycznym frazesem, a coraz częściej o naszym narodowym dziedzictwie przypominają nam cudzoziemcy.
Tak było w Paryżu, gdzie byłem tuż przed uroczystościami Zielonych Świątek w Fawley Court. Upalna pogoda w tym wspaniałym mieście zmusiła mnie do wybrania opcji typowo turystycznej. Jedynym wyjściem, żeby się do końca nie ugotować w miejskim skwarze był turystyczny rejs po Sekwanie. Lewy i prawy brzeg wypełniony francuskim dziedzictwem. Pałace, muzea, historia. Nie ma wolnego miejsca, jakby kilkadziesiąt pokoleń działało w ścisłym porozumieniu na przestrzeni czasu. Wielowiekowy dorobek zgromadzony wzdłuż brzegów Sekwany. Katedra Notre-Dame, Luwr, most zbudowany z kamienia zniszczonej Bastylii, wieża Eiffela, stary dworzec zamieniony na Musée d’Orsey. W tej wyliczance nie zabrakło Hotelu Lambert. Słynnego – jak dodała młoda studentka-przewodniczka. W XIX wieku zbierały się w nim intelektualne elity Paryża, a gospodarzami byli Polacy, właścicielem książę Adam Czartoryski.
Każdy Polak uczył się o tym w szkole. Wielka Emigracja. Ale zanim stała się wielką, zaczynała podobnie jak każda, o czym książki mówią niewiele.
O Hotelu Lambert, o tym, że jest na sprzedaż podobno dowiedział się Fryderyk Chopin od francuskiego malarza Eugène Delacroix. Może pili kawę na Wyspie św. Ludwika i Delacroix wiedząc, że Polacy szukają jakiegoś miejsca, gdzie mogliby się spotykać przedstawił możliwość kupienia podupadłego trochę pałacu właśnie na tej małej wysepce sąsiadującej z większą, na której stoi Notre Dame. Fryderyk Chopin przekazał wiadomość księciu Czartoryskiemu, który zakupił pałac w 1843 roku. Taki był początek polskiej historii związanej z Hotelem Lambert. Jego salony przez ponad 100 lat gościły polityków, intelektualistów i artystów. To w nim odbywały się patriotyczne bale otwierane polonezem specjalnie na tę okazję napisanym przez Fryderyka Chopina. Hotel Lambert stał się najważniejszym salonem Paryża. Powstała w nim też szkoła i Biblioteka Polska. Pozostał własnością rodziny Czartoryskich do 1975 roku. Podobno spadkobiercy zaproponowali kupno pałacu władzom PRL, a ponieważ komuniści przyzwyczajeni byli raczej do zabierania arystokratom ich posiadłości niż kupowania od nich, możliwość zachowania dla przyszłych pokoleń tego tak ważnego dla polskiej historii miejsca nie spotkała się z zainteresowaniem krajowych władz. Pałac kupił baron Guy de Rottshild.
Kolejną okazję zmarnowaliśmy dwa lata temu. Wprawdzie ówczesny minister kultury Michał Ujazdowski wyjaśniał, że zwrócił się do barona z propozycją kupna pałacu, ale było już za późno. A jak było? Pałac za 100 mln dolarów kupił emir Kataru.
Nowy właściciel postanowił pałac przebudować, radykalnie ingerując w jego siedemnastowieczną architekturę. Pojawiły się głosy protestów ze strony historyków. W internecie można podpisać petycję – na stronach francuskich i angielskich, ale nie polskich (!). Co ciekawe, przy okazji składania petycji, na tych stronach właśnie można poczytać o naszym dziedzictwie. Dowiedzieć się czegoś o naszej historii od cudzoziemców. Polskie media zajmują się kolejną odsłoną pojedynku premier-prezydent.
I znowu coś nam nie wyszło, i nawet tego nie zauważamy. Czy można sobie wyobrazić lepsze miejsce na promocję Polski w zjednoczonej Europie, kiedy ambasady RP straciły swoje znaczenie polityczne?
Po takim doświadczeniu z tym większym zdumieniem przeczytałem po powrocie do Londynu ogłoszenie księży Marianów w „Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza”: Ponownie informujemy, że posiadłość Fawley Court została sprzedana na przełomie 2008/2009 roku, stąd nie planowaliśmy w tym roku organizowania Uroczystości Zesłania Ducha Świętego. (…)
W związku z pojawiającymi się w ostatnich dniach ulotkami i zaproszeniami do Fawley Court na Mszę św. w Zielone Świątki, uprzejmie informujemy, że ich treść nie była z nami uzgadniana, ani nawet nam przedstawiona. Pojemność kościoła św. Anny jest ograniczona, a na profesjonalne zorganizowanie i zabezpieczenie Mszy św. polowej jest już za późno. Dlatego też zachęcamy wszystkich do wzięcia udziału w Uroczystości Zesłania Ducha Świętego we własnych kościołach parafialnych.
Była to jedyna informacja podana w tej gazecie – o ulotkach Komitetu Obrony Dziedzictwa Narodowego Fawley Court informujących o mszy św. w kościele św. Anny jej czytelnicy dowiedzieli się z komunikatu księży Marianów.
Mimo wszystko jedziemy na mszę, trochę jak intruzi, wierni, którzy są niepotrzebnym obciążeniem dla księży. Czy dlatego od kilku lat nie było żadnej informacji o istnieniu Fawley Court w Polskim Informatorze? Czy była to metoda na udowodnienie sobie i innym, że Fawley Court jest już niepotrzebny Polakom. Był potrzebny, kiedy Polaków na Wyspach było około 150 tys. przestał być potrzebny, kiedy jest nas ponad milion? Frekwencja w kościołach parafialnych nie świadczy o tym, że młode pokolenie stało się niewierzące.
Przed mostem w Henley kilometrowa kolejka samochodów. Czyżby pospolite ruszenie Polaków? W końcu dojeżdżamy, tłumów wprawdzie nie ma, ale obecność niewygodnych wiernych, którzy mimo ogłoszenia ksieży Marianów do Fawley Court przybyli i nie pomieścili się w kościele jest żywym świadectwem, jak bardzo ten ośrodek jest Polakom potrzebny.
Księża Marianie, tak jak zapowiedzieli w komunikacie, byli nieprzygotowani. System nagłaśniający nie działa, nikt jednak nie odchodzi. Wśród zgromadzonych dużo młodych ludzi, przyjechały też całe rodziny, sporo małych dzieci. Wszyscy w skupieniu uczestniczą we mszy św., zakłócanej jedynie charczącym głośnikiem. Z kazania też niewiele dociera na zewnątrz. Jest mowa o decyzjach, złych decyzjach i ludzkiej ułomności. – Módlmy się za tych, którzy takie decyzje muszą podejmować – apeluje ksiądz.
Msza św. i modlitwy skończyły się. Wierni pozostali sami. Okazały pałac zaprojeketowany przez Christophera Wrena straszył oczodołami szczelnie pozamykanych okien. Księża wycofali się do wychłodzonych salonów. Nikt jednak nie wracał do domu i przestało dokuczać poczucie bycia intruzem. Rozpoczęła się majówka.
Jak zawsze od lat 50. należało pozostać na tradycyjnym pikniku, do czego również zapraszała piękna, słoneczna pogoda. Wydawało się, że wszyscy są na tę okoliczność dobrze przygotowani. Tworzą się mniejsze i większe grupy. Prowiant dobrze zabezpieczony wędruje na prowizoryczne stoły. Na improwizowanych grilach smaży się polska kiełbasa. Swojsko i radośnie. Ludzie spacerują, grają w piłkę, podziwiająTamizę, robią zdjęcia. Może to już ostatni raz?
O mniej zaradnych zadbał osobiście pan Władysław Mleczko – właściciel sieci sklepów spożywczych. Przed jego stoiskiem (jedynym) przez cały dzień ustawiała się dłuższa lub krótsza kolejka – na brak klientów nie narzekał.
Swoje stoisko i stosowny baner ma także Komitet Obrony Fawley Court. Do podpisania deklaracji członkowskiej nie trzeba ludzi namawiać, przybywają kolejne kartki z nazwiskami i adresami. Zdaniem Komitetu nie wszystko stracone. Nie został jeszcze podpisany akt sprzedaży, tzw. complition. Chociaż dotychczasowe rozmowy do niczego nie doprowadziły, jest nadal nadzieja na kompromis, na zachowanie Fawley Court w polskich rękach.

Pani Bronisława Łada od 50 lat przyjeżdżała do Fawley Court trzy dni przed Zielonymi Świątkami, pracowała w kuchni przgotowując posiłki. Nie chce w to wierzyć, że to miejsce nie będzie należeć już do polskiej społeczności. Mikołaj z małym Frankiem byli tu po raz pierwszy. Nie mógł wyjść ze zdumienia, że Polacy tracą takie miejsce, Franek nie chciał wracać do Londynu.
Przyszłość Fawley Court to oczywiście temat wiodący wszystkich spotkań i rozmów. Zebranym trudno jest pogodzić się z decyzją podjętą przez księży. Marianie nie akceptują, że Fawley Court jest własnością wspólną, całego społeczeństwa, nie tylko religijnym, ale i narodowym sanktuarium. Nie przeszkadzają im groby założyciela Fawley Court księdza Józefa Jarzębowskiego i fundatora kościoła św. Anny księcia Stanisława Radziwiłła. Wydaje się, że według nich to, co można poświęcić, równie łatwo jest dekonsekrować, a zwłoki przenieść. Czy taka była ostatnia wola księdza Jarzębowskiego? Czy powiedziane było, szanuj wolę zmarłego?
Właśnie przy grobie księdza Jarzębowskiego duża grupa wiernych modliła się o jego wsparcie. Najstarsi pamiętali determinację i oddanie, z jaką budował ten ośrodek. Dla tych Polaków Fawley Court jest częścią ich życia. To tu przyjeżdżali od ponad 50. lat. Modlili się, wypoczywali. Czy taki dorobek można zdyskontować? Nie chcą i nie mogą uwierzyć, że do tego dojdzie.
Dzień dobiegał końca. Magia miejsca zrobiła swoje, szczególnie teraz takie poczucie wspólnoty jest potrzebne. Ludzie spotykali swoich znajomych i poznawali nowych. Nie spotkali jednak ważnych działaczy emigracyjnych i przedstawicieli władz krajowych. Choć kilka razy padły z tłumu retoryczne pytania – gdzie oni są, dlaczego ich tu nie ma?
Piękny dzień, mimo to smutny. Na koniec przypomniałem sobie Pieśń Tadeusza Borowskiego:
Nad nami noc. Goreją gwiazdy,
dławiący, trupi nieba fiolet.
Zostanie po nas złom żelazny
i głuchy, drwiący śmiech pokoleń.
Pisał to człowiek zdegradowany w czasach zniszczenia. Nam nic nie grozi, i na własne życzenie pozbywamy się dziedzictwa narodowego. Drwiący śmiech pokoleń będzie sprawiedliwą zapłatą.
Grzegorz Małkiewicz
Fot. Adam Wojnicz
Na czasie: Emocje wokół Fawley Court
January 18, 2009
Informacja o planach sprzedaży Fawley Court wzbudzała emocje, a sama sprzedaż, już dokonana, takich emocji nie wzbudza. Emocje brały się z bezradności, co z tym obiektem zrobić. Więc jak obiektu już nie ma, nie ma też bezradności i związanych z tym emocji. Taki wywód przedstawił ksiądz Wojciech Jasiński, przełożony Fawley Court. Nie wiedziałem, że księża są też specjalistami od emocji.
Od duchowości tak, teologii – jak najbardziej, ale emocje… Zawsze myślałem, że nauka zajmująca się emocjami to świecki wymysł, nawet szatański, który to, co nadprzyrodzone sprowadza do zewnętrznych zachowań człowieka. Przyczyna i skutek, chemia i geny – tylko to się liczy, a wnioski są naukowo udowodnione.
Cyniczne wypowiedzi księdza Jasińskiego, wzorowane na twardych regułach interesu, lekceważą drugiego człowieka, któremu, jak sam twierdzi, chce służyć.
Często słyszę – księża są też ludźmi i ulegają ludzkiej ułomności. Nie sposób temu zaprzeczać, niemniej jednak to właśnie ksiądz z racji swojego powołania powinien unikać ludzkich słabości, lekceważenia wiernych, czyli człowieka, czyli chrześcijańskiego przesłania.
Czym innym, jak nie grzechem arogancji jest stwierdzenie: „To było dla mnie znamienne, że od, powiedzmy, wakacji nie pojawiały się żadne artykuły w gazetach. Nie miałem żadnych telefonów, żadnych emaili, żadnych rozmów, które byłyby jakoś tam oskarżające nas. Myślę, że też emocje się nieco wyciszyły.”
Otóż, proszę księdza, były protesty, były propozycje i prośby, żeby dla dobra sprawy nagłośnienie medialne wyciszyć. Czy ksiądz o tych negocjacjach nie był informowany, nie uczestniczył w nich, nic o tym nie wiedział?
Ksiądz Jasiński w swojej wypowiedzi podkreśla zalety konsekwentnego działania, które było na tyle konsekwentne, że od samego początku ignorowało dobrą wolę wiernych, którzy słusznie, z racji składanych przez lata ofiar, czują się współwłaścicielami ośrodka. Zwyciężyła determinacja księży Marianów, równie wielka,, jak determinacja założyciela Fawley Court księdza Jarzębowskiego, z tą tylko różnicą, że pierwsi sprzedali to, co on założył wbrew wszystkim przeciwnościom losu i z pomocą wiernych.
Co stanie się z grobem ks. Jarzębowskiego na cmentarzu przy kościele św. Anny w Fawley Court i szczątkami innych zmarłych tam spoczywającymi? Co się stanie z samym kościołem? Jakie warunki, jeśli w ogóle, postawili księża Marianie w akcie sprzedaży? Za ile sprzedano obiekt wyceniany początkowo na ponad 20 mln funtów? Kto jest nowym właścicielem? Dlaczego nie ma odpowiedzi na tak ważne pytania? Kupujący zastrzegł sobie zachowanie tajemnicy transakcji, na co Marianie się zgodzili? W zwykłych umowach biznesowych stosuje się takie praktyki, ale sprzedaż Fawley Court była czymś więcej niż sprzedażą atrakcyjnej wiejskiej posiadłości. Te pytania powinien również znać nabywający. Czy księża Marianie czekają z odpowiedzią na te pytania aż emocje opadną?
Jest to kolejna gra na zwłokę, bo wszystko w końcu przycichnie, zastygnie… w symbolu, a my Marianie pozostaniemy, i nawet najwięksi nasi przeciwnicy w chwili ostatecznej będą nas potrzebować.
Grzegorz Małkiewicz
Ksiądz Jasiński o sprzedaży Fawley Court
OFICJALNE POTWIERDZENIE:
- Tak, mogę oficjalnie potwierdzić, że w połowie grudnia ubiegłego roku Fawley Court został sprzedany po dość długich negocjacjach, bo trwało to od kwietnia. Od momentu wystawienia posiadłości na sprzedaż był to czas ośmiu miesięcy.
W tym czasie nie pojawiły się niestety żadne konkretne i poważne, godne rozważenia propozycje ze strony Polonii, więc posiadłość została sprzedana na rynku nieruchomości. Niemniej jednak do końca tego roku pozostajemy w Fawley Court, gdzie będziemy starali się w miarę normalnie funkcjonować, przyjmować gości przyjeżdżających tutaj, chcących skorzystać z ośrodka, czy też różne grupy, które chciałyby skorzystać z naszych pomieszczeń. Ten czas też pozwoli nam spokojnie przygotować się na spakowanie wszystkich rzeczy i przeniesienie części naszej działalności do Londynu, na Ealing.
POZOSTANIE SYMBOL:
- Ja rozumiem, że to miejsce jako symbol dla Polonii jest ważne. Jest związane z historią, szczególnie emigracji powojennej, która tutaj przyjechała i stąd – myślę – że te emocje się biorą. Natomiast faktycznie jest to symbol, który [funkcjonuje] na zasadzie pomnika, bo naprawdę to miejsce nie jest wykorzystywane przez ludzi. Rozumiem, że też nie ma takiej potrzeby. Nie mieliśmy przez te lata grup polskich często tu przyjeżdżających. Myślę, że emocje biorą się też z pewnej niemocy, że ludzie sami nie wiedzą, po co im to miejsce jest potrzebne. Jako symbol, jako pewien znak? Więc jako symbol w historii pozostanie. Jest wiele miejsc utraconych przez Polaków na przestrzeni dziejów. Gdzieś tam we Francji, w Paryżu, w ogóle na świecie i one symbolem pozostają, symbolem pewnej obecności, znaku, że w tym miejscu mieszkał Cyprian Kamil Norwid czy Adam Mickiewicz. Te miejsca już nie są polskie. Siedziba rządu emigracyjnego, tutaj w Londynie, została sprzedana, co nie znaczy, że to miejsce, gdzie rząd był, nie jest pewnym symbolem obecności rządu emigracyjnego w Londynie.
BRAK SKRUPÓŁÓW:
- To było dla mnie znamienne, że od, powiedzmy, wakacji nie pojawiały się żadne artykuły w gazetach. Nie miałem żadnych telefonów, żadnych emaili, żadnych rozmów, które byłyby jakoś tam oskarżające nas. Myślę, że też emocje się nieco wyciszyły. Ważne jest to, że jeśli się podejmuje pewną decyzję, która dla nas i przez nas została naprawdę bardzo dobrze rozeznana, to potrzeba konsekwencji w jej realizacji. I my w tym byliśmy konsekwentni.
Pewnie, że ludzie tutaj będą się ze mną nie zgadzać. Ja to rozumiem i przyjmuję, natomiast starałem się w tych wszelkich artykułach, które pisałem czy wywiadach, których udzielałem jeszcze w czasie sprzedaży posiadłości, wyjaśniać na podstawie dokumentów, jak sprawa finansów wyglądała. Mam tę świadomość, że przez dwadzieścia kilka ostatnich lat, czyli od momentu zamknięcia szkoły, a nawet i wcześniej – szkoła została zamknięta z tego powodu, że zarówno nie było już finansów jak i chętnych polskich uczniów – czyli od początku lat 80., ta posiadłość była przez nas utrzymywana, poprzez naszą pracę, poprzez prowadzenie tego ośrodka. Jestem tutaj przełożonym od ośmiu lat i naprawdę przez te osiem lat nie doświadczyłem żadnej pomocy, która byłaby bezinteresowna, że ktoś przyszedł i dał znaczną ofiarę na to, żeby ten ośrodek mógł funkcjonować. Jeśli takiej pomocy doświadczyłem w kilku przypadkach, to akurat od Anglików, a nie od moich rodaków.
Wysłuchali:
Anna Rączkowska
Piotr Dobroniak
[śródtytuły pochodzą od redakcji]
Fawley Court sprzedany
January 13, 2009
Ksiądz Wojciech Jasiński MIC, przełożony Fawley Court potwierdził oficjalnie sprzedaż ośrodka. Początkowo agencja nieruchomości w Oksfordzie, która prowadziła negocjacje, nie chciała ujawnić powodów wycofania z rynku kompleksu pałacowego. Jednak Fawley Court został sprzedany już w połowie grudnia, pomimo protestów i petycji. Zdaniem księdza Jasińskiego Polonia miała wystarczająco dużo czasu, żeby przedstawić „sensowne pomysły” jak zachować ten kawałek Polski nad Tamizą.
Komu potrzebny jest Fawley Court?
Artykuł ten nie powstał w celu obrażenia lub zgorszenia kogokolwiek, a szczególnie Zgromadzenia Księży Marianów, którego zasługi i pracę misyjną doceniam i szanuję. Ale w obliczu gorszących faktów, których wszyscy jesteśmy świadkami, zachowanie milczenia jest prostą drogą do cynizmu i oschłości serca – na to nikt nie może sobie pozwolić, a na pewno nie za cenę zachowania „świętego spokoju”.
Jak zinterpretować to, co od kilku lat dzieje się w Fawley Court? Zła wola, ignorancja czy nieporadność w zarządzaniu dobrem zgromadzonym przez dwa pokolenia? Jak powinna zareagować polska społeczność w Wielkiej Brytanii na pomysł wystawienia na sprzedaż symbolu naszej obecności w Wielkiej Brytanii po II wojnie światowej? Oburzeniem czy współczuciem? Gniewem czy obojętnością? U wielu sprawa ta wywołuje uczucie smutku i rozczarowania. Czy można wyznaczyć cenę wartościom, które do tej pory wydawały się nie podlegać prawom rynku? Czy można zlicytować świadectwa nadziei i bohaterstwa? Smutne, że Marianie zachowują się tak, jakby trzeba im było to tłumaczyć.
Sprzedaż Fawley Court prowokuje pytania o teraźniejszość i przyszłość polskiej społeczności w Londynie i na Wyspach, o jej tożsamość i zdolność samoorganizacji. Czy jesteśmy jeszcze jedną etniczną grupą w strukturze współczesnej wieży Babel, rozpoznającą się jedynie przez obyczajowe przyzwyczajenia, czy też stać nas na wysiłek podtrzymywania pamięci i kształtowania wizji przyszłości? Dla stworzenia wspólnoty i wychowania jednostki ważne jest połączenie tych dwóch elementów. Zdawał sobie z tego sprawę założyciel Fawley Court, ksiądz Józef Jarzębowski. Dlatego w szkole, którą założył w 1953 znalazło się miejsce dla muzeum polskiej historii i polowego ołtarza w pałacowej kaplicy. Dzisiejsi następcy księdza Jarzębowskiego wydają się tego nie rozumieć.
Zdałem sobie z tego sprawę, gdy po raz pierwszy odwiedziłem Fawley Court w 2005 roku. Pojechałem, zachęcony przez spotkanych w Londynie Polaków, którzy opowiedzili mi o możliwości zwiedzenia Muzeum i poznania historii bohaterskiego księdza. Zgromadzenie Marianów kojarzyło mi się z Licheniem i kilkoma wykładowcami z czasów studiów.
Kiedy wyjeżdżałem z Fawley Court moja wiedza poszerzyła się o wiele nowych faktów, ale niestety poznałem też w pełni czym są tzw. „mieszane uczucia”. Powodem moich wewnętrznych niepokojów była rozmowa z jednym z zakonników na temat przyszłości wspomnianego ołtarza. W opinii Marianina ołtarz powinien zostać usunięty z prezbiterium, ponieważ jego symbolika nie koresponduje ze współczesnością, a militarne elementy (skrzydła husarskie i głownia miecza) fałszują pokojowe przesłanie chrześcijaństwa. Wizerunek Matki Boskiej Ostrobramskiej nie został poddany krytyce, ale już jego historyczne związki z Kultem Miłosierdzia Bożego przedstawiały się mojemu rozmówcy dosyć mgławicowo i mętnie. Z naszej dyskusji wynikało, że tym co powstrzymuje Ojców Marianów przed przeniesieniem ołtarza do muzeum jest obawa przed reakcją, już coraz mniej licznych, ale wciąż żyjących ludzi z pokolenia, którego doświadczenie ten ołtarz przekazuje. Teraz już wiem (fakty o tym mówią), że zdaniem Marianów również cała posiadłość nie odpowiada nowym czasom. Otóż głębokim nieporozumieniem jest myśleć, że ołtarz i Fawley Court jest dzisiaj potrzebne wojennemu pokoleniu. Dla nich spełniły już swoją rolę. Dawały oparcie w czasie wojny i chroniły przed upadkiem w rozczarowanie i bezradność po przegranej wojnie. Przesłanie, jakie niesie niechciany ołtarz i jego otoczenie potrzebne jest przede wszystkim młodemu pokoleniu. Myślę, że w ten sposób rozumował również ksiądz Jarzębowski gromadząc pamiątki po Powstaniu Styczniowym i zachowując świadectwa czasów jemu współczesnych. Jak prowadzić pracę wychowawczą i duszpasterską nie mogąc pokazać materialnych świadectw ludzi, którzy w najtrudniejszych momentach swojego życia, Polski i historii Europy nie utracili wiary i nadziei? Fawley Court to nie historyczne sentymenty, ale miejsce, które powinno należeć do przyszłości. Historia w nim opowiedziana może służyć następnym pokoleniom. Gdyby takiego miejsca nie było, należałoby je stworzyć.
Święto Zesłania Ducha Świetego, obchodzone co roku w Fawley Court, wyznacza horyzont myślenia o przyszłości tego ośrodka, który musi wrócić do idei prowadzenia pracy edukacyjnej w poszerzonej i unowocześnionej formule. Jest w Fawley Court wystarczający potencjał, aby stało się centrum spotkania ludzi z różnych ras, kultur i narodów, którzy potrafią się porozumieć mimo różnic językowych i cywilzacyjnych. W ten sposób powstałaby również przestrzeń, w granicach której pojawiłaby się szansa podzielenia się z innymi własną historią i pamięcią pokoleń, co w kontekście zachodzących procesów jednoczenia się Europy ma wyjątkowe znaczenie. Wszystko jednak wskazuje na to, że władze Zakonu Marianów wolą widzieć przyszłość Europy bez historii Polski.
Przeniesienie zbiorów księdza Jarzębowskiego do Lichenia jest tego wystarczającym dowodem i żadne słowa wyjaśnień nie mogą usunąć sprzed oczu tych niemożliwych do zaakceptowania faktów.
Wojciech Goczkowski











Komentarze