W poszukiwaniu skarbów

October 26, 2009 · Drukuj

Kompleksowa odnowa przeznaczonych na wynajem domów, aranżacja wnętrz nie jest sielanką i wymaga pełnego poświęcenia. Ale dla Pawła Wąska jest to biznes, który idzie w parze z jego artystyczną pasją.

art_20-copy
Zewnętrzna klatka schodowa i czerwona cegła to chyba najlepiej rozpoznawalne cechy mieszkań socjalnych, których  wiele w Londynie i całej Wielkiej Brytanii. Po przekroczeniu progu czeka nas jednak niespodzianka. Dwupoziomowe mieszkanie przypomina bardziej studio ekstrawaganckiego kolekcjonera niż typowe blokowe wnętrze. Paweł z wykształcenia jest projektantem mody i malarzem, jego żona Gaba socjologiem. Od kilku lat zajmują się aranżacją wnętrz i kolekcjonowaniem przedmiotów, które mają swoją historię.

Podobno żeby powiedziano o kimś że jest londyńczykiem, musi tu spędzić co najmniej dziesięć lat. Pawłowi brakuje  do tego jeszcze dwóch i póki co, przeprowadzki nie planuje. Pochodzi z Łodzi, gdzie skończył Akademię Sztuk Pięknych na wydziale projektowania ubioru. Projekt dyplomowy był jednocześnie jego ostatnim. Tak czasami bywa, że wydaje się, że wiesz czego chcesz, a później odkrywasz w sobie zupełnie nowe powołanie. W przypadku Pawła na pierwszym miejscu było malarstwo, na drugim wnętrza. Po skończeniu studiów, razem z Gabą próbowali różnych sposobów na zarabianie pieniędzy. Bez powodzenia. Gaba zaproponowała emigrację. Paweł nie był do końca przekonany, ale w końcu uległ namowom  i po rozdaniu całego dotychczasowego dobytku rodzinie, przybyli do Londynu. Był rok 2001, Polska jeszcze nie należała do Unii. Trzeba było się jakoś odnaleźć w nowym miejscu. Nie było warunków ani głowy do  zajmowania się sztuką. Przerwa w działalności artystycznej trwała półtora roku, ale wydawało się, że mijają wieki. Paweł miał poczucie, że już tak zostanie do końca życia. Stopniowo jednak wracał do formy. Wystarczała mała rzecz, aby poczuł się lepiej. – Po tym czasie pustki, zaczynałem z dużymi bólami – wspomina. – Nie wiedziałem co malować. I próbowałem tak przez  półtora roku. Później jednak, gdy już zacząłem, byłem zupełnie innym człowiekiem.

Podejmowali się różnych prac – sprzątali, Paweł pracował w kuchni, Gaba w coffee shopie. Nie zniechęciło ich to. Zostali wessani przez magię metropolii. – Nie miałbym możliwości zaznać tego wszystkiego mieszkając w Łodzi – mówi Paweł. – Najpierw zamieszkałem w bloku councilowskim na  Brixton. Jedną z moich sąsiadek była  starsza pani, Murzynka, i samo to, że gdy wychodziłem rano do pracy, a ona codziennie uśmiechała się do mnie i mówiła dzień dobry, było dla mnie czymś nieprawdopodobnym. Nadal takie rzeczy robią na mnie wrażenie.

W ich mieszkaniu wisi asamblaż Pawła zrobiony ze znalezionych w Tamizie skorup naczyń. Właśnie w tego typu obiektach łączy się jego pasja malarska z naturą poszukiwacza skarbów. Nie tropi on jednak zakopanej gdzieś skrzyni złota, tylko przedmioty (jak je nazwał) „pojechane”. – Chodzimy z Gabą nad Tamizę w czasie odpływów. Można wtedy znaleźć cudowne rzeczy. Znajdujemy tam między innymi  fragmenty starych mebli, które później wykorzystujemy w naszych projektach wnętrz. Szukamy piękna, nawet jeśli mamy je znaleźć w złomie wyrzuconym przez morze.

Na łowy jeżdżą także na południe Francji, gdzie spędzają wakacje w domu przyjaciela. Na Lazurowym Wybrzeżu znajdują przedmioty wypłukane solą, spalone przez słońce. Chodzą także na londyńskie targi uliczne. Właśnie w takich miejscach można kupić prawdziwe cacka za bezcen, ale także kradziony rower, piękny skórzany portfel za funta i maszynę do szycia, która dopiero w domu, po podłączeniu do prądu, okazuje się nie działać. Sprzedaje się tam dosłownie wszystko, dlatego bardzo przydaje się  umiejętność odróżniania rzeczy wartościowych od będących w zdecydowanej większości rupieci.  Jeżdżą także na duże weekendowe targi, zwane Car Boot Sale. Nie gardzą też przedmiotami wystawianymi przed domy. – Czasami ludzie wyrzucają na prawdę piękne meble, które im się znudziły. Wówczas wchodzimy do akcji. Mamy oczy szeroko otwarte. Ta ławka, na której siedzisz, także jest znaleziona.  Pomalowaliśmy ją, a potem odrapaliśmy papierem ściernym, dlatego wygląda tak oryginalnie.

Kupują na dużą skalę. W ich kolekcji znajdują się przedmioty różnego rodzaju: od edwardiańskich łóżek, przez  luksusowe puderniczki, secesyjne szczotki, angielskie leżaki, niezbędniki piknikowe, reklamy coca-coli z lat 40., po oryginalne puzzle Playboya. Niedługo ruszy sklep internetowy, w którym będzie można to wszystko kupić.

Jeden z ich znajomych, właściciel kilku nieruchomości w Londynie, wiedząc, że mają artystyczny zmysł, poprosił, aby zajęli się kompleksową odnową jego przeznaczonego na wynajem domu. W ten sposób zaczęła się ich, trwająca już trzy lata, przygoda z aranżacją wnętrz. Taka praca nie jest jednak sielanką i wymaga pełnego poświęcenia. Domy, którymi się zajmowali, były zaniedbane i potrzebowały gruntownego remontu. Ich zadaniem jest doprowadzeniu takiego domu do stanu idealnego. Aby to osiągnąć, zaczynają od projektu, czuwają nad jego realizacją, na koniec przyjmują oglądających  i wynajmują mieszkanie. Nie potrafią wykonywać skomplikowanych prac budowlanych, ale zajmują się ostateczną aranżacją wnętrza. Po kilku miesiącach harówki przychodzi olbrzymia satysfakcja, gdy okazuje się, że końcowy efekt przechodzi najśmielsze oczekiwania.

Czy można żyć z malarstwa? Najczęściej nie. Ale to malarstwo jest Pawła największą pasją. Ściany ich mieszkania, a także odnawianych domów są  pokryte jego małoformatowymi olejami i pastelami na papierze. Stanowią idealne dopełnienie całości.

Roma Piotrowska

Komentarze

Got something to say?