Drugie życie „Katynia”

July 1, 2009 · Drukuj

Film Andrzeja Wajdy, choć nominowany do Oscara, świata nie zawojował. Tu i ówdzie odbyła się niejedna gorąca debata, głos zabierali historycy, krytycy, dziennikarze, po czym okazało się, że w Europie jest wciąż wielu ludzi, którzy zbrodnie komunizmu ignorują lub lekceważą, zaś nasze polskie pragnienie przekazania najbardziej oczywistej prawdy znów spezło na niczym.

Publiczność londyńska miała okazję obejrzeć „Katyń” rok temu podczas 6. edycji Festiwalu Filmu Polskiego Kinoteka. Później słuch o tym filmie zaginął, podobnie jak w wielu innych miejscach świata. Teraz wrócił i to od razu do 12 kin w całej Wielkiej Brytanii oraz Irlandii, dzięki temu zyskaliśmy dodatkową szansę przypomnienia Anglikom o naszej bolesnej historii.

Smutkiem napawa jednak fakt, że „Katyń” pojawił się w kinach zachodnich tylko i wyłącznie z powodu polityczniej awantury, jaka miała miejsce we Włoszech. Sprawa zaczęła się w Mediolanie, gdzie zorganizowano pokaz filmu Wajdy w salce jakiegoś studyjnego kina, która nie była w stanie pomieścić wszystkich chętnych, tym bardziej zawiedzionych, że miał to być jedyny pokaz. Niejaki Luigi Geninazzi z katolickiego dziennika Lavvenire napisał po seansie płomienny komentarz, nawołując do ponownego otwarcia włoskich kin dla dzieła Wajdy, a nawet do obowiązkowych pokazów tego filmu w szkołach. Temat szybko podchwycił znany z antykomunistycznych przekonań premier Sylvio Berlusconi, który zaraz po obejrzeniu „Katynia” pojechał na szczyt NATO do Strasburga, gdzie gorąco namawiał przywódców innych krajów do zapoznania się z filmem.
Podobno jako pierwszy obiecał mu to premier Gordon Brown. Potem poszło już gładko. W kwietniu tego roku otworzyli swoje oczy i serca Francuzi – rzekomo dlatego z takim opóźnieniem, bo dystrybutorzy czekali na jak największą liczbę kopii, by móc zorganizować pokazy w wielu kinach na raz. Wajda przyznał, że była to, jak dotąd, najbardziej zmasowana promocja jego filmu zagranicą. Włosi poszli jeszcze dalej i naprawdę pokazują „Katyń” na lekcjach historii. Odbyło się kilkanaście pokazów w Rosji, co można uznać za spory sukces.

I pomyśleć, że nie byłoby tego całego zamieszania, gdyby nie atak Berlusconiego na wiecznie zakochaną w Moskwie europejską lewicę. Słowa: „Subtelny bojkot filmu Wajdy” – to chyba najbardziej wyszukane określenie użyte w toczonym we Włoszech dyskursie.

W piątek, 19 czerwca, odbyła się londyńska gala w kinie Curzon Mayfair. Gości powitał historyk Adam Zamoyski. Film pokazywany jest też  w Manchesterze, Bristolu, Cambrigde, Bradford, Edynburgu, Dundee, Iverness, Dublinie, Belfaście… Być może film ten dzieli ludzi, być może wielu z nich drażni, nudzi, męczy, ale nikomu nie wolno kwestionować prawdy, o której opowiada. Ilekroć jest okazja, by ją pokazać światu, tyle razy warto z tej okazji skorzystać, tym bardziej gdy nasza historia staje się obiektem publicznej debaty.

Jacek Ozaist

Pradziadek Michała zginął w Starobielsku

Na gali otwierającej oficjalne pokazy filmu „Katyń” na Wyspach Brytyjskich spotykam Michała Ćwiżewicza, skrzypka z Royal College of Music. Choć ma tylko 25 lat i urodził się w Londynie, jego życie związane jest mocno z tą jedną z największych tragedii naszego narodu. Pradziadek Michała zginął w Starobielsku, czego potwierdzenie znalazł ojciec Michała, Krzysztof Ćwiżewicz, dopiero w 1976 roku, kiedy po raz pierwszy przyjechał do Londynu i w Instytucie im. gen. Sikorskiego na Liście Katyńskiej było nazwisko dziadka.
biog_phot_mc

Mjr Edward Reguła brał udział w obronie Lwowa dowodząc VI Brygadą Artylerii Ciężkiej. 29 listopada 1939 roku ślad po nim zaginął i dopiero rok później jeden z oficerów, jeńców Starobielska, napisał, że przebywa w obozie także mjr Reguła. Była to pierwsza i ostatnia wiadomość o pradziadku Michała. Aż do 1976 roku. Miał 42 lata,  kiedy został przez Sowietów zamordowany.

Babcia Michała, Anna Ćwiżewicz  po zmianach politycznych w Polsce zaczęła aktywnie działać w krakowskim oddziale Stowarzyszenia Rodzin Katyńskich. Z jej inicjatywy odbył się w 1998 roku w Domu Polonii w Krakowie koncert na rzecz budowy cmentarza w Charkowie. Michał wystąpił z recitalem, w czasie którego oprócz utworów Bartoka, Beethovena i Haendla zagrał własną kompozycję w hołdzie pradziadkowi.

Andrzej Polniaszek, przewodniczący Stowarzyszenia Rodzin Katyńskich w Wielkiej Brytanii, zaprosił Michała do Charkowa. W czasie uroczystości na Cmentarzu Wojskowym w Charkowie na ścianie gmachu, w którym mieściło się NKWD (nadal budynek tajnej policji ukraińskiej) Andrzej Wajda, syn zamordowanego w Charkowie żołnierza, odsłonił tablicę  poświęconą polskim oficerom, a Michał Ćwiżewicz, prawnuk zamordowanego oficera odegrał utwór żałobny dedykowany swojemu pradziadkowi.

Michał 2004 roku wstąpił w telewizji BBC4 jako finalista konkursu BBC Young Musician Competition i z rąk księcia Karola odebrał dyplom. Po brytyjskiej premierze filmu „Katyń” powiedział: – Dla mnie ten film był nie o moim pradziadku, ale o mojej babci i prababci. Pokazał tę tragedię z punktu widzenia bliskich. Druga ważna dla mnie rzecz to propaganda wokół tej zbrodni, która doprowadziła do dość wygodnych decyzji w Jałcie. Gdyby nie to, że można było zwalić na Niemców tę zbrodnię, nie byłoby być może soweickiego zamordyzmu. Bolesną dla mnie sprawą jest cisza w Wielkiej Brytanii . Wychowany jestem w brytyjskiej demokracji i wolności słowa i nie mogę zrozumieć, dlaczego prośby o budowanie pomników katyńskich spotykały się tak długo z odmową. Wygodna polityka…

Teresa Bazarnik

Katyńska opowieść Andrzeja Wajdy

Czy podobał ci się film?  – padło sakramentalne pytanie, kiedy wychodziłem z sali kinowej. Nie potrafiłem odpowiedzieć, a w zasadzie zaniemówiłem. Jak to podobał? Ten film uderza tak mocno, że jakakolwiek refleksja estetyczna jest niemożliwa. Chyba że ktoś tak bardzo poczuwa się do roli zawodowego recenzenta, że musi, i z tego musu opowiada zwykłe bzdury.

Film: Post MortemSłyszałem i czytałem sporo takich komentarzy, zanim zobaczyłem film, a mając coraz bardziej krytyczny stosunek do całokształtu twórczości Andrzeja Wajdy, byłem przygotowany na rozczarowanie. Teatralny i sentymentalny obraz największej naszej tragedii XX wieku – tego się spodziewałem. Naszej tragedii, bo zbrodnia na elicie naszego społeczeństwa dokonana przez Sowietów wymierzona była w nas wszystkich, w cały naród.  Czułem niepokój, bo nie można o tej tragedii opowiadać w konwencji „Panien z Wilka”.

Od pierwszych kadrów nie pojawiła się jednak ani chwila, w której mógłbym pielęgnować swoje uprzedzenia. Film uderza swoją bezkompromisową potrzebą dotarcia do prawdy. I nie jest to tylko prawda o Katyniu, którą po pięćdziesięciu latach kłamstwa i przyzwolenia na kłamstwo poznaliśmy.
To był wysiłek reżysera, twórcy, który zmagał się ze swoim życiem, ze swoją pamięcią, swoim losem. Stworzone przez niego postaci na tle rzeczywistych wydarzeń prowadzą nas przez golgotę indywidualnego życia.

Każda  partia dialogowa była wyznaniem artysty, zapisem jego dramatów i goryczy podjętych wyborów. Zapisem indywidualnych tragedii. „Życiorys ma się tylko jeden” – brzmiało heroiczne wyznanie młodego człowieka, który ubiegając się przyjęcie do szkoły w swoim curriculum vitae napisał, że ojciec zginął w Katyniu zamordowany przez Sowietów. Takiej wersji idąca zgodnie z linią partii dyrektorka szkoły przyjąć nie chciała. Zdolny uczeń mógł się do szkoły dostać bez problemu, wystarczyło zmienić tylko słowo w życiorysie. Odmawia, bo „życiorys ma się tylko jeden”.  Jeszcze tylko przez ułamek dnia ta niezłomność dodawała mu sił, ale koniec tej drogi był nieubłagany. Zginął podczas próby aresztowania.

Andrzej Wajda był w podobnej sytuacji. Wielu jego krytyków, bardziej politycznych niż artystycznych, wypomina mu swego rodzaju politykę ugody z komunistami, czyli mordercami jego ojca. Czy podobna sytuacja w jego życiu, w której zachował się inaczej, była początkiem tej „ugody”? Powiedzieć w być może swoim ostatnim filmie „życiorys ma się tylko jeden”, to najbardziej bolesny rachunek sumienia.

„Jak to jest – zastanawiał się Józef Mackiewicz – że Niemcy robili z nas bohaterów, a Sowieci gówno?”. Film penetruje i tę prawdę. O to również niektórzy krytycy mieli pretensje do reżysera, a konkretnie, że wprowadzał w swoją opowieść o morderstwie katyńskim niepotrzebne wątki.

Mord katyński był początkiem czasów zniewolenia i nikomu wcześniej w takim skrócie nie udało się pokazać tego okresu. Ale też i czasów późniejszych, a nawet i współczesnych.

„ Ja myślę podobnie” – broni swojej postawy jeden z bohaterów. „To nieważne, co myślisz, ważne, co robisz” – słyszy w odpowiedzi. Wszyscy uczestniczyliśmy w kłamstwie katyńskim. Wajda dokonuje rozrachunku z własnym życiorysem, ale nie oszczędza także i nas. Niezłomni zginęli, inni, którym dopisało szczęście i z nieludzkiej ziemi wyszli z generałem Andersem, uniknęli po drugiej stronie „żelaznej kurtyny” trudnych dylematów. „Co pan robi w tym mundurze? – Nie zdążyłem do Armii Andersa” – takie proste wyjaśnienie składa porucznik Jerzy, którego ocalił los, po to, by zniszczyło go własne sumienie. W jego przypadku wyjściem z zakłamania jest samobójcza śmierć – tak między innymi kończyli niezłomni w komunistycznej Polsce. Kończyli też katowani w ubeckich więzieniach.

Prawdę historyczną o Katyniu poznaliśmy wcześniej. Można ją oczywiście na różne sposoby fabularyzować. Wajda tego nie zrobił, bo ważniejsza dla niego była prawda związana z mordem katyńskim, ale jeszcze nie ujawniona – prawda osobista. I to jest najbardziej powalające w tym filmie – myślę, że w równym stopniu dla twórcy, jak i widza.

Podziwiam i cenię artystów, którzy bez znieczulenia penetrują zakamarki własnej duszy. A kiedy, dzięki ich mistrzostwu, to co osobiste staje się uniwersalne, przychodzi kolej na widza.

Razem z Wajdą ujawniamy tę drugą prawdę o sobie, o podwójnych standardach, o życiu w strachu, zgodzie na zwykłe łajdactwo, usprawiedliwiane wyższą racją, o zdradach małych i większych, o małościach, które nas wewnętrznie wypalają.

Nie jesteśmy bez winy i dzięki filmowi Wajdy, nie przyjdzie już nam tak łatwo dzielić uczestników dramatu na ofiary i katów.

Kto jest bez winy? Czy ci, którzy twierdzą, że Wajda złagodził obraz oprawców wplatając do opowieści sceny z nazistami? Czy ci, którzy uważają, że za dużo tam wątków? A może ci, dla których w obrazie Wajdy jest za dużo symboliki? Nie ma sztuki bez symboliki. Nawet sztuka walcząca z symboliką robi to za pomocą…  symboli.

Katyń to film druzgoczący, w którym ofiary mordu są naszymi sędziami. Pamiętaj, nie zaznasz spokoju, jeśli nie upomnisz się o swoich zmarłych.

Grzegorz Małkiewicz


Komentarze

Got something to say?