Dublińczycy to nie „Londyńczycy”

February 23, 2009 · Drukuj

Większość polskich mediów podchodzi do zjawiska nowej emigracji niczym ślepcy do słonia w buddyjskiej przypowieści. Dotykając wyłącznie jego kła stwierdzają, że słoń podobny jest do ogromnej marchwi… W ten sposób upowszechnia się mit Polaka pracującego na irlandzkim zmywaku albo kryminalny wizerunek emigrantów lansowany przez telewizyjny serial „Londyńczycy”.

Kiedy jedna z bohaterek kinowego przeboju „Lejdis” dowiaduje się, że jej nowy znajomy wrócił z Londynu, od razu pyta z sarkazmem: „zmywak?”. Żadne statystyki niestety nie podają ilu Polaków na Wyspach zarabia poprzez mycie naczyń, pozostaje więc obserwacja własna. I tu może runąć pierwszy mit, ponieważ przez rok pobytu w Irlandii nie spotkałem… ani jednego.

Statystyki mówią natomiast o sektorach, w jakich pracują polscy emigranci w Irlandii oraz o ich społecznym statusie. Według badań ośrodka Kinoulty Research (dane z 2007 r.) 29 proc. pracuje w sektorze budowlanym, 20 proc. to pracownicy biurowi, a 13 proc. – specjaliści (informatycy, lekarze). Bardzo zwarta jest struktura wiekowa irlandzkiej Polonii, gdyż aż 90 proc. to osoby poniżej 35. roku życia. Wyższe wykształcenie posiada 34 proc., natomiast tylko 8 proc. – podstawowe lub zawodowe.

W krajowych mediach irlandzka Polonia była w ostatnim czasie tematem dyżurnym trzykrotnie. Pierwszy raz podczas wyborów do Sejmu (długie kolejki do punktów wyborczych i ponad 70 proc. poparcia dla PO), drugi – po zabójstwie Mariusza Szwajkosa i Pawła Kality, i trzeci – w związku z irlandzką recesją i powrotami Polaków. Jako że przez rok byłem redaktorem naczelnym polonijnego tygodnika „Życie w Irlandii”, miałem okazje przyjrzeć się z bliska komentowanym w Polsce wydarzeniom.

Psychoza

23 lutego minionego roku w dublińskiej dzielnicy Drimnagh zostało śmiertelnie pobitych dwóch Polaków. Odmówili zakupu alkoholu dla młodocianych Irlandczyków, wywiązała się kłótnia, podczas której 27-letni Mariusz Szwajkos i 29-letni Paweł Kalita zostali ugodzeni śrubokrętem. Obaj zmarli w szpitalu. Od tego momentu zaczęła się w Polsce „zła prasa” Irlandii. Tygodnik „Przekrój” (nr 12/2008) dał nawet tytuł „Nie o takiej Irlandii marzymy”. Polskie media zaczęły informować o „antypolskich nastrojach” w Irlandii oraz o „rasistowskich atakach” na tutejszą Polonię. Na skutek tych doniesień powstała psychoza, a coraz więcej osób zaczęło dostawać od rodziny lub znajomych z Polski SMS-y o treści „uważaj na siebie”.

Michał „Boston” Goj w Powerscourt Gardens w Wicklow

Najgorsze w prasowych komentarzach było to, że pisały je osoby, które prawdopodobnie nigdy w Irlandii nie były, a na pewno nie odwiedziły Dublina po tragicznym zdarzeniu. Jak bowiem wytłumaczyć to, że radiowy reporter, który rzekomo „nadawał na żywo z Dublina”, dwie minuty wcześniej dzwonił do mnie z warszawskiego numeru? Polskie media ewidentnie zaczęły wówczas kreować rzeczywistość, zamiast ją opisywać. Doskonałym przykładem była informacja TVN o tym, że w związku z morderstwem w Dublinie odbędzie się „polska demonstracja”. O planowanej demonstracji nie słyszał nikt z polonijnych mediów, nikt z ambasady, ani nikt z polskiego Kościoła. Oczywiście żadnej demonstracji nie było, a TVN przyznał, że informację otrzymał od… anonimowego internauty.

Całe tragiczne zajście w kontekście ataku „rasistowskiego” było komentowane przede wszystkim z polskiej perspektywy. Pojedyncze zdarzenie, mające miejsce w jednej z gorszych dzielnic stolicy Irlandii, nie wpłynęło na doskonałe relacje polsko-irlandzkie. Nie było „polskiej demonstracji”, lecz czuwanie lokalnej społeczności, na które przyszło około dwa tysiąca osób, z czego ok. 90 proc. stanowili Irlandczycy. Wielu płakało i składało kondolencje każdemu napotkanemu Polakowi.

Dwie Irlandie

Niestety, nie trzeba długo zabawić na Zielonej Wyspie by stwierdzić, że istnieją dwie Irlandie. Jedna realna, druga stworzona przez polskie media w ramach kampanii „emigranci, wracajcie do Polski, bo tu już mamy drugą Irlandię, a tam wcale was nie chcą”. Jak zatem jest naprawdę? W przeciwieństwie do Anglii, w której faktycznie pojawiają się głosy o tym, że „Polacy zabierają pracę Anglikom”, społeczeństwo irlandzkie jest niesłychanie gościnne. – Drugiej takiej gościnności można ze świecą szukać – mówi fotograf Rafał Stachowicz, który przez półtora roku mieszkał w Dublinie, a ponadto poznał smak emigracji w Hiszpanii, Gwatemali i Dominikanie.

Rozpisując się o aspektach ekonomicznych emigrowania do Irlandii media zapominają o innym, ważnym czynniku – społecznym. Już pierwsze godziny pobytu na Zielonej Wyspie sprawiają, że Polacy nie mogą się nadziwić tutejszej uprzejmości i poczucia luzu. Zresztą atmosfera typu take it easy bardzo szybko udziela się przyjezdnym. Podobnie jak specyficzny wyspiarski humor… Któregoś dnia irlandzki sprzedawca polecił mi wyśmienite, jego zdaniem, czerwone wino. Po chwili wahania, postanowiłem je kupić, po czym młody Irlandczyk stwierdził, że jeśli nie będzie mi smakować – zwróci pieniądze… – Oczywiście, jeśli butelka będzie nieotwarta – dodał po chwili.

Irlandzka kariera Polaków

Jak więc jest z tym mitycznym zmywakiem? – Faktycznie, część osób pracowała na zmywaku – mówi Aro Szwonka, fotograf i grafik, który przez trzy lata mieszkał w Irlandii. – Ale było to na samym początku masowej emigracji do Irlandii, w latach 2004-2005. Zresztą osoby te bardzo szybko zmieniały stanowisko i zaczynały pracę kucharza albo barmana, a teraz wiele z nich można znaleźć nawet w bankach.

Przykładów polskich karier w Irlandii nie brakuje. Anna Paluch przyjechała do Irlandii w 2004 roku. Z początku pracowała w kawiarni, a czas po pracy spędzała w bibliotekach pisząc doktorat. Obecnie jest naukowcem w DCU – jednej z najlepszych irlandzkich uczelni. Zajmuje się tam badaniami nad językiem… irlandzkim. Karierę sportową robi natomiast Michał Goj. Przyjechał do kolegi, popracować przez miesiąc, dwa. W Polsce grał w drugiej lidze koszykówki. „Wakacyjny wyjazd” trwa już dwa lata, w trakcie których Michał zdążył zdobyć Puchar i mistrzostwo irlandzkiej ligi koszykarskiej, będąc przy tym czołowym zawodnikiem drużyny DART Killester.

Nie brakuje w Irlandii polskich artystów. Wielu z nich ma swoje wystawy i wernisaże w tamtejszych galeriach. Magda Orzeł dopiero w Dublinie zdecydowała się na napisanie książki – „Dublin. Moja polska karma”, którą wydało jedno z krakowskich wydawnictw. Piotr Karpienia dzięki swojemu głosowi stał się gwiazdą na Zielonej Wyspie, biorąc udział w irlandzkim odpowiedniku programu „Idol”, w którym zaszedł bardzo daleko. Z grania na ulicy znany jest natomiast Pan Witek – Gość z Atlantydy, występujący niegdyś w polskim „Lalamido”. Porzucił on sopocki Monciak dla deptaków Dublina i Galway.

Polka Viola Di Bucchianico do Irlandii przyjechała wraz ze swoim mężem – Włochem. Zaczynała jako opiekunka dla dzieci. Następnie rozpoczęła studia na University College Dublin, gdzie pisała pracę dyplomową na temat polskich emigrantów w Irlandii. Dzięki temu nawiązała znajomości z politykami partii Fianna Fail, co zaowocowało obecną pracą dla rządzącej od 20 lat partii. Społeczno-politycznie działają również Kazik Anhalt i Barnaba Dorda – pracownicy SIPTU, największego związku zawodowego na Wyspie.

Nie tylko „chomiki”

Obecnie, na skutek gospodarczej recesji, wielu Polaków zdecydowało się na opuszczenie Irlandii. Trudno powiedzieć ilu z 250 tys. emigrantów wyjechało już z Zielonej Wyspy, ale zmiany widać gołym okiem – likwidowane są polskie sklepy, upadł polski pub w Dublinie, a polski język nie jest już słyszany na O’Connell Street co pół minuty. Osoby pracujące w Irlandii na budowach, które dotknął największy kryzys, często nie wracają jednak do Polski, a przenoszą się do Norwegii lub Szwecji.

Zresztą to jeden z najważniejszych wyróżników młodej Polonii – jej mobilność i tymczasowość. Najwięcej osób przyjechało tu z założeniem odłożenia pieniędzy i powrotu do Polski po 2-3 latach. Są też tacy, który starają się żyć jednocześnie i w Irlandii, i w Polsce (w swojej krótkowzroczności polskie media pokazują zazwyczaj tylko te dwa typy młodych emigrantów). Trzecim typem są kosmopolici, którzy nie wiążą się na dłużej z jednym miejscem i z łatwością zmieniają kraje, w których mieszkają. Są też tacy, którzy się asymilują, znajdują pracę w swoim zawodzie, tworzą związki z Irlandczykami lub innymi imigrantami, i nie myślą o powrocie do Polski. Jeśli wierzyć zeszłorocznemu badaniu, takich Polaków jest w Irlandii 18 proc. Wydaje się mało? Mimo wszystko, jest to blisko 50 tys. osób, dla których Irlandia jest już nową ojczyzną.

Łukasz Stec

Komentarze



One Response to “Dublińczycy to nie „Londyńczycy””

  1. negocjator Przemo on July 21st, 2009 10:58 am

    Coz by powiedziec . Na pewno strach wam przyjezdzac
    do Polski bo tu faktycznie zarobki sa o wiele nizsze .
    Ja rozumiem takich ludzi ktorzy zaznali dobrobytu w Anglii
    czy Irlandii i teraz boja sie wracac . Ja to rozumiem .

    Jednak Polska to Polska . Tu tez da sie zyc . Przeciez
    sa kraje w europie duzo biedniejsze niz nasz kraj i ludzie
    tam zyja i funkcjonuja . Ja mam 27 lat i nigdy nie bylem
    za granica dluzej niz 2-3 dni takze nawet nie wiem jak to
    jest zyc w takich a takich warunkach . Wiem tez ze wyjade
    z Polski za jakis czas (powiedzmy 1-2 lata) . Mam zamiar
    wyjechac tak na pol roku ale niekoniecznie do kraju gdzie
    sie duzo zarabia jak np Norwegia czy Szwecja . Po prostu
    chcialbym wyjechac gdzies gdzie sie wiecej zarabia niz
    w Polsce a nie tam gdzie sie mnostwo zarabia .

    Ale rozumiem tez ludzi jadacych do Norwegii czy Szwecji .
    To wszystko zalezy od nastawienia ludzi mieszkajacych
    w danym kraju . Bo tu w Poznaniu nie jest tak ze jest bieda
    i nie mozna wyzyc z miesiaca na miesiac .
    To jest chyba z kolei pewien mit ludzi ktorzy opuscili nasz
    piekny kraj . Tu jest po prostu tak ze jest miesiac gdzie
    masz malo pieniedzy i liczysz sie z kazdym groszem a sa
    miesiace ze masz tych pieniedzy troche wiecej i tez zyjesz
    godnie .

    Dla ludzi ktorzy zastanawiaja sie czy wrocic : warto zwrocic
    uwage na samego siebie i zadac sobie pytanie – czy potrafie
    byc oszczednym ? Czy potrafie pomieszkac znowu 2-3 lata
    w kraju ojczystym a pozniej najwyzej znowu wyjechac ?

    Ja na przyklad chcialbym kiedys wyjechac i pomieszkac
    rowniez w kraju ubozszym od Polski . Zeby poznac jak to jest
    zarabiac mniej niz przecietny Polak . Zeby zobaczyc czy sobie
    poradze . Oczywiscie nie bede sam wyjezdzal bo bym mogl
    sobie faktycznie nie poradzic . Ale tak myslalem zeby jakas
    mala grupka ludzi wyjechac .

    Nie dazmy wylacznie tam gdzie sie duzo zarabia . Pieniadz
    to nie wszystko . Ja nie mowie ze teraz wszyscy maja wracac
    ale chce tylko zebyscie sie zastanowili nad samymi soba
    czy to ze nie potrafie mieszkac w kraju biedniejszym niz
    Anglia czy Irlandia nie siega aby czasem gdzies w glab
    waszego charakteru .

    Uwierzcie mi , sa kraje na swiecie gdzie jest duuuuuzo
    wieksza bieda niz w Polsce a jednak ludzie sa duchowo
    bogaci . Nie maja wrazenia ze maja juz wszystko a jednak
    czegos im brakuje . Np milosci drugiego czlowieka .
    Usmiechu drugiego czlowieka . Uslyszenia dobrego slowa
    od innego czlowieka . Nie wiem czy tak jest w Rosji ale
    na pewno jest tak w Indiach czy Chinach .

    Moze czas zeby ludzie ktorzy leca do Norwegii czy Szwecji
    zadali sobie pytanie – czego ja wlasciwie szukam ?
    I czy ja przed czyms nie uciekam ?

    Mam pewnego znajomego , niepelnosprawnego pana
    ktory ma 54 lata i jest bardzo madrym czlowiekiem .
    On powiedzial mi niedawno ze czym wieksza bieda w
    danym kraju / w danym powiacie , tym ludzie bardziej sobie
    pomagaja . Jest to pewne uogolnienie ale zastanowmy sie -
    czy nie ma w tym ziarenka prawdy ?

    Przemek N.

Got something to say?