Na czasie: Emocje wokół Fawley Court
January 18, 2009 · Drukuj
Informacja o planach sprzedaży Fawley Court wzbudzała emocje, a sama sprzedaż, już dokonana, takich emocji nie wzbudza. Emocje brały się z bezradności, co z tym obiektem zrobić. Więc jak obiektu już nie ma, nie ma też bezradności i związanych z tym emocji. Taki wywód przedstawił ksiądz Wojciech Jasiński, przełożony Fawley Court. Nie wiedziałem, że księża są też specjalistami od emocji.
Od duchowości tak, teologii – jak najbardziej, ale emocje… Zawsze myślałem, że nauka zajmująca się emocjami to świecki wymysł, nawet szatański, który to, co nadprzyrodzone sprowadza do zewnętrznych zachowań człowieka. Przyczyna i skutek, chemia i geny – tylko to się liczy, a wnioski są naukowo udowodnione.
Cyniczne wypowiedzi księdza Jasińskiego, wzorowane na twardych regułach interesu, lekceważą drugiego człowieka, któremu, jak sam twierdzi, chce służyć.
Często słyszę – księża są też ludźmi i ulegają ludzkiej ułomności. Nie sposób temu zaprzeczać, niemniej jednak to właśnie ksiądz z racji swojego powołania powinien unikać ludzkich słabości, lekceważenia wiernych, czyli człowieka, czyli chrześcijańskiego przesłania.
Czym innym, jak nie grzechem arogancji jest stwierdzenie: „To było dla mnie znamienne, że od, powiedzmy, wakacji nie pojawiały się żadne artykuły w gazetach. Nie miałem żadnych telefonów, żadnych emaili, żadnych rozmów, które byłyby jakoś tam oskarżające nas. Myślę, że też emocje się nieco wyciszyły.”
Otóż, proszę księdza, były protesty, były propozycje i prośby, żeby dla dobra sprawy nagłośnienie medialne wyciszyć. Czy ksiądz o tych negocjacjach nie był informowany, nie uczestniczył w nich, nic o tym nie wiedział?
Ksiądz Jasiński w swojej wypowiedzi podkreśla zalety konsekwentnego działania, które było na tyle konsekwentne, że od samego początku ignorowało dobrą wolę wiernych, którzy słusznie, z racji składanych przez lata ofiar, czują się współwłaścicielami ośrodka. Zwyciężyła determinacja księży Marianów, równie wielka,, jak determinacja założyciela Fawley Court księdza Jarzębowskiego, z tą tylko różnicą, że pierwsi sprzedali to, co on założył wbrew wszystkim przeciwnościom losu i z pomocą wiernych.
Co stanie się z grobem ks. Jarzębowskiego na cmentarzu przy kościele św. Anny w Fawley Court i szczątkami innych zmarłych tam spoczywającymi? Co się stanie z samym kościołem? Jakie warunki, jeśli w ogóle, postawili księża Marianie w akcie sprzedaży? Za ile sprzedano obiekt wyceniany początkowo na ponad 20 mln funtów? Kto jest nowym właścicielem? Dlaczego nie ma odpowiedzi na tak ważne pytania? Kupujący zastrzegł sobie zachowanie tajemnicy transakcji, na co Marianie się zgodzili? W zwykłych umowach biznesowych stosuje się takie praktyki, ale sprzedaż Fawley Court była czymś więcej niż sprzedażą atrakcyjnej wiejskiej posiadłości. Te pytania powinien również znać nabywający. Czy księża Marianie czekają z odpowiedzią na te pytania aż emocje opadną?
Jest to kolejna gra na zwłokę, bo wszystko w końcu przycichnie, zastygnie… w symbolu, a my Marianie pozostaniemy, i nawet najwięksi nasi przeciwnicy w chwili ostatecznej będą nas potrzebować.
Grzegorz Małkiewicz
Ksiądz Jasiński o sprzedaży Fawley Court
OFICJALNE POTWIERDZENIE:
- Tak, mogę oficjalnie potwierdzić, że w połowie grudnia ubiegłego roku Fawley Court został sprzedany po dość długich negocjacjach, bo trwało to od kwietnia. Od momentu wystawienia posiadłości na sprzedaż był to czas ośmiu miesięcy.
W tym czasie nie pojawiły się niestety żadne konkretne i poważne, godne rozważenia propozycje ze strony Polonii, więc posiadłość została sprzedana na rynku nieruchomości. Niemniej jednak do końca tego roku pozostajemy w Fawley Court, gdzie będziemy starali się w miarę normalnie funkcjonować, przyjmować gości przyjeżdżających tutaj, chcących skorzystać z ośrodka, czy też różne grupy, które chciałyby skorzystać z naszych pomieszczeń. Ten czas też pozwoli nam spokojnie przygotować się na spakowanie wszystkich rzeczy i przeniesienie części naszej działalności do Londynu, na Ealing.
POZOSTANIE SYMBOL:
- Ja rozumiem, że to miejsce jako symbol dla Polonii jest ważne. Jest związane z historią, szczególnie emigracji powojennej, która tutaj przyjechała i stąd – myślę – że te emocje się biorą. Natomiast faktycznie jest to symbol, który [funkcjonuje] na zasadzie pomnika, bo naprawdę to miejsce nie jest wykorzystywane przez ludzi. Rozumiem, że też nie ma takiej potrzeby. Nie mieliśmy przez te lata grup polskich często tu przyjeżdżających. Myślę, że emocje biorą się też z pewnej niemocy, że ludzie sami nie wiedzą, po co im to miejsce jest potrzebne. Jako symbol, jako pewien znak? Więc jako symbol w historii pozostanie. Jest wiele miejsc utraconych przez Polaków na przestrzeni dziejów. Gdzieś tam we Francji, w Paryżu, w ogóle na świecie i one symbolem pozostają, symbolem pewnej obecności, znaku, że w tym miejscu mieszkał Cyprian Kamil Norwid czy Adam Mickiewicz. Te miejsca już nie są polskie. Siedziba rządu emigracyjnego, tutaj w Londynie, została sprzedana, co nie znaczy, że to miejsce, gdzie rząd był, nie jest pewnym symbolem obecności rządu emigracyjnego w Londynie.
BRAK SKRUPÓŁÓW:
- To było dla mnie znamienne, że od, powiedzmy, wakacji nie pojawiały się żadne artykuły w gazetach. Nie miałem żadnych telefonów, żadnych emaili, żadnych rozmów, które byłyby jakoś tam oskarżające nas. Myślę, że też emocje się nieco wyciszyły. Ważne jest to, że jeśli się podejmuje pewną decyzję, która dla nas i przez nas została naprawdę bardzo dobrze rozeznana, to potrzeba konsekwencji w jej realizacji. I my w tym byliśmy konsekwentni.
Pewnie, że ludzie tutaj będą się ze mną nie zgadzać. Ja to rozumiem i przyjmuję, natomiast starałem się w tych wszelkich artykułach, które pisałem czy wywiadach, których udzielałem jeszcze w czasie sprzedaży posiadłości, wyjaśniać na podstawie dokumentów, jak sprawa finansów wyglądała. Mam tę świadomość, że przez dwadzieścia kilka ostatnich lat, czyli od momentu zamknięcia szkoły, a nawet i wcześniej – szkoła została zamknięta z tego powodu, że zarówno nie było już finansów jak i chętnych polskich uczniów – czyli od początku lat 80., ta posiadłość była przez nas utrzymywana, poprzez naszą pracę, poprzez prowadzenie tego ośrodka. Jestem tutaj przełożonym od ośmiu lat i naprawdę przez te osiem lat nie doświadczyłem żadnej pomocy, która byłaby bezinteresowna, że ktoś przyszedł i dał znaczną ofiarę na to, żeby ten ośrodek mógł funkcjonować. Jeśli takiej pomocy doświadczyłem w kilku przypadkach, to akurat od Anglików, a nie od moich rodaków.
Wysłuchali:
Anna Rączkowska
Piotr Dobroniak
[śródtytuły pochodzą od redakcji]







Ten ksiadz powiedzial sensowne rzeczy, a komentarz pana Redaktora jest niestety potwornie manipulacyjny i tendencyjny. Nie ma pan prawa do takich wnioskow.