Fawley Court sprzedany
January 13, 2009 · Drukuj
Ksiądz Wojciech Jasiński MIC, przełożony Fawley Court potwierdził oficjalnie sprzedaż ośrodka. Początkowo agencja nieruchomości w Oksfordzie, która prowadziła negocjacje, nie chciała ujawnić powodów wycofania z rynku kompleksu pałacowego. Jednak Fawley Court został sprzedany już w połowie grudnia, pomimo protestów i petycji. Zdaniem księdza Jasińskiego Polonia miała wystarczająco dużo czasu, żeby przedstawić „sensowne pomysły” jak zachować ten kawałek Polski nad Tamizą.
Komu potrzebny jest Fawley Court?
Artykuł ten nie powstał w celu obrażenia lub zgorszenia kogokolwiek, a szczególnie Zgromadzenia Księży Marianów, którego zasługi i pracę misyjną doceniam i szanuję. Ale w obliczu gorszących faktów, których wszyscy jesteśmy świadkami, zachowanie milczenia jest prostą drogą do cynizmu i oschłości serca – na to nikt nie może sobie pozwolić, a na pewno nie za cenę zachowania „świętego spokoju”.
Jak zinterpretować to, co od kilku lat dzieje się w Fawley Court? Zła wola, ignorancja czy nieporadność w zarządzaniu dobrem zgromadzonym przez dwa pokolenia? Jak powinna zareagować polska społeczność w Wielkiej Brytanii na pomysł wystawienia na sprzedaż symbolu naszej obecności w Wielkiej Brytanii po II wojnie światowej? Oburzeniem czy współczuciem? Gniewem czy obojętnością? U wielu sprawa ta wywołuje uczucie smutku i rozczarowania. Czy można wyznaczyć cenę wartościom, które do tej pory wydawały się nie podlegać prawom rynku? Czy można zlicytować świadectwa nadziei i bohaterstwa? Smutne, że Marianie zachowują się tak, jakby trzeba im było to tłumaczyć.
Sprzedaż Fawley Court prowokuje pytania o teraźniejszość i przyszłość polskiej społeczności w Londynie i na Wyspach, o jej tożsamość i zdolność samoorganizacji. Czy jesteśmy jeszcze jedną etniczną grupą w strukturze współczesnej wieży Babel, rozpoznającą się jedynie przez obyczajowe przyzwyczajenia, czy też stać nas na wysiłek podtrzymywania pamięci i kształtowania wizji przyszłości? Dla stworzenia wspólnoty i wychowania jednostki ważne jest połączenie tych dwóch elementów. Zdawał sobie z tego sprawę założyciel Fawley Court, ksiądz Józef Jarzębowski. Dlatego w szkole, którą założył w 1953 znalazło się miejsce dla muzeum polskiej historii i polowego ołtarza w pałacowej kaplicy. Dzisiejsi następcy księdza Jarzębowskiego wydają się tego nie rozumieć.
Zdałem sobie z tego sprawę, gdy po raz pierwszy odwiedziłem Fawley Court w 2005 roku. Pojechałem, zachęcony przez spotkanych w Londynie Polaków, którzy opowiedzili mi o możliwości zwiedzenia Muzeum i poznania historii bohaterskiego księdza. Zgromadzenie Marianów kojarzyło mi się z Licheniem i kilkoma wykładowcami z czasów studiów.
Kiedy wyjeżdżałem z Fawley Court moja wiedza poszerzyła się o wiele nowych faktów, ale niestety poznałem też w pełni czym są tzw. „mieszane uczucia”. Powodem moich wewnętrznych niepokojów była rozmowa z jednym z zakonników na temat przyszłości wspomnianego ołtarza. W opinii Marianina ołtarz powinien zostać usunięty z prezbiterium, ponieważ jego symbolika nie koresponduje ze współczesnością, a militarne elementy (skrzydła husarskie i głownia miecza) fałszują pokojowe przesłanie chrześcijaństwa. Wizerunek Matki Boskiej Ostrobramskiej nie został poddany krytyce, ale już jego historyczne związki z Kultem Miłosierdzia Bożego przedstawiały się mojemu rozmówcy dosyć mgławicowo i mętnie. Z naszej dyskusji wynikało, że tym co powstrzymuje Ojców Marianów przed przeniesieniem ołtarza do muzeum jest obawa przed reakcją, już coraz mniej licznych, ale wciąż żyjących ludzi z pokolenia, którego doświadczenie ten ołtarz przekazuje. Teraz już wiem (fakty o tym mówią), że zdaniem Marianów również cała posiadłość nie odpowiada nowym czasom. Otóż głębokim nieporozumieniem jest myśleć, że ołtarz i Fawley Court jest dzisiaj potrzebne wojennemu pokoleniu. Dla nich spełniły już swoją rolę. Dawały oparcie w czasie wojny i chroniły przed upadkiem w rozczarowanie i bezradność po przegranej wojnie. Przesłanie, jakie niesie niechciany ołtarz i jego otoczenie potrzebne jest przede wszystkim młodemu pokoleniu. Myślę, że w ten sposób rozumował również ksiądz Jarzębowski gromadząc pamiątki po Powstaniu Styczniowym i zachowując świadectwa czasów jemu współczesnych. Jak prowadzić pracę wychowawczą i duszpasterską nie mogąc pokazać materialnych świadectw ludzi, którzy w najtrudniejszych momentach swojego życia, Polski i historii Europy nie utracili wiary i nadziei? Fawley Court to nie historyczne sentymenty, ale miejsce, które powinno należeć do przyszłości. Historia w nim opowiedziana może służyć następnym pokoleniom. Gdyby takiego miejsca nie było, należałoby je stworzyć.
Święto Zesłania Ducha Świetego, obchodzone co roku w Fawley Court, wyznacza horyzont myślenia o przyszłości tego ośrodka, który musi wrócić do idei prowadzenia pracy edukacyjnej w poszerzonej i unowocześnionej formule. Jest w Fawley Court wystarczający potencjał, aby stało się centrum spotkania ludzi z różnych ras, kultur i narodów, którzy potrafią się porozumieć mimo różnic językowych i cywilzacyjnych. W ten sposób powstałaby również przestrzeń, w granicach której pojawiłaby się szansa podzielenia się z innymi własną historią i pamięcią pokoleń, co w kontekście zachodzących procesów jednoczenia się Europy ma wyjątkowe znaczenie. Wszystko jednak wskazuje na to, że władze Zakonu Marianów wolą widzieć przyszłość Europy bez historii Polski.
Przeniesienie zbiorów księdza Jarzębowskiego do Lichenia jest tego wystarczającym dowodem i żadne słowa wyjaśnień nie mogą usunąć sprzed oczu tych niemożliwych do zaakceptowania faktów.
Wojciech Goczkowski








Komentarze
Got something to say?