Rękopisy nie płoną…

July 31, 2008

Festiwal Literatury na SouthBank – tak jak obiecywano w zapowiedziach – przywitał przybyłych z otwartymi ramionami i umysłami. W tej eklektycznej, acz przemyślanej konstelacji słów, histori i idei Andrzej Klimowski i Danusia Schejbal zaprezentowali swoją ostatnią pracę.

Autorzy postanowili nas przekonać, iż na zacytowanej w tytule Bułhakowowskiej sentencji nie osiadł kurz i że ta niezwykła powieść ma zdolność ciaglej twórczej reinkarnacji – tak w czasie, jak i formie, nawet formie… komiksu. Na tym właśnie polega geniusz Bułhakowa i talent pary rysowników, którzy opracowali graficzną wersję tej powieści. Michaił Bułhakow był pisarzem wyjątkowym i tragicznym. Nigdy nie zaznał smaku slawy.

fot. Grzegorz Lepiarz

W liście do Stalina Bułhakow pisał: (…) Oto jedna z cech mojej twórczości i ta jedna całkiem wystarcza, aby moje utwory nie miały racji bytu w ZSRR. Ale z tą właśnie cechą wiąże się wszystko pozostałe, co stanowi o sensie moich nowel satyrycznych – czarne i mistyczne barwy (jestem pisarzem-mistykiem), którymi maluję niezliczone potworności naszego bytowania, jad przesycający moje słowa, głęboki sceptycyzm wobec procesów rewolucyjnych zachodzących w moim zacofanym kraju i (…) ukazanie straszliwych cech mojego narodu.

[Czytaj dalej]

Rzepka na przyczepkę

July 31, 2008

Spośród 91 tegorocznych szóstoklasistów – absolwentów St. Marks Junior High Shool na Shirley w Southampton jest 12 Polaków. Polska mowa, polska kultura staje się powoli nieodłączną częścią tej szkoły. Gwoździem programu poniedziałkowego zakończenia roku szkolnego była… „Rzepka” Juliana Tuwima wystawiona w języku polskim.

fot. Grzegorz Borkowski

Inscenizacja „Rzepki” powstała tydzień temu, przy okazji przygotowań do International Week.
- Klasa 6 h dostała zadanie przedstawienia kultury i folkloru Polski – mówi Marzena Andrzejewska, polska teacher assistant z St. Marks. – Dzieci przygotowały przedstawienie i scenografię. Przed tygodniem przedstawienie obejrzeli wszyscy uczniowie szkoły. Pani dyrektor zdecydowała, że „Rzepka” będzie wystawiona także podczas uroczystości pożegnania uczniów klas szóstych i to właśnie po polsku.

[Czytaj dalej]

Rachel Johnson poszukuje niani z rodowodem

July 31, 2008

Pewnie myśleliście, drodzy Czytelnicy „Nowego Czasu”, że ponury okres nagonki brytyjskiej prasy na Polaków należy do przeszłości. Też tak myślałam. Pewnie myśleliście, że „The Spectator” to porządny angielski magazyn, któremu nie zależy na taniej popularności i który nie bawi się w zamieszczanie złośliwych artykułów o podtekście ksenofobicznym. Też tak myślałam.

Do niedawna. A dokładnie do 18 czerwca. Wtedy to wyjeżdżając z Londynu postanowiłam kupić sobie coś do czytania na czas długiej podróży. Moją uwagę przykuła okładka wyżej wymienionego magazynu (z 14 czerwca b.r.). Na kolorowym obrazku widzimy znudzonego chłopczyka (małego przedstawiciela angielskiej klasy średniej, jak się później okazuje), który z naburmuszoną miną, z ipodem w jednej ręce i gierką w drugiej, wpatruje się w ekran komputera. Obok niego, wygodnie rozparta na krześle, siedzi młoda dziewczyna (o wyraźnie słowiańskim typie urody) i rozmawia w najlepsze przez telefon, nie zwracając na malca najmniejszej uwagi. Dziewczyna ma na sobie spódniczkę mini i krótką, obcisłą bluzeczkę z napisem „Polska”. Na wszelki wypadek, gdyby któryś z czytelników „The Spectator” nie wiedział, że „Polska” to „Poland”, autor obrazka postanowił zamieścić również na bluzeczce, tuż nad nazwą naszego kraju – polską flagę. Teraz wszystko jest jasne, bo przecież nietrudno (w razie wątpliwości) sprawdzić, które to państwo ma flagę w barwach biało-czerwonych.

[Czytaj dalej]

Zostawiając ślady na piasku

July 31, 2008

Podczas kiedy tłum plażowiczów korzysta z uroków piaszczystej Viking Bay – niewątpliwej wizytówki Broadstairs – my postawiliśmy na aktywny wypoczynek. Może nie ekstremalnie aktywny, ale zabawa w „chodzonego” po piaszczystych zatokach na północ od Broadstairs w słoneczne poniedziałkowe popołudnie dostarcza niezbędnej tygodniowej dawki wizualnych wrażeń.

Położona na Wyspie Thanet (wyspa to już raczej tylko nazwa – coś na kształt naszego Wolina) sympatyczna miejscowość Broadstairs to chyba najlepszy przykład na to, że nie zawsze z nadmorskiego kurorciku trzeba koniecznie wykreować bezduszne turystyczne pustkowie. O samym Broadstairs mówi się, że powstało z dochodów z przemytu, a obecnie znane jest jako przystań w bogatej twórczości Karola Dickensa – to podobno tutaj napisał ostatnie rozdziały „Davida Copperfielda”. My jednak tylko śladowo zapoznajemy się z architekturą High Street, która łagodnie doprowadza nas do Zatoki Wikingów. Schodząc w dół betonowymi schodami, które stanowią część szerokiej promenady, uzmysławiamy sobie w jednej chwili, że samo miasteczko tak naprawdę położone jest na kilkudziesięciometrowym urwisku. Świeżo odmalowane szeregowe domki plażowe ustawione piętrami na pionowej ścianie klifu przywodzą nam na myśl wczesne lata osiemdziesiąte, okraszane „wczasami zakładowymi” nad polskimi jeziorami.

fot.Paweł Rosolski

[Czytaj dalej]

Pomnik, czy prawda?

July 31, 2008

O potrzebie docierania do prawdy. Rozmowa z Rafałem Ziemkiewiczem.

Zauważyłem, że po ujawnieniu tylu szczegółów na temat Bolka, wielu ludzi ciągle jeszcze ma wątpliwości, czy Bolek w ogóle istniał. Tymczasem to chyba już nie powinno podlegać dyskusji.
- Zdecydowanie. Dla mnie nie trzeba było nawet lektury książki Centkiewicza i Gontarczyka, bo się tym tematem wcześniej zajmowałem. Rozumiem natomiast skołowanie ludzi, którym media plotą głupoty i usiłują zafałszować tę sprawę.

W jaki sposób?
- Tak, że jakoby historycy IPN-u chcą udowodnić, że Wałęsa od początku do końca był sterowany przez SB i wszystko co się do tej pory w Polsce zdarzyło, jest esbecką manipulacją. To jest taka metoda prowadzenia dialogu, że przypisuje się przeciwnikowi kompletne kretynizmy, a potem efektownie udowadnia, że to są kretynizmy.
Książka mówi o pewnym młodzieńczym epizodzie Wałęsy, o tym, że w grudniu 1970 roku został pozyskany do współpracy. W tamtym czasie SB-cja robiła masowe werbunki – takie miała postawione zadanie, żeby mieć jak najwięcej drobnych źródeł informacji. Wałęsa był jednym z owych masowych werbunków.

[Czytaj dalej]

Leo Beenhakker popełnił błędy

July 31, 2008

- Czasami byłem naprawdę poirytowany. Każdy przeżywał ten turniej, dla mnie też był nieudany, ale czasami już przed meczem słyszałem komentarz na „nie”. Jakby uznano, że w dobrym tonie jest „walenie” w Leo Beenhakkera – mówi Jerzy Dudek.

Piłkarze Realu 14 lipca zaczęli przygotowania do nowego sezonu, w którym będą bronili mistrzostwa Hiszpanii i mają walczyć o wygranie Ligi Mistrzów. Po wywalczeniu przez Hiszpanów mistrzostwa Europy jedna z najsilniejszych lig kontynentu wydaje się jeszcze bardziej atrakcyjna.

Triumf Hiszpanów Pana zaskoczył?
- Biorąc pod uwagę ich umiejętności, na pewno nie. Wiem choćby z treningów, że piłkarsko są fantastyczni. Tylko, że pod tym względem zawsze byli dobrzy, a jednak nie wygrywali. Tutaj doszła do tego niesamowita dyscyplina taktyczna. Nie było momentu, w którym Hiszpanie by się „podpalili”. Nawet w meczu z Włochami, którzy wręcz zapraszali ich, by zrobili jakiś nierozważny krok. To Polska, piłkarsko będąca dwie klasy za Hiszpanami, grała – chciała grać – zbyt ofensywną piłkę, co było błędem, bo nie graliśmy tego w eliminacjach. Pod tym względem Hiszpania była perfekcyjna.

[Czytaj dalej]

Na karuzeli rozczarowań

July 30, 2008

Chociaż są znakomicie wykształceni, często znacznie lepiej niż ich angielscy koledzy, a kondycja ich angielskiego jest na tyle dobra, że nie stoi na przeszkodzie do podjęcia odpowiedzialnej pracy, mimo to polscy specjaliści często przegrywają w bezpośrednim starciu o dobre stanowisko.

fot. Grzegorz Borkowski

Spory procent naszych rodaków w Wielkiej Brytanii pracuje znacznie poniżej swoich kwalifikacji. Magistrowie po pedagogice, wykształceni filolodzy, specjaliści od biznesu i marketingu często sprzątają czy stoją przy taśmach produkcyjnych.
Na Wyspach brakuje specjalistów z wyższym wykształceniem – biją na alarm brytyjscy statystycy. Coraz mniejszy odsetek Anglików podejmuje studia. Główna przyczyna to ich wysoki koszt. Nawet dla żyjących na przyzwoitym poziomie brytyjskich rodzin zapłata czesnego to wysoki wydatek, a ewentualna pożyczka studencka to wiele lat spłacania. Nic więc dziwnego, że sporo młodych ludzi kończy edukację w wieku 16 lat (ustawowo w tym wieku kończy się obowiązek nauki) i od razu podejmuje pracę. Z zajęć niewykwalifikowanych da się tu wyżyć na przyzwoitym poziomie, więc rodzice nie robią dramatu z tego, że ich dzieci przez całe życie będą pracować jako kelnerki, sprzątacze czy robotnicy.

[Czytaj dalej]

Pierwsze koty za płoty…

July 30, 2008

Z Jackiem Jezierzańskim, aktorem, twórcą, organizatorem i gospodarzem Londyńskiego Klubu Recitali rozmawia Łucja Piejko

fot. Andrzej Ziemkiewicz

Jest Pan „ojcem chrzestnym” Londyńskiego Klubu Recitali. Skąd pomysł?
- Ja tak naprawdę niczego nie wymyśliłem. Pomysł zrodził się z potrzeby nas wszystkich, emigrantów. Ludzie często żalili mi się, że chcieliby występować, ale nie mają gdzie. Żeby zorganizować przedstawienie, trzeba zapłacić za salę, trzeba mieć pieniądze dla artystów. A to nie jest proste. Poza tym, jako że w okresie wakacyjnym najczęściej pracuję, zauważyłem, że zawsze pojawiało się wielu rodaków, którzy przyjechali odwiedzić bliskich w Londynie i którzy chcieli coś w POSK-u zobaczyć. A tu w okresie wakacyjnym raczej nie za wiele się działo. Więc pomyślałem, że może jest to i dobry pomysł, i odpowiedni czas.

Od czego Pan zaczął?
- Na samym początku ułożyłem sobie listę wszystkich potencjalnych sponsorów i do nich poszedłem. U Anglików nie szukałem. Tutejsze instytucje prawdopodobnie w ogóle nie byłyby zainteresowane. A ja nie chciałem iść do banków, bo dla mnie byłby to rodzaj żebractwa. Chciałem znaleźć kogoś, komu ten sponsoring naprawdę będzie służył. Chciałem, żeby to było partnerstwo. Jestem w dobrych relacjach z firmą Foxestate. Może w przyszłości zaczną oni sponsorować moją działalność. Jak na razie, żaden z potencjalnych sponsorów nie dał mi ani grosza. Ostatni z nich powiedział wprawdzie, ku mojemu zdziwieniu, że ma coś dla mnie. Oczywiście myślałem, że to pieniądze. On wręczył mi tymczasem gumowy młotek. Żebym urządzanie recitali szybko wybił sobie z głowy.

[Czytaj dalej]

Smak smutku

July 30, 2008

Ruth Posner – brytyjska aktorka i choreografka o polsko-żydowskich korzeniach, której pochodzenie zdominowało karierę zawodową. Jako nastolatka ocalona z Powstania Warszawskiego trafia do obozu w Niemczech, a później do Wielkiej Brytanii, gdzie wraz z innymi osieroconymi dziećmi pod opieką organizacji humanitarnych rozpoczyna samodzielne życie. O zerwanych polskich korzeniach, snach erotycznych i sztukach teatralnych napisanych specjalnie dla niej i o Polsce z aktorką rozmawia Małgorzata Białecka.

fot. Małgorzata Białecka

fot. Małgorzata Białecka

Skąd wzięła się Pani w sztuce brazylijskiego dramatopisarza Nelsona Rodriguesa All nudity…?
- Z poprzedniej sztuki. O Stone Crabs przeczytałam trzy lata temu. Pisano wtedy, że to grupa teatralna, theatre company, która robi warsztaty czytania dramatów, i która szukała aktorów do tego projektu. Spotkałam się z nimi, a oni zaproponowali mi rolę. Jeśli jest gdzieś rola dla starszej, szalonej pani – dostaję ją ja. Graliśmy wtedy Dorotéia, sztukę Rodriguesa o pięciu kobietach, które nigdy nie śpią, nie mają łóżek w domu, ponieważ obawiają się mieć sny erotyczne. Do tego domu przybywa kuzynka – prostytutka. Mężczyzna jest pokazany symboliczne przez parę butów. Wiem już jak Rodrigues może być wspaniały, niezwykły, niewiarygodnie zaskakujący. Stąd z chęcią przyjęłam kolejną rolę zaproponowaną mi przez Stone Crabs.

[Czytaj dalej]

Skorża optymistą

July 30, 2008

- Nie będziemy biadolić, że nie ma transferów, zburzyli trybunę, czy że pada deszcz. Nawet bez wzmocnień wierzymy w siebie. Rok pracowaliśmy na to, by mieć możliwość gry o Ligę Mistrzów i tej szansy nie oddamy tak sobie – to słowa trenera Macieja Skorży.

Bo dla „Białej Gwiazdy” najważniejsze jest to, co zdarzy się w najbliższym czasie. Tytuł mistrza Polski w nowym sezonie oczywiście jest w planach, ale na razie nikt o tym nie myśli. Krakowianie chcą przede wszystkim zdyskontować sukces z poprzedniego sezonu.
Ale czy rzeczywiście chcą? Brak wzmocnień, brak pieniędzy do wydania, odchodzący zawodnicy i mnożące się kontuzje – to sytuacja przed pierwszym meczem eliminacji do Champions League z izraelskim Beitarem Jerozolima. Po zakończeniu ubiegłego sezonu dużo mówiło się o potencjalnych wzmocnieniach mistrzów kraju. Na pierwszy plan wysuwała się sprawa Kamila Kosowskiego, spektakularnym transferem miało być przejście do Wisły Jacka Krzynówka, a także pojawienie się pod Wawelem Łukasza Garguły, Macieja Iwańskiego bądź Radosława Majewskiego. Na razie jednak z tych planów niewiele wyszło. Nie chcę tu już złośliwie dodawać długiej listy potencjalnych transferów z klubów liczących się w Europie – ogranych w pucharach. Na razie nic z tych przymiarek i testów nie wyszło, jedynym nowym graczem jest Słowak Peter Szinglar, choć i on czeka jeszcze na certyfikat. W dodatku wcale nie jest pewne, że Marcin Baszczyński odda mu miejsce w wyjściowej jedenastce. Wręcz przeciwnie.

[Czytaj dalej]

Next Page »