Ważne są korzenie
June 14, 2008
Z rzeźbiarzem Wojciechem Sobczyńskim rozmawia Teresa Bazarnik
Podjąłem się tej pracy nie z potrzeb tylko wewnętrznych, religijnych, bo nie jestem ultra religijnym człowiekiem, ale z potrzeby dania świadectwa naszej przynależności do kultury europejskiej. Jeśli mieszkasz w Krakowie, nie możesz nie wiedzieć o ołtarzu Wita Stwosza. Kiedy przyglądniesz się, co tam się dzieje…
Tam jest cała historia chrześcijaństwa, cały Nowy Testament. Tam są wszelkie wizualne formy chrześcijańskiego nauczania. I nagle spoglądasz na inne źródła, na przykład na obrazy w National Gallery w Londynie i widzisz te same tematy. To jest nasza tradycja. Ale ujawniać te tematy przed tym twoim spowiedniczym mikrofonem jest mi bardzo trudno.
- Spróbuj o nim zapomnieć. Może nie nagrywa. Z takimi urządzeniami nigdy nie wiadomo.
- Jest taki problem… Jeśli chcesz być kimś, kto żyje i tworzy we współczesności to jesteś do pewnego stopnia zamknięty w rygorach współczesności. A te narzucają, żeby tematu naszej tradycji religijnej nie podejmować, bo to jest temat, który należy do przeszłości. Jeśli jesteś artystą współczesnym, takich tematów nie podejmujesz. A ja, albo z przewrotności, albo nierozwagi zdecydowałem się pójść w tę tematykę, oprócz oczywiście innych nowoczesnych tematów zmierzających w kierunku zupełnie czystych form i rzeczy związanych z artystyczną żonglerką. Kiedyś, przy okazji kolejnej wystawy APA nadarzył się taki temat, zrobiono wystawę zatytułowaną „Sacrum”. Wtedy zdecydowałem, że pokażę po raz pierwszy prace o tematyce religijnej – niektóre przygotowane specjalnie na tę wystawę, a niektóre już gotowe.
- Czy to nie absurd, że żyjemy w świecie, w którym pojęcie wolności, nie mówiąc już o wolności arystycznej, posunięte jest do granic prawie że niemożliwych, a jednocześnie istnieje tyle barier i rygorów.
- Jest wiele barier narzuconych przez dyktat tych, którzy powinni być najbardziej liberalni. Ci wiedzący i poinformowani bardzo często są największymi krytykami jeśli dostrzegają coś, co nie jest po ich myśli. I to jest poważny problem z tą tak zwaną postępowością. Według mnie ludzie, którzy dojdą do pozycji takiej, że uważają, iż wiedzą co jest dla nas dobre, a co nie, bardzo często chcą nam narzucić swoje poglądy. Ale to niekoniecznie zgadza się z uniwersalnymi aspektami naszego życia. W ten sposób dyktatorzy dyktowali nam różne rzeczy.
- No tak, tylko że dyktatorzy dyktują w sposób otwarty, oczywisty. A tu mamy do czynienia z dyktaturą podskórną. Jeśli nie musisz przebijać się przez nią na przykład jako artysta, jej działanie przez ogół społeczeństwa nie jest tak wyraźnie odczuwalne.
- Ja siedzę w tej pracownianej dziupli i tylko słucham wiadomości z radia czy internetu. Jestem odizolowany jeśli chodzi o to ścieranie się, ale mam tego pełną świadomość.
Uwaga na oszusta!
June 7, 2008
Masz szczęście: nie ukradli ci karty kredytowej, nie wzięli kredytu na twoje nazwisko. Jeszcze nie.
Twoje szczęście może jednak nie trwać długo. Masz spore szanse na to, że również staniesz się ofiarą oszustów, którzy stali się coraz bardziej agresywni i stosują coraz bardziej wyrafinowane środki. Wszystko po to, by zdobyć numery konta bankowego czy dokładne dane personalne – albo mówiąc dosłowniej: dorwać się do twoich pieniędzy.
Jak informuje Cifas, agencja zajmująca się walką z przestępstwami finansowymi w Wielkiej Brytanii, oszuści w ostatnich miesiącach wykazują coraz to większą aktywność na coraz to nowych frontach. Do Cifas należą nie tylko największe sieci handlowe, ale także banki i inne instytucje finansowe a sama agencja zbiera wszystkie informacje o przekrętach oraz regularnie współpracuje z policją. Oszuści nie ograniczają się już tylko do skopiowania karty kredytowej w barze czy restauracji, coraz częściej kradną całe portfele, włamują się do komputerów w kawiarniach internetowych oraz wyłudzają dane personalne w internecie. Na dobrą sprawę nigdzie nie można się już czuć bezpiecznym – ostrzegają eksperci CIFAS w wydanym komunikacie.
Polaka portret idealny
June 5, 2008
Polskie media przykładają dużą wagę, by pokazywać naszych rodaków za granicą w jak najlepszym świetle. Ostro reagują na jakiekolwiek przejawy dyskryminacji, ich wykorzystywania czy też poniżania. To pozytywny przejaw. Problem w tym, że coraz częściej obrona Polaków wydaje się nieuzasadniona, bo na złe traktowanie sami sobie zapracowaliśmy. Przekaz medialny jest tymczasem jednoznaczny – znów się nas bezpodstawnie czepiają.
Polak-złodziej
Łata złodzieja przylgnęła do Polaków, szczególnie w Niemczech, już na początku lat 90. minionego wieku, gdy otwarto granice między Polską a Niemcami. Wielu naszych rodaków rzeczywiście wybierało się za Odrę w jednym celu, na tzw. jumę. Nie oznaczało to nic innego, jak kradzieże; w sklepach spożywczych, elektronicznych. Sporo kradzieży miało miejsce w drogeriach, dzięki czemu na czarnym polskim rynku można było za stosunkowo niską cenę nabyć markowe perfumy czy kremy. Do tego doszły jeszcze kradzieże samochodów. Z tego ostatniego procederu słyniemy w Niemczech niestety do dzisiaj. Media miast negować te zachowania, pokazywać sprawy Polaków zatrzymanych za granicą, wolały temat przemilczeć. Mówiło się tylko o najgłośniejszych sprawach, jak np. napady na sklepy jubilerskie. Ale mówiło się tylko wtedy, gdy w zatrzymaniu bandytów miała udział polska policja. Pozostałych zagranicznych statystyk kryminalnych polscy dziennikarze woleli nie oglądać. A było co. Co gorsze, w Niemczech i dzisiaj policyjne rubryki ze wskazaniem obywatelstwa pełne są wpisów „Polen”.
Wyspy Zielonego Przylądka, czyli Afryka, która chce być Europą
June 5, 2008
Głośna muzyka reggae przerywa ciszę afrykańskiej nocy. W przerwy pomiędzy kolejnymi utworami wkrada się monotonny, groźny szum oceanu. Ośmiu dobrze zbudowanych, ciemnoskórych młodych mężczyzn ubranych w tradycyjne, kolorowe długie koszule i wąskie spodnie, ciasno otacza mojego męża, który sumiennie odlicza pieniądze przy ledwo widocznym świetle płonącej zapałki.
To jedyna plamka światła, która rozprasza ciemności. W jej migotliwym świetle widzę błysk metalowego przedmiotu. Po chwili rosły, ciemnoskóry mężczyzna pochyla się ku ziemi i wyjmuje z walizki małe pudełko, które wręcza memu mężowi – zakup zostaje dokonany. Raz jeszcze błyska w świetle zapałki metalowy zamek walizki, którą mężczyzna zamyka na mały kluczyk. Oddalamy się w ciemność nocy z paczką papierosów Marlboro Light kupioną od ulicznego handlarza, żegnani jego grzecznym „dziękuję” w języku kreolskim. Jego współziomkowie, którzy pomagali memu mężowi odliczyć odpowiednią sumę w tutejszej walucie – escudos rozsiadają się znów na ziemi wokół sklepiku-walizki, chętni pomóc kolejnemu turyście, który zapragnie kupić papierosy. Taka jest Afryka.
Złapani w imigracyjną sieć
June 5, 2008
Tym, którzy zostali w kraju „młoda emigracja” zdaje się przysparzać wiele interpretacyjnych problemów. W oficjalnych ujęciach traktuje się to zagadnienie bardzo powierzchownie. Wykreowana przez rodzimych dziennikarzy opozycja pomiędzy biedną ojczyzną a bogatym Zachodem, której osią stali się imigranci, wypełniający powstałą lukę zarobionymi pieniędzmi, to tylko czubek góry lodowej.
Proszona przez nas o zastanowienie się nad kwestią polskiej imigracji w Wielkiej Brytanii Ewelina, 23-letnia studentka filologii francuskiej King’s College of London, wpada w zamyślenie, by po chwili odpowiedzieć: – To jest tak, że Polska jako kraj podzieliła się na dwa obozy pokoleniowe. W jednym dalej standardem są panie w okienku, które robią łaskę, że sprzedają ci bilet na pociąg, a w drugim jest już pragnienie gwałtownych ruchów, zerwania z tym bagnem. Dużo mówi się o tym, że emigrujemy dla pieniędzy, ale to jest tylko opisywanie banalnych faktów. Większość z nas kieruje się różnymi innymi pobudkami. Dla ludzi z mojego środowiska nie da się egzystować w czymś, co jest żywym absurdem, a taka właśnie stała się współczesna Polska.
Ci tu i tamci tam
June 5, 2008
Bez względu na to, gdzie dziś mieszkają, wszyscy zgodnie twierdzą, że decyzja o wyjeździe lub pozostaniu w Polsce była jedną z trudniejszych, jakie przyszło im dotąd w życiu podjąć. Długo się zastanawiali, ale w końcu musieli wybrać.
Wystarczy kilka kliknięć komputerową myszką, żeby odwiedzić bijący obecnie rekordy popularności internetowy portal nasza-klasa. Trudno dziś o lepsze źródło informacji o losach naszych długo niewidzianych kolegów. Zajrzałem tam i dowiedziałem się, jak wielu moich dawnych kompanów ze szkolnej ławy i podwórka przebywa obecnie za granicą. Nietrudno się domyślić, że większość z nich „zakotwiczyła” na Wyspach, choć znalazłem także i bardziej egzotyczne miejsca. Ale bez obaw – namierzyłem i takich, którzy zostali nad Wisłą.
Złapałem więc za telefon i w pierwszej kolejności obdzwoniłem większość znanych mi emigrantów. Z innymi znajomymi spotkałem się w Polsce, by w przyjacielskiej atmosferze namówić ich na kilka szczerych zwierzeń.
Przeglądając Pawlikowskiego
June 5, 2008
Dostojewski, Żirinowski, Karadzic, Jerofiejew – bohaterowie głośnych dokumentów Pawła Pawlikowskiego, które w latach 90. nakręcił dla BBC. Jest w nim jakaś fascynacja tymi dziwnymi ludźmi ze wschodu i umiejętność stawania obok nich. Dokumentalista nie może wyzywać swych bohaterów na pojedynek, może im się jedynie po cichu przyglądać, z szacunkiem, nawet jeśli na niego nie zasługują.
Kiedy sportretował przywódcę Serbów Radovana Karadzicia, oskarżano go o kreowanie poetyckiego obrazka mordercy, ktoś groził mu śmiercią, przez rok nie mógł znaleźć pieniędzy na kolejny film. Wrzask podnosili głupcy, którym obca jest ironia. W dokumencie tym wiara przywódcy w mityczną wielkość narodu, z którego się wywodzi i której podporządkowuje wszelkie prawa obowiązujące w świecie ludzi, pokazana jest tak dosłownie, że nie wymaga komentarza, paranoja sama wyłazi z ekranu. Trzeba było jednak sporo odwagi, by zaufać inteligencji widza. Takie też są jego pozostałe dokumenty, a Rosjanie, którzy oglądali film „Z Moskwy do Pietuszek”, mówili: to my, to nasz prawdziwy obraz. Tak jak mówili o pisarzu Jerofiejewie, autorze swoistego pamiętnika „Moskwa-Pietuszki”: nikt nie napisał prawdziwszej książki o Rosji.
Paweł Pawlikowski mieszka w Oksfordzie. Aktualnie pracuje nad kolejną fabułą. Przyjechał do Anglii w 1977 roku z matką, która w Polsce uczyła angielskiego studentów Uniwersytetu Warszawskiego.








Komentarze